Barroso ponownie szefem Komisji Europejskiej

Tomasz Bielecki, Strasburg
16.09.2009 , aktualizacja: 16.09.2009 17:25
A A A Drukuj
Jose Manuel Barroso został Przewodniczącym Komisji Europejskiej na drugą pięcioletnią kadencję Fot. VINCENT KESSLER REUTERS Jose Manuel Barroso został Przewodniczącym Komisji Europejskiej na drugą pięcioletnią kadencję
Parlament Europejski zatwierdził wczoraj José Manuela Barrosa na drugą kadencję szefa Komisji Europejskiej. - Dał się zmusić do prawdziwej dyskusji. To zwycięstwo Parlamentu Europejskiego - mówił jego krytyk Guy Verhofstadt
Spośród 736 eurodeputowanych 382 głosowało za 53-letnim liderem centroprawicy, 219 przeciw, reszta nie stawiła się na głosowaniu
Fot. AP
Spośród 736 eurodeputowanych 382 głosowało za 53-letnim liderem centroprawicy, 219 przeciw, reszta nie stawiła się na głosowaniu
Przewodniczący Komisji Europejskiej, którego rządy krajów UE namaściły już przed wakacjami, uzyskał wczoraj w tajnym głosowaniu 382 głosy poparcia przy 219 sprzeciwu i 117 wstrzymujących się. To spory sukces tego - jak mówią o nim krytycy - "europejskiego kameleona", który przed tygodniem mógł być pewny zaledwie 350 głosów.

Wymęczone zwycięstwo Barrosa jest zasługą jego długich negocjacji z frakcjami parlamentarnymi oraz nieformalnymi grupami narodowymi w Parlamencie Europejskim, których głosy wsparły wczoraj największy klub chadeków (m.in. PO i PSL) formalnie wysuwający kandydaturę Barrosa.

Po raz pierwszy w historii UE kandydat na szefa KE przedstawił parlamentowi swój spisany program na kolejne pięć lat, a potem negocjował jego korekty, podobnie jak dzieje się to przy formowaniu rządów w parlamentach krajowych.

- Potraktował nas poważnie jako posłów. Dał się zmusić do prawdziwej dyskusji. To zwycięstwo Parlamentu Europejskiego - mówi Guy Verhofstadt, szef frakcji liberałów, która przed kilkoma dniami przeszła - choć bez wielkiego entuzjazmu - na stronę Barrosa.

Ten obiecał liberałom m.in. powołanie osobnego komisarza UE ds. praw człowieka i wolności obywatelskich oraz podjęcie prac nad stworzeniem jednolitego nadzoru finansowego w UE. Włożył też dużo wysiłku by przekonać do siebie drugą co do wielkości frakcję socjalistów (m.in. SLD), której kierownictwo ostatecznie ogłosiło, że jej deputowani wstrzymają się od głosu. Nie wiadomo, co stanie się teraz ze złożonymi jej silnie socjalnymi obietnicami.

Chodzi głównie o "przegląd skutków" dyrektywy o pracownikach oddelegowanych, która pozwala np. polskim firmom opłacać swych pracowników za granicą zgodnie z polskimi przepisami (czyli płacić mniej niż Niemcom lub Francuzom, co związki zawodowe na Zachodzie nazywają dumpingiem płacowym). Barroso obiecał też parlamentowi silną współpracę w sprawie "przetrwania" usług użytku publicznego (poczty, komunikacji miejskiej, cmentarzy), czyli uchronienia ich przed pełną prywatyzacją i liberalizacją.

Głosowanie pokazało, że podziały narodowe wciąż silnie przecinają granice frakcji politycznych w Parlamencie Europejskim. O ile za Barrosem głosowali socjaliści z Hiszpanii i jego ojczystej Portugalii, o tyle ich klubowi koledzy z Francji i Włoch byli na nie. Przeciw było też ponoć co najmniej kilku francuskich chadeków, którym trudno było się rozstać z marzeniami o premierze François Fillonie na czele Komisji.

Nie było też wspólnej linii wśród polskich europosłów lewicy, którzy wahali się między stanowiskiem swego klubu a poparciem dla Barrosa cenionego za życzliwość Polsce i zasługi dla rozszerzenia UE w 2004 r.

Niezbyt oszałamiająca większość, którą uzyskał wczoraj Barroso w Strasburgu, byłaby wystarczająca nawet pod rządami traktatu lizbońskiego (surowszego niż obecny nicejski). Ale i tak część europosłów już wczoraj zapowiadała, że będą domagać się ponownego głosowania jego kandydatury (wspólnie z całą nową Komisją) po wejściu w życie traktatu z Lizbony (czyli w styczniu, jeśli Irlandczycy nie odrzucą traktatu w referendum).

- Z czego tu się cieszyć? Barroso nie ma za sobą proeuropejskiej większości. Przecież wygrał głosami posłów także z frakcji konserwatystów, czyli partii Kaczyńskiego i Klausa - drwił wczoraj szef socjalistów Martin Schulz.

Negocjacyjne umiejętności Barrosa są jego wielkim atutem w balansowaniu między 27 rządami UE i Parlamentem Europejskim, ale zdaniem krytyków "ciągłe telefony do Berlina i Paryża" paraliżują Barrosa i opóźniły reakcję Komisji Europejskiej. - Barroso na pewno jest bardziej menedżerem i koordynatorem polityki niż jej inicjatorem. Ostatnie pięć lat pracy Komisji Europejskiej doskonale to pokazało - mówi Julia De Clerck-Sachsse z brukselskiego Ośrodka Studiów Europejskich.

Ciężka walka Barrosa o parlamentarną reelekcję, która nadwerężyła jego autorytet, oraz wcześniejsze żmudne zabiegi o przychylność rządów UE sprawiły, że w Brukseli spekuluje się o wprowadzeniu jednokadencyjności szefa KE po odejściu Barrosa. - Dyskusję rozpoczęli przedstawiciele kilku dużych krajów UE. Wszyscy widzimy, że przez ostatni rok Barroso ze względu na reelekcję nie pracował normalnie - mówi unijny dyplomata.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów