Talibowali bezskutecznie szturmowali miasteczko Baghlan na północy Afganistanu. Doszło do ciężkich starć z siłami bezpieczeństwa, co uniemożliwiło otwarcie lokali wyborczych. W walkach zginęło ok. 20 talibów i szef lokalnej policji.
Inne ataki Jak wynika z doniesień agencyjnych, talibskie pociski rakietowe spadły na miasta w prowincjach Kandahar, Ghazni, Helmand, Nangarhar i Kunar. W prowincji Logar
talibowie zaatakowali co najmniej sześć lokali wyborczych, powodując ucieczkę ludzi, chcących oddać głos.
W prowincji Ghazni oddziały afgańskie i NATO w dwóch okręgach bezpośrednio starły się z grupami talibów. W samym mieście Ghazni tuż przed otwarciem lokali rozbrojono dwie bomby, a w Takhar bomba wybuchła przed bramą głównej komendy policji.
W stolicy też niespokojnie W samym Kabulu rano w czwartek miały miejsce cztery wybuchy. We wschodniej części miasta trzech talibskich zamachowców-samobójców wdarło się do budynku, położonego obok komendy policji miejskiej i jednego z punktów wyborczych. Przez dwie godziny trwała wymiana ognia afgańskiej policji z napastnikami - dwóch z nich zginęło na miejscu. Przedstawiciel Talibanu potwierdził, że w Kabulu przebywa w sumie dwudziestu zamachowców-samobójców, zamierzających atakować punkty wyborcze.
Rząd apeluje, by nie nagłaśniać zamachów Przed wyborami władze afgańskie zaapelowały do rodzimych i zagranicznych mediów, by nie nagłaśniały informacji o aktach przemocy w dzień głosowania, gdyż mogłoby to zniechęcić część wyborców. Odpowiadając na apel rządu, Niezależne Stowarzyszenie Dziennikarzy Afganistanu oceniło, iż takie żądanie jest sprzeczne z konstytucją kraju. - Nie zastosujemy się do takiego rozkazu. Będziemy pracować normalnie, przekazując informacje - oświadczył prezes Stowarzyszenia Rahimullah Samander.