Największa za prezydentury Baracka Obamy demonstracja protestu przeszła w sobotę ulicami Waszyngtonu. Manifestanci nieśli transparenty "Obama nie jest Bogiem", "Służbę zdrowia trzeba naprawić, nie znacjonalizować", "Dzień sądu - wybory 2010" (wybory do Kongresu w środku kadencji prezydenta z reguły uważa się za plebiscyt jego popularności).
Fot. MIKE THEILER REUTERS
Fot. Haraz N. Ghanbari AP
Demonstrację zorganizowała luźna koalicja organizacji konserwatywnych i antypodatkowych, choć niewątpliwie politycznie zyskają na niej opozycyjni Republikanie. Szacunki, ile osób wzięło w niej udział, są różne - od 50 do grubo ponad 100 tys.
Mój sąsiad Tim, który wziął na demonstrację trójkę swoich dzieci, tak mi wczoraj tłumaczył: - To nie była demonstracja tylko przeciw Obamie czy nawet Demokratom... Tysiące ludzi, którzy przyjechali z całych USA, mówiło Waszyngtonowi: wszechmocny rząd to nie jest dobry pomysł na funkcjonowanie tego kraju. USA należą do obywateli, nie do polityków i biurokratów!