Irańskie Guantanama

Ludzie zatrzymani po powyborczych demonstracjach są torturowani, upokarzani i mordowani - opowiadają ci, którzy zostali uwolnieni
"Już kiedy wieźli mnie na posterunek, byłem tak zbity, że nie wiedziałem, gdzie jestem. Wsadzili nas chyba z 200 do jednego pomieszczenia, zgasili światło i zaczęli pałować na oślep" - pisze w internecie 21-letni były więzień Kahrizak, więzienia, które wczoraj kazał zamknąć najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei. Świadek pisze, jak w więzieniu, które nazywa "irańskim Guantanamo", strażnicy na oczach współwięźniów mordowali ludzi. "Strażnik podniósł martwego mężczyznę, oświetlił jego twarz i powiedział: mamy rozkaz wszystkich was zabić jak tego sukinsyna".

Inni opowiadają, jak strażnicy wyrywali im paznokcie, bili do nieprzytomności albo kazali lizać brudne muszle klozetowe. Przed wyjściem wszyscy musieli podpisać papier, że byli dobrze traktowani.

Siedzi jeszcze kilkuset aresztowanych w związku z protestami po wyborach 12 czerwca. Ich zdaniem prezydent Mahmud Ahmadineżad wygrał dzięki fałszerstwom, a prawdziwym zwycięzcą jest Mir Hosejn Musawi. W demonstracjach zginęło co najmniej 20 osób, kilkaset zostało rannych.

We wtorek naciskany przez opozycję i świat rząd zwolnił 140 więźniów, a prezydent Ahmadineżad poprosił sędziów o okazanie innym więźniom "muzułmańskiej litości".

Według irańskich mediów wczoraj z więzienia miała wyjść ważna postać opozycji, schorowany Said Hadżdżarian zamknięty 16 czerwca za "powodowanie niepokojów", o którego zwolnienie od tygodni dobijało się Human Rights Watch.

Do zwolnienia więźniów nieustannie wzywa Mir Hosejn Musawi: - Ten kraj nie może się stać więzieniem dla 70 mln osób, im więcej aresztujecie, tym silniej będziemy protestować.

Według opozycyjnego portalu Roozonline.com dziesiątki ludzi jest zaginionych, w tym 16-17 letnie dzieci, a ich rodziny codziennie bez skutku wypatrują ich nazwisk na wywieszanych przed więzieniami listach.

Coraz liczniejsze relacje w internecie o losie aresztowanych rozwścieczyły Irańczyków. Dziś ma odbyć się ceremonia pożegnania ofiar zamieszek. To dzisiaj mija 40 dni od zastrzelenia podczas demonstracji Nedy Soltan, młodej kobiety - filmik pokazujący jej śmierć obiegł świat.

Chociaż MSW nie zgadza się na obchody, główni przegrani w wyborach, czyli Musawi i Mehdi Karubi, zapowiadają, że się nie ugną.

Dla szyitów 40 dni to liczba szczególna - przez tyle dni co roku opłakują śmierć swego najważniejszego imama Husajna zamordowanego w 680 r.

Wczoraj w internecie po raz kolejny ostro skrytykował władze jeden z najważniejszych ajatollahów Hosejn Ali Montazeri: "Ludzie trzymani za kratkami są zmuszani do składania zeznań, codziennie jakaś rodzina dostaje ciało. Czym zgrzeszyli? Tym, że spokojnie protestowali przeciwko nadużyciom? Czy celem władz jest mordowanie i prześladowanie naszych braci?".

W niedzielę pod sąd trafi pierwszych 20 aresztowanych. Są oskarżeni m.in. o przynależność do grup terrorystycznych i dostarczanie zdjęć "mediom wroga". - Jeśli Bóg pozwoli, do piątku zwolnionych zostanie sporo aresztowanych - obiecał wczoraj prokurator generalny. - Chcemy, żeby przed urodzinami imama Mahdiego (7 sierpnia) wyjaśnił się los wszystkich więźniów.