Demokraci w USA mogą teraz wszystko

Bartosz Węglarczyk
02.07.2009 , aktualizacja: 01.07.2009 16:38
A A A Drukuj
Osiem miesięcy po głosowaniu Demokraci osiągnęli magiczną granicę 60 miejsc w amerykańskim Senacie. To pozwoliło im przegłosować każdą ustawę
Senator Al Franken z obecną sekretarz stanu USA Hillary Clinton na wiecu w Minneapolis w październiku 2008 r.
Fot. Jim Mone AP
Senator Al Franken z obecną sekretarz stanu USA Hillary Clinton na wiecu w Minneapolis w październiku 2008 r.
Wiemy wreszcie, kto wygrał ostatnie wybory w USA. Spór prawny o to, kto zdobył fotel senatora w stanie Minnesota, był jedną z najbardziej zaplątanych awantur w historii amerykańskich wyborów - trwał o wiele dłużej i był bardziej skomplikowany niż sławny spór o karty do głosowania na Florydzie po wyborach prezydenckich w 2000 r.

Walka między republikaninem Normem Colemanem a demokratą Alem Frankenem był przez miesiące jednym z ulubionych tematów amerykańskich mediów. Spełniał bowiem wszystkie wymogi prawdziwego politycznego dramatu. Coleman był urzędującym senatorem, który niegdyś był demokratą, ale w 1996 r. zmienił partię i został republikaninem, do tego ze skrzydła konserwatywnego. Franken to polityczny nowicjusz, którego jednak większość dorosłych Amerykanów zna doskonale - jako niezłego komika i autora wyśmienitych skeczy w kultowym, legendarnym kabarecie telewizyjnym.

Wojna Colemana z Frankenem miała również zasadnicze znaczenie dla równowagi sił w Senacie oraz dla planów reformy służby zdrowia i innych ambitnych pomysłów prezydenta Baracka Obamy. Zwycięstwo Frankena może wręcz zaważyć na tym, jak oceniana będzie prezydentura 44. głowy państwa.

58-letni Franken od lat myślał o wejściu do polityki. Znany jest z liberalnych poglądów na sprawy społeczne i ekonomiczne, często - głównie pisząc teksty poparcia i organizując zbiórki pieniędzy - wspierał kandydatów Partii Demokratycznej w wyborach lokalnych, do Kongresu i na prezydenta.

Wcześniej przez 20 lat był autorem scenariuszy skeczów w telewizyjnym programie "Saturday Night Live" uważanym za kuźnię amerykańskich komików (to tu gwiazdą stał się m.in. Eddie Murphy). Franken uważany był za jednego z najlepszych scenarzystów "SNL", sam pokazywał się również na ekranie, m.in. wcielając wielokrotnie w postać leczącego się alkoholika, który zamęcza wszystkich swoją nową filozofią życiowego optymizmu. W sławnym skeczu przekonywał będącego akurat u szczytu kariery koszykarza wszech czasów Michaela Jordana, że powinien zacząć wierzyć w siebie, a wówczas zrobi karierę.

W 2008 r. Franken, który chętnie i często komentował z lewicowego punktu widzenia wydarzenia polityczne, dopiął wreszcie swego i w rodzinnej Minnesocie w listopadzie 2008 r. został kandydatem na senatora w boju przeciwko Colemanowi.

W dniu, w którym Barack Obama został prezydentem, w wyborach do Senatu głosy oddało ponad 2 mln 900 tys. obywateli Minnesoty. Gdy okazało się, że różnica między Colemanem i Frankenen jest mniejsza niż 0,5 proc., władze stanu zgodnie z prawem zaczęły ponownie liczyć głosy.

W tym czasie prawnicy obu partii, doświadczeni w bojach na Florydzie osiem lat wcześniej, rozpoczęli batalię sądową. Obaj kandydaci walczyli o każdy głos. Początkowo prowadził Coleman przewagą kilku tysięcy głosów, jednak Franken dzięki kolejnym przeliczeniom zmniejszał tę przewagę, aby wreszcie w pierwszych miesiącach 2009 r. wysunąć się na prowadzenie.

W nocy z wtorku na środę czasu polskiego wyrok w sprawie tego, czy głosy zostały przeliczone prawidłowo, jednogłośnie wydał Sąd Najwyższy Minnesoty. Pięcioro sędziów uznało, że wygrał Franken większością 332 głosów. Kilkadziesiąt minut później Coleman uznał swoją przegraną i zrezygnował z odwoływania się do sądów federalnych.

I Coleman, i Franken byli przez osiem miesięcy ostro popędzani do walki przez kierownictwa partii. Ważyły się bowiem nie tylko ich własne kariery, lecz przede wszystkim sytuacja w Senacie. Gdyby wygrał Franken, Demokraci mieliby w stuosobowym Senacie 60 głosów i tzw. superwiększość, czyli marzenie każdego przywódcy partyjnego w USA.

Superwiększość pozwala zgodnie z regulaminem Senatu wygrać głosowanie nad zakończeniem debaty nad dowolnym projektem ustawy. Bez tej większości senatorzy przeciwni projektowi mogą taką debatę przeciągnąć teoretycznie bez końca.

Gdy w najbliższy poniedziałek Franken zostanie zaprzysiężony na senatora, Partia Demokratyczna będzie miała 58 senatorów. Do tego dochodzi dwóch senatorów niezależnych, którzy niemal zawsze głosują razem w Demokratami. Demokraci będą więc mieli władzę ograniczoną jedynie pracowitością senatorów, którzy będą musieli w całości stawiać się na ważne głosowania.

To nie jest takie pewne, bo Demokraci różnią się między sobą w opiniach, np. na obcinanie budżetu Pentagonu, a w przeciwieństwie do parlamentów europejskich w USA senatorzy cieszą się dużo większą niezależnością od swych partyjnych przywódców. Na dodatek dwóch znanych demokratycznych senatorów - 77-letni Ted Kennedy i 92-letni Robert Byrd - jest ciężko chorych i nie zawsze będzie mogło wziąć udział w często ciągnących się długimi godzinami głosowaniach.

W nagrodę za zdobycie superwiększości dla Demokratów Franken otrzyma stanowiska w dwóch ważnych komisjach senackich, w tym w tej zajmującej się służbą zdrowia. Dzięki superwiększości gwałtownie rosną szanse na przeprowadzenie przez Kongres jednej z najważniejszych reform szykowanych przez nowego prezydenta - przebudowę systemu ubezpieczeń zdrowotnych.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów