Kolor i krój muzułmańskich chust noszonych przez Iranki był od wielu lat wskaźnikiem politycznych nastrojów w Teheranie. Choć demonstracje przeciw manipulacjom wyborczym na rzecz prezydenta Mahmuda Ahmadineżada, który 12 czerwca miał wygrać z Mir Hosejnem Musawim, powoli wygasają, to barwne kobiece chusty na dobre wdarły się do wielu dzielnic stolicy, gdzie wcześniej ich nie widywano. Kraciaste, w paski, od jaskrawej czerwieni do turkusu. Nawet lśniąca czerń nonszalancko zawiązana na karku wygląda jak kpina z konserwatywnego reżimu.
Właścicielek chust nie odstraszyła śmierć 16-letniej Nedy, którą bojówkarze Ahmadineżada zastrzelili w Teheranie podczas sobotniej demonstracji. Agonię dziewczyny ktoś sfilmował komórką i umieścił w internecie. - Owszem, Ahmadineżad będzie prezydentem. Ale ruch sprzeciwu nie umrze. Kolejna rewolucja irańska to będzie przewrót kulturalny. Przyniesie koniec dyskryminacji kobiet - mówi w telewizji Al-Dżazira Azar Nafisi, córka byłego burmistrza Teheranu, która w latach 90. wyemigrowała do Ameryki.
Widok tysięcy kobiet na demonstracjach ulicznych może dziwić na Bliskim Wschodzie, gdzie kobiety zwykle wycofują się po zaproszeniu do krótkiej rozmowy z obcym i uciekają przed aparatem fotograficznym. Ale Islamska Republika Iranu od swego zarania w 1979 r. była wyjątkiem. Kobiety aktywnie uczestniczyły w protestach przeciwko dyktaturze szacha i popierały ruch ajatollaha Chomeiniego.
Irańscy konserwatyści nigdy nie byli na tyle silni, aby nawet po rewolucji islamskiej odebrać prawa wyborcze kobietom (mają je od lat 60.) lub zamknąć im dostęp do edukacji (mogą studiować na uniwersytetach od lat 30.). Paradoksalnie więc irańska teokracja, powołująca się na wolę Allaha, nie przestała być jednym z najbardziej postępowych reżimów w regionie.
Ruchy kobiece wspierane przez umiarkowanych reformatorów zdołały w latach 90. złagodzić dyskryminację prawną kobiet (dopuszczono je m.in. do zawodu prawnika), choć nadal ich świadectwo przed sądem znaczy mniej niż zeznanie mężczyzny. To wtedy świat poznał Shirin Ebadi, jedną na najważniejszych obrończyń praw człowieka w Iranie, późniejszą laureatkę pokojowej Nagrody Nobla.
Kobiety stanowią obecnie aż 63 proc. irańskich studentów i 27 proc. siły roboczej. Nawet w świętych miastach szyizmu, jak Qum, wdarły się do tradycyjnie męskich zawodów i od kilku lat pracują tam jako taksówkarze. W 1979 r. średni wiek Irańczyków biorących ślub wynosił ok. 18 lat, a dziś średni wiek kobiety wychodzącej za mąż to ok. 24 lat. Obecnie 15 mln Irańczyków w wieku małżeńskim pozostaje samotnych, co - w tłumaczeniu na język socjologii - oznacza niezadowolenie młodych z wzorców patriarchalnej rodziny oferowanych im przez ajatollahów.
I choć Mir Hosejn Musawi unika publicznych wezwań do pełnego równouprawnienia, to w wywiadach prasowych mówi o tym jego żona. Jej energiczny udział w prezydenckiej kampanii męża to w Iranie prawie przewrót kopernikański.
"Teraz wygrali, ale Iran już nie jest taki sam. Wierzę w zmianę. Teraz wychowajmy lepszych polityków obojga płci" - piszą internautki na perskojęzycznych blogach.