Drugie dziecko mogło przeżyć katastrofę Airbusa linii Yemenia, który rozbił się w pobliżu Komorów - poinformowali lekarze ze szpitala na głównej wyspie archipelagu. Personel został postawiony w stan gotowości. Tymczasem francuski minister ds. współpracy Alain Joyandet zaprzeczył tym doniesieniom.
Fot. THOMAS NOACK REUTERS
Jemeński Airbus 310-300 o numerze 70-ADJ na lotnisku we Francji w roku 2002
- Mamy informację, że kolejne dziecko mogło przeżyć katastrofę samolotu. Na razie nie znamy szczegółów dotyczących tej osoby. Jeszcze jej nie widzieliśmy - tłumaczą anonimowi przedstawiciele szpitala. Jeden z lekarzy twierdzi, że ocalały pasażer jest z ekipą ratowników.
Inny lekarz powiedział, że personel szpitala został postawiony w stan gotowości. Skrytykował też działania ratowników. - Jeśli dziś znajdziemy żywą osobę, to znaczy, że ona żyła także wczoraj. Akcja ratownicza nie jest więc prowadzona właściwie - oświadczył lekarz.
Rząd zaprzecza
Tymczasem francuski minister ds. współpracy Alain Joyandet zaprzeczył, że drugie dziecko mogło ocaleć z katastrofy. - Chcę temu zaprzeczyć. To nie jest prawdziwa informacja - powiedział Joyandet w rozmowie z francuskim radiem "France Info". Minister jest na Komorach, skąd nadzoruje akcję ratowniczą. - Mamy tylko jednego ocalałego. Nikt więcej nie przeżył - powiedział. Wcześniej ten przedstawiciel francuskiego rządu tłumaczył mediom, że "wciąż są szanse na ocalenie kolejnych pasażerów".
Trzymała się kawałka wraku
Do tej pory jedyną osobą ocalałą z katastrofy była 14-letnia dziewczynka. Joyandet oświadczył, że nastolatka zostanie przetransportowana do Francji. Władze chcą też pomóc jej ojcu, który udaje się na Komory, by zidentyfikować ciało swojej żony. - Ocalała dziewczynka czuje się dobrze. Ona dryfowała w wodzie trzymając się kawałka wraku - dodał francuski minister.
Na pokładzie rozbitej maszyny było 153 pasażerów. Samolot spadł do morza tuż przed lądowaniem na lotnisku w Moroni.