- Chodzi o wykazanie większej solidarności z państwami trzecimi goszczącymi bardzo dużą liczbę uchodźców - mówi Jacques Barrot, francuski komisarz odpowiedzialny za przestrzeń wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości.
Znakomita większość z 8 mln uchodźców rozsianych po świecie (dane ONZ z 2008 r.) znajduje się poza Unią. Tylko w Pakistanie jest ich 1,8 mln, w Syrii 1,1 mln - głównie Irakijczyków, którzy uciekli tam w czasie wojny. Nie wszyscy zostaną na stale - większość pragnie wrócić do domu - ale część z różnych względów nie wróci. I o nich toczy się batalia.
Statystyki przedstawione wczoraj w Brukseli są dla Unii druzgocące: z 65 tys. uchodźców przesiedlonych w 2008 r. do różnych państw ledwie 4378 trafiło do UE, a większość do USA, Kanady czy Australii. - To, że Europa przyjmuje ledwie 6,7 proc. przesiedlonych, strasznie psuje postrzeganie Unii na świecie - mówi "Gazecie" Anais Faure Atger, ekspert ds. azylu w brukselskim Centre for European Policy Studies.
Oczywiście image Europy nie jest tu najważniejszy. Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) szacuje, że w 2010 r. na świecie będzie 10 mln uchodźców, z czego ze względów humanitarnych trzeba będzie przesiedlić 230 tys. Jeśli Europa nie włączy się w program przesiedleń, jej problem z nielegalnymi imigrantami zwiększy się do rozmiarów katastrofy. Ci, których będzie unikała, sami przypłyną na stateczkach czy łodziach.
Bruksela to wie i choć z racji różnego podejścia poszczególnych krajów do azylu polityka imigracyjna jest rodzajem tabu, postanowiła działać. Proponuje utworzenie specjalnej grupy ekspertów ds. przesiedleń, w której oprócz przedstawicieli państw członkowskich UE zasiedliby eksperci UNHCR, Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji i działacze organizacji pozarządowych. Grupa wyznaczałaby co roku priorytetowe dla UE cele i kwoty przesiedleń dotyczące zarówno krajów, jak i grup etnicznych, w zależności od potrzeb.
Priorytetem dla UE może stać się np. przesiedlenie irackich uchodźców z Syrii i Jordanii, Somalijczyków z Kenii, Sudańczyków z Czadu.
Grupa ekspertów byłaby też forum do wymiany informacji i konsultacji pomiędzy stolicami. To same państwa decydowałyby jednak, ilu uchodźców przyjmą, w jakim czasie i z jakiego kraju. Jeśli zdecydowałyby się na przesiedlenie części z puli proponowanej przez grupę ekspertów, dostawałyby wsparcie finansowe w wysokości 4 tys. euro na przesiedleńca rocznie ze Europejskiego Funduszu Uchodźców. Gdyby zgodziły się przyjąć więcej uchodźców ponad kwotę, to już same pokrywałyby koszty ich utrzymania.
Jak zastrzega Komisja, propozycja nie dotyczy przesiedlenia uchodźców z jednego kraju UE do drugiego. A właśnie to jest jeden z najbardziej gorących tematów. O solidarność w sprawie imigrantów kraje takie jak Włochy, Grecja, Hiszpania czy Malta bezskutecznie apelują od kilku lat. Bo to na nie spada ciężar przyjmowania dziesiątek tysięcy uchodźców uciekających do Europy na przepełnionych łodziach.
- Problem można rozwiązać tylko na poziomie całej Unii - mówi Anais Faure Atger. - Spodziewam się długiej dyskusji, a jej rezultaty trudno dziś przewidzieć.
Tylko dziesięć krajów UE (Szwecja, Dania, Finlandia, Holandia. Wlk. Brytania, Irlandia, Portugalia, Francja, Rumunia i Czechy) ma narodowe roczne programy przesiedleń uchodźców z krajów trzecich. Kilka innych (Niemcy, Włochy, Luksemburg) zgodziło się na przyjęcie grupy uchodźców jednorazowo.
Według źródeł "Gazety" Polska ma trochę zastrzeżeń do propozycji Komisji, ale zgadza się na formułę dobrowolnego przyjmowania uchodźców.