Skaż na śmierć swego dawcę nerki

Maria Kruczkowska
27.08.2009 , aktualizacja: 27.08.2009 08:35
A A A Drukuj
Chińskie władze przyznały wczoraj, że zdecydowana większość organów do przeszczepów jest pobierana od osób, na których wykonano wyrok śmierci. I zapowiedziały, że chcą to zmienić
Zbiorowe wydawanie wyroków w mieście Wenzhou w 2004 r. Jedenastu
z mężczyzn na zdjęciu zostało skazanych na śmierć, wyroki wykonano od razu
Fot. STR AFP
Zbiorowe wydawanie wyroków w mieście Wenzhou w 2004 r. Jedenastu z mężczyzn na zdjęciu zostało skazanych na śmierć, wyroki wykonano od razu
Napisała o tym rządowa gazeta "China Daily", cytując słowa wiceministra zdrowia Huang Jiefu. Według niego aż 65 proc. organów pochodzi od skazanych na śmierć. Eksperci podejrzewają, że faktyczny odsetek jest wyższy.

Chiny wykonują najwięcej kar śmierci na świecie. Oficjalne dane są tajne, ale organizacje praw człowieka szacują, że jest to prawie 2 tys. rocznie, czyli więcej niż w pozostałych krajach świata razem wziętych.

Od połowy lat 80. nie było tajemnicą pobieranie organów od więźniów. W 2001 r. chiński dysydent Harry Wu zeznawał w tej sprawie przed komisją amerykańskiego Kongresu. Powołał się na chirurga, który zbiegł z Chin, a który pobierał od straconych skórę, rogówkę i nerki. Lekarz operował na miejscu straceń w specjalnie wyposażonej karetce. Chiny alergicznie reagowały na takie zarzuty.

Trzy lata temu zdelegalizowana przez chińskie władze organizacja Falun Gong poinformowała o potwornej zbrodni na jej członkach. W jednym ze szpitali zamienionych w obóz śmierci lekarze mieli pobierać organy od więźniów. Te doniesienia do dziś się nie potwierdziły.

Ale to właśnie po nich rząd w Pekinie zainteresował się tym, co dzieje się na oddziałach transplantologii. I dowiedział się szokujących rzeczy. Wystarczy, że szpital porozumie się z pobliskim więzieniem, w którym szykuje się egzekucja. Pracujący ręka w rękę lekarze i dyrekcje więzień oraz sądy wybierają potrzebnych dawców wśród więźniów. Potem są oni zmuszani do podpisania zgody na pobranie organów. Przeciętni Chińczycy nie widzą w tym nic złego - w ich pojęciu skazańcy to ludzie bezwartościowi. Korzystają z tego także pacjenci z Singapuru i Japonii, którzy zamiast czekać we własnym kraju na przeszczep, wolą polecieć do Chin, zapłacić i mieć nowy organ znacznie szybciej.

W końcu ustawą z 2007 r. chińskie władze zakazały handlu organami ludzkimi, co miało też położyć kres "organowej" turystyce. Od tego czasu dawcami mogą być w Chinach głównie krewni chorego i osoby "emocjonalnie z nim związane".

Ale prawo zostało na papierze, bo Chińczycy nie chcą oddawać organów. Od 2003 r. w kraju liczącym 1,4 mld mieszkańców zgłosiło się 103 dawców - podają chińscy transplantolodzy. Powodem jest tradycja, która każe grzebać zmarłych w całości, i brak zrozumienia potrzeby darowizn.

A na przeszczepy czekają miliony ludzi, więc kwitnie czarny rynek handlu organami. Zasilają go nerki od ludzi potrzebujących na gwałt pieniędzy, którym handlarze wyrabiają dokumenty świadczące, że są "emocjonalnie związani" z biorcą. Dochodzi też do porwań ludzi dla organów. No i są więźniowie - z braku dawców władze po prostu przymykają oko na pobieranie od nich nerki lub wątroby.

Jiang Jianmin, główny transplantolog z jednego ze szpitali w Szanghaju, tłumaczy, że szpitale przeprowadzające przeszczepy organów od więźniów muszą wystarać się o liczne zezwolenia. Idą więc na skróty, płacąc łapówki, a potem przerzucają koszta na pacjenta. W przypadku nerki pacjent może zapłacić do 29 tys. dol. Dlatego na przeszczepy stać tylko bogatych lub sławnych - w 2005 r. znanemu aktorowi Fu Biao wątrobę przeszczepiono nawet dwa razy.

- Przeszczepy nie powinny być przywilejem dla nielicznych - zapowiedział wiceminister Huang w "China Daily". W przyszłości system ma oprzeć się na dobrowolnych dawcach, którzy zgodzą się na pobranie organów po śmierci. We wtorek ruszył pilotażowy program w dziesięciu prowincjach, którym kierują Czerwony Krzyż i ministerstwo zdrowia. Mają one zbudować ogólnokrajową bazę danych o przeszczepach, zlikwidować transplantologiczną turystykę i przekonać Chińczyków do przekazywania organów.

Pekin pochwaliła wczoraj Światowa Organizacja Zdrowia, ale wiceminister Huang nie ma złudzeń, że nagle wszystko się zmieni. - Stanom Zjednoczonym wprowadzenie ogólnokrajowego systemu darczyńców zajęło 20 lat. Mamy nadzieję, że nam uda się to szybciej - stwierdził Huang.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy