"Dziękuję naszym przyjaciołom w brytyjskim rządzie, którzy odegrali ważną rolę w doprowadzeniu tej sprawy do radosnego końca" - napisał syn libijskiego przywódcy Sajf Al-Islam Kaddafi na stronie internetowej rodzinnej Fundacji Kaddafich. Wpis ukazał się tuż po wypuszczeniu przez Szkotów z więzienia Abd Al-Basita Al-Migrahiego, jednego z autorów zamachu na samolot PanAm nad szkockim Lockerbie, w którym w 1988 r. zginęło 270 osób.
Tymi słowami Libijczyk wzbudził zrozumiałą konsternację w Londynie, bo wcześniej nikt nie wspominał, że Brytyjczycy maczali palce w uwolnieniu terrorysty. Oficjalnie Szkoci, którzy mają autonomiczny parlament i rząd, wypuścili chorego na raka Migrahiego w geście miłosierdzia niezależnie od, choć za przyzwoleniem, Londynu.
Niedługo po tym oświadczeniu młody Kaddafi powtórzył swe rewelacje w libijskiej telewizji Al-Mutawassit. - Uwolnienie Al-Migrahiego zawsze było ważną częścią naszych negocjacji z Brytyjczykami w sprawie dostaw libijskiej ropy i gazu - stwierdził. Kaddafi podobno kilka tygodni temu rozmawiał o tym z brytyjskim ministrem gospodarki Lordem Mandelsonem. Madelson przyznał już, że "przelotnie" wspomnieli o Migrahim.
Oliwy do ognia skwapliwie dodał sam libijski dyktator Muammar Al-Kaddafi: - Dziękuję premierowi Gordonowi Brownowi i królowej Elżbiecie, którzy zachęcili szkocki rząd do podjęcia tej historycznej decyzji.
Na reakcję Brytyjczyków nie trzeba było czekać. Opozycja i media rzuciły się na rząd, domagając się natychmiastowych wyjaśnień. Parlament i premier właśnie mają wakacje, więc na razie musiało im wystarczyć oświadczenie MSZ. - Sugestie, że Migrahi wyszedł na wolność ze względu na interesy handlowe, to oszczerstwo wobec mnie i wobec brytyjskiego rządu - przekonywał jego szef David Milliband.
Władze Szkocji przed parlamentem broniły decyzji o wypuszczeniu terrorysty. Zarzucili jednak Trypolisowi złamanie obietnicy, że powrót Al-Migrahiego obędzie się bez fajerwerków (terrorysta był witany w Libii jak bohater narodowy).
Mało kogo jednak Milliband przekonał. David Lidington, szef MSZ w gabinecie cieni konserwatystów, domaga się wyjaśnień premiera. - Wobec tego, co mówią panowie Kaddafi, premier Brown musi odpowiedzieć na kilka bardzo poważnych pytań - podkreśla. - Musimy udowodnić, że nie było tu żadnego handlu politycznego, to niezbędne dla reputacji naszego wymiaru sprawiedliwości.
Browna wzywa też do tablicy sam szef torysów David Cameron. - Skoro syn Kaddafiego publicznie dziękuje brytyjskiemu rządowi, pojawiają się pytania na temat rzeczywistej roli tego rządu - przekonuje. - Ta sprawa szkodzi reputacji Wielkiej Brytanii i stosunkom z naszymi sojusznikami.
Według syna Kaddafiego rozmowy na temat zwolnienia terrorysty toczyły się już za czasów poprzedniego premiera Tony'ego Blaira, który w 2007 r. wynegocjował umowę o eksploatacji libijskiego gazu. Blair przyznał w weekend w CNN, że w rozmowach z tego okresu Libijczycy rzeczywiście wspominali o Migrahim, ale podobno usłyszeli, że brytyjski premier nie jest mu w stanie pomóc.
Kiedy w zeszłym tygodniu terrorysta wrócił do kraju, w Trypolisie czekało na niego królewskie przywitanie: tłumy z kwiatami i flagami oraz obejmujący go ze wzruszeniem syn Kaddafiego. Niedługo potem Migrahi wylądował też w objęciach samego libijskiego przywódcy.
Takie powitanie szczególnie rozjuszyło Amerykanów, bo większość ofiar znad Lockerbie pochodziła z USA. - Decyzja o uwolnieniu była błędem, a powitanie, jakie zgotowali mu Libijczycy, było wysoce niewłaściwe. Nie można witać skazanego mordercy jak bohatera - oburzał się prezydent Barack Obama.
Także szef amerykańskiego sztabu generalnego adm. Mike Mullen mówił w CNN, że jest zszokowany uwolnieniem Migrahiego, które było „oczywistą decyzją polityczną”. „Ta decyzja to wielka radość dla terrorystów na całym świecie” - napisał dyrektor FBI Robert Mueller, który prowadził śledztwo w sprawie Lockerbie, w liście do szkockiego ministra sprawiedliwości Kenny'ego MacAskilla. - „Jestem zaszokowany pana decyzją, niefrasobliwie tłumaczoną względami »współczucia «”.
- To było zwykłe plemienne powitanie, takie, jakie szykują krewni człowiekowi wracającemu na przykład z pielgrzymki - wyjaśnił Jusuf Sawani kierujący Fundacją Kaddafich. - Przecież to nie były oficjalne obchody, libijskie władze nigdy by tak nie postąpiły.
Jednak wbrew takim deklaracjom Migrahi ma być podobno honorowym gościem na obchodach 40-lecia władzy Kaddafiego w przyszłym tygodniu. Na tej samej imprezie mają się pojawić m.in. premier Włoch Silvio Berlusconi i prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Wczoraj protestując przeciwko powitaniu Migrahiego Pałac Królewski odwołał zaplanowaną na wrzesień wizytę handlową w Libii księcia Andrzeja, syna Elżbiety II.