W Chinach interesy ubija się przy stole, w trakcie bankietów wychyla się niezliczone toasty. Potem podpici goście siadają za kierownicę. Policja przymyka na to oko albo puszcza kierowcę w zamian za łapówkę.
Ma się to jednak zmienić. W sierpniu rząd ogłosił kampanię trzeźwości za kółkiem, która potrwa do 1 października - do uroczystych obchodów 60. rocznicy powstania Chińskiej Republiki Ludowej.
W Chinach już teraz nie wolno zasiąść za kierownicą nawet po wypiciu małego piwa, bo dopuszczalny poziom zawartości alkoholu we krwi wynosi 0,02 promila. Dla porównania w większości krajów unijnych to 0,5 promila. Tyle że w Chinach limitem nikt się nie przejmuje.
Teraz pijanemu kierowcy grozi odebranie prawa jazdy na sześć miesięcy, a w razie recydywy - nawet do pięciu lat. Ukrócić pijaństwo wśród kierowców mają kontrole na niespotykaną dotąd skalę. I tak ma być dopóki - jak zapowiedział urzędnik odpowiedzialny za kampanię - prowadzenie po pijanemu nie stanie się linią wysokiego napięcia, której nikt już nie dotknie. Ministerstwo bezpieczeństwa publicznego pochwaliło się, że od początku kampanii w samym Pekinie ukarano 28 tys. pijanych kierowców.
Przejęty kampanią sąd w Chengdu po raz pierwszy w historii Chin skazał pijanego kierowcę na śmierć. 30-letni Sun Weiming nie miał prawa jazdy i spowodował wypadek, w którym zginęły cztery osoby, a jedna została ranna. Sąd apelacyjny zmienił mu wyrok na dożywocie.
Z antyalkoholowej kampanii cieszą się producenci piwa bezalkoholowego, bo jego sprzedaż bardzo wzrosła, a także ci, którzy natychmiast uruchomili w Pekinie kilka firm przewozowych specjalnie dla gości bankietów. - Taksówkarze brzydzą się pijaków. Boją się, że zabrudzą im siedzenia i nie chcą ich wozić - tłumaczy założyciel jednej z nich.
W Chinach od niedawna trwa boom motoryzacyjny, w dużych miastach ludzie masowo przesiadają się z rowerów do samochodów. Po Pekinie jeździ już 3,76 mln prywatnych pojazdów, a ich liczba co roku wzrasta o jedną trzecią.
Kultura jazdy jest przy tym zastraszająca. Z powodu tłoku na miejskich ulicach typowy kurs prawa jazdy ogranicza się do manewrów na placu i testów teoretycznych. Media co chwilę opisują wypadki, gdy pijani albo słabo wyszkoleni kierowcy tracili panowanie nad
samochodem i wjeżdżali np. na zatłoczone chodniki.