Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Stało się tak za sprawą noty dyplomatycznej wydanej przez słowacki MSZ w piątek po południu na kilka godzin przed planowanym przyjazdem głowy węgierskiego państwa na uroczystość odsłonięcia na placu w słowackim Komarnie pomnika węgierskiego świętego - św. Szczepana.
- To bezprecedensowy krok w stosunkach dwóch sojuszników, krok, którego nie da się wyjaśnić - powiedział Sólyom dziennikarzom po powitaniu na granicy z przedstawicielami słowackiego Komarna i przekazaniu im odezwy, którą podczas odsłonięcia rzeźby odczytał węgierski ambasador na Słowacji.
- Sólyom przyjechał wywołać konflikt - skomentował zachowanie węgierskiego prezydenta premier Robert Fico. Prowokacją określił datę przyjazdu - 21 sierpnia. Tego dnia Słowacy i Czesi obchodzą rocznicę inwazji wojsk Układu Warszawskiego w 1968 r., w czasie której południową Słowację zajęły wojska ówczesnej Węgierskiej Republiki Ludowej.
Sólyom jednak odrzuca taką interpretację. Przypomina, że już rok temu osobiście przeprosił Słowaków za węgierski udział w inwazji, a datę wizyty strona słowacka znała od dwóch miesięcy.
Prawdziwego powodu "histerycznego zachowania" Bratysławy, jak określił to węgierski prezydent, należy szukać w programie wizyty Sólyoma. Rzeźbę św. Szczepana w Komarnie zamieszkanym w większości przez członków węgierskiej mniejszości narodowej na Słowacji Sólyom chciał odsłonić bez przedstawicieli władz słowackich. Nie był też zainteresowany spotkaniem ze słowackim prezydentem Ivanem Gasparoviczem. - Co chciał w ten sposób powiedzieć? Że nie respektuje głowy państwa słowackiego? - reagował nerwowo Fico. - Komarno leży na terytorium Słowacji, to nie powiat Republiki Węgierskiej.
Sólyom, jak gdyby w odpowiedzi na słowa Fica, na środku mostu na Dunaju przypomniał słowackiemu rządowi: - Węgrzy są na Słowacji już tysiąc lat, i to jest ich dom, a Słowacja powinna zrozumieć, że jest państwem wielonarodowym.
W swej konstytucji Słowacja zdefiniowała się jako "państwo narodowe", w którym słowaccy Węgrzy (0,5 spośród 5 mln obywateli Słowacji) są tylko z trudem znoszoną mniejszością narodową. W latach 1998-2006 Partia Węgierskiej Koalicji SMK współrządziła w dwóch gabinetach premiera Mikulasa Dziurindy, Węgrzy zaś otworzyli swój pierwszy
uniwersytet właśnie w Komarnie, nieoficjalnej stolicy słowackich Węgrów.
Po wyborach w 2006 r. premier Robert Fico utworzył koalicję nie z SMK, lecz z nacjonalistyczną Słowacką Partią Narodową SNS, co pogorszyło stosunki z Węgrami. Przewodniczący SNS Jan Slota wielokrotnie atakował słowackich Węgrów, mówiąc na przykład, że źle się stało, że po wojnie nie udało ich się ich wypędzić tak jak Niemców z Czech i Polski.
Ostatnią odsłoną kryzysu było uchwalenie kilka miesięcy temu przez słowacki parlament nowelizacji ustawy o języku, na mocy której nakładane są kary za posługiwanie się językiem węgierskim w kontaktach publicznych, np. w urzędach, szpitalach czy szkołach.
Węgry taktują to jako próbę asymilacji w większości węgierskich terenów na południu Słowacji. Rząd twierdzi jednak, że chce jedynie zagwarantować każdemu słowackiemu obywatelowi możliwość porozumiewania się w swym narodowym języku.
Z powodu tej ustawy węgierski premier Gordon Bajnai odwołał spotkanie z Ficem. Węgry zaskarżyły też ustawę do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, która częściowo przyznała im rację.
Stosunki Budapesztu z Bratysławą mogą się jeszcze pogorszyć po wyborach parlamentarnych, które odbędą na Węgrzech i na Słowacji na wiosnę 2010 r. Na Węgrzech najprawdopodobniej zwycięży prawicowy ruch Fidesz, który w kwestiach węgierskich mniejszości zajmuje znacznie twardsze stanowisko niż aktualny rząd socjalistyczny.
W węgierskim parlamencie znajdzie się także skrajnie prawicowa partia Jobbik, która przeciwko Słowacji organizuje zmilitaryzowane jednostki nielegalnej, ale wciąż rozwijającej swoją działalność Gwardii Narodowej. Z kolei na Słowacji zapewne pozostanie u władzy nacjonalistyczna koalicja z premierem Robertem Fico na czele.