Izrael rozbudowuje osiedla wbrew Amerykanom

Mariusz Zawadzki
07.09.2009 , aktualizacja: 07.09.2009 19:14
A A A Drukuj
Ministerstwo obrony Izraela wydało 455 nowych pozwoleń na budowę domów na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu. Ale - jak obiecuje Amerykanom - więcej pozwoleń na razie nie będzie
Nowopowstające osiedle żydowskie na Zachodnim Brzegu Jordanu
Fot. BERNAT ARMANGUE AP
Nowopowstające osiedle żydowskie na Zachodnim Brzegu Jordanu
SERWISY
Wstrzymania rozbudowy osiedli żydowskich na ziemiach okupowanych od wielu lat domagają się Palestyńczycy. Ich przywódca Mahmud Abbas ogłosił niedawno, że jest to warunek konieczny do rozmów pokojowych, do których chce doprowadzić prezydent USA Barack Obama. Dlatego Waszyngton od kilku miesięcy naciska w tej sprawie na rząd Izraela.

Prawicowy premier Beniamin Netanjahu argumentuje, jak jego wszyscy poprzednicy, że żydowscy osadnicy muszą normalnie żyć - np. młodzi mieszkańcy osiedli po wyprowadzeniu się od rodziców powinni mieć prawo wybudować sobie dom i założyć w nim rodzinę. Obecnie na Zachodnim Brzegu buduje się 2,5 tys. domów, a razem z wczoraj wydanymi zezwoleniami powstaną ich więc 3 tys.

Ogłoszona wczoraj "salomonowa" decyzja - zamrożenie nowych pozwoleń, ale kontynuowanie budów już rozpoczętych - nie zadowoli nikogo. Osadnicy od dawna narzekają, że pozwoleń jest za mało, a ich całkowite wstrzymanie zupełnie zahamuje rozwój ich społeczności. Amerykanie muszą być wściekli i prawdopodobnie dlatego przełożyli przynajmniej o kilka dni planowany na czwartek przyjazd do Jerozolimy swojego wysłannika pokojowego George'a Mitchella.

Decyzję rządu w Jerozolimie potępili już Palestyńczycy. Od lat uważają oni, że Izrael, rozbudowując osiedla, prowadzi politykę faktów dokonanych i kolonizuje nowe tereny. Wczoraj np. wydano pozwolenie na budowę 20 domów w malutkim osiedlu Maskiot tuż przy jordańskiej granicy, prawie 100 km od Jerozolimy. Nawet w izraelskich propozycjach pokojowych to osiedle nie znajduje się w przyszłych granicach Izraela, dlaczego zatem, pytają Palestyńczycy, ma być rozbudowywane? Nikt nie buduje domów, żeby je za kilka czy kilkanaście lat opuszczać - argumentują.

Dziś na Zachodnim Brzegu mieszka już pół miliona osadników, z czego połowa we wschodniej Jerozolimie, którą Izrael przyłączył do swojego terytorium, a połowa na terenach, których nawet państwo żydowskie nie uznaje jako swoje, ale okupuje 42 lat. Izraelczycy nazywają te ziemie "spornymi", a nie "okupowanymi". Nigdy ich formalnie nie zaanektują, ponieważ musieliby wtedy przyznać obywatelstwo (i wszelkie związane z tym prawa, w tym prawo do głosowania i swobodnego poruszania się) około 4 milionom żyjących tam Palestyńczyków. A wtedy żydowski charakter państwa byłby zagrożony. Gdyby natomiast praw obywatelskich Palestyńczykom nie przyznali, powiększony Izrael przestałby być państwem demokratycznym.

ONZ i większość państw świata uznają okupację Zachodniego Brzegu i aneksję wschodniej Jerozolimy za nielegalne. Dlatego wszystkie kraje europejskie i USA mają swoje ambasady w Tel Awiwie, a nie w Jerozolimie. Jednak Izrael interpretuje na swoją korzyść słynną rezolucję ONZ nr 242 z 1967 roku. Ponieważ nie nakazano mu wtedy wycofać się "ze wszystkich zajętych terytoriów", a tylko "z zajętych terytoriów", rząd w Jerozolimie uważa, że może część tych terytoriów zatrzymać. Jaką - o tym zdecyduje układ pokojowy.

Jeśli amerykański wysłannik George Mitchell chce doprowadzić obie strony do stołu rokowań, musi teraz albo skłonić Netanjahu do bardziej ortodoksyjnego "zamrożenia osiedli", albo Palestyńczyków, żeby zaakceptowali ogłoszoną wczoraj definicję zamrożenia. Oba zadania wydają się niewykonalne.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos