Iran wybiera prezydenta

Irańczycy zdecydują w piątek, czy prezydent Ahmadineżad zostanie na drugą kadencję. -Szkoda tylko, że kandydat, który może go pokonać, jest najbardziej do niego podobny - mówi irańska dziennikarka
Tylko ciemniaki głosują na Ahmadineżada - skandował ubrany na zielono tłum idący teherańską aleją Rewolucji. Była środa, ostatni dzień kampanii wyborczej. Zielony to kolor jednego z kandydatów Mir Husejna Musawiego, przeważający w centrum irańskiej stolicy.

Na sklepowych wystawach widać zielone bluzki, koszulki, nawet majtki. Obok portretów kandydata wielkie znaki zakazu z przekreślonym napisem:"Kłamstwo wzbronione". "Kłamca" to urzędująca jeszcze głowa państwa Mahmud Ahmadineżad, pod którego rządami kraj obfitujący w złoża ropy czy gazu pogrążył się w gospodarczej zapaści. Prezydent nie szczędził za to gróźb o wymazaniu Izraela z mapy świata, wielokrotnie negował Holocaust i publicznie chwalił się postępami irańskiego programu atomowego.

Grupki entuzjastów Ahmadineżada, który swój wiec zorganizował w południowej, biedniejszej części Teheranu, krzyczały: - Musawi to tylko piękne słówka! "Takich wy borów jeszcze w Iranie nie było" - zaesemesował do mnie z Isfahanu mój znajomy Kamran. - Dyskusje kandydatów w telewizji, wiece i prawdziwa krytyka reżimu. - U nas nie ma dyskotek, imprez. Młodzi tak podniecają się kampanią, bo dla nich to jedyny sposób na wyładowanie emocji - mówi mi elegancka 30-latka, która zaczepia mnie na bulwarze Valiasr. Przyszła popatrzeć, głosować nie zamierza. - To wszystko oszuści - tłumaczy. - Prawdziwa opozycja jest za granicą. Albo nie bierze udziału w tym przedstawieniu - opowiada dziennikarz Fariborz, dziś żyjący z handlu w internecie. On akurat myśli tylko o tym, by wyjechać z kraju, ale na razie nie chcą mu dać paszportu.

Polityczny system w Iranie jest nie zwykle skomplikowany. Prezydent jest zwierzchnikiem władzy wykonawczej (kimś w rodzaju polskiego premiera), zaś przywódcą państwa jest tzw. muzułmański prawnik - najwyższy przywódca Ali Chamenei. Oprócz rządu i parlamentu jest kilka rad - częściowo wybieranych, częściowo nominowanych przez najwyższego przywódcę, takich np. jak Rada Ekspertów, Rada Arbitrażowa czy Rada Strażników. Nadzorują one rząd, uchwały parlamentu, kampanię wyborczą i siebie wzajemnie.

Fariborz mówi o animozjach pomiędzy poszczególnymi ciałami. - Ale to i tak wszystko sztuczne. Naprawdę to u nas jest monarchia islamska, a królem Chamenei - podkreśla. Czterech kandydatów, którzy dziś stają do wyborów, zatwierdziła wcześniej Rada Strażników. Wszyscy związani są z reżimem.

53-letni Ahmadineżad, zanim został głową państwa, był burmistrzem Teheranu. Jego główny rywal, 68-letni architekt Musawi był premierem w latach 80., gdy toczyła się woj na z Irakiem, a w irańskich więzieniach trwała krwawa rozprawa z mudżahedinami ludowymi i komunistami. Do dziś nie wiadomo dokładnie, ilu zginęło wtedy ludzi, ale z pewnością tysiące. Dlatego, kiedy przedstawia się jako liberał, a Ahmadineżada nazywa dyktatorem, nie dla wszystkich wy daje się wiarygodny.

Musawi i mający najmniejsze szanse Mohsen Rezai przez lata zasiadali w Radzie Ekspertów. Rezai był też wieloletnim dowódcą armii Pasdaranów - Strażników Rewolucji.

Czwarty z pretendentów ajatollah Mehdi Karubi w czasie wojny z Irakiem stworzył organizację zrzeszającą kombatantów wojennych. Później dwa razy był przewodniczącym parlamentu. To on - jedyny mułła w wyścigu o fotel prezydenta - wznosi najbardziej radykalne hasła wobec reżimu.

Wszyscy kandydaci podkreślają bliskie związki z Ruhollahem Chomeinim, przywódcą rewolucji islamskiej, i jego następcą Chameneim. Wydrukowali łudząco podobne plakaty - na pierwszym planie sam kandydat, a za nim cienie religijnych przywódców. Tylko u Karubiego zamiast turbanu Chamenei połyskuje łysa głowa dr. Mosadeka - legendarnego premiera z lat 50., obalonego w wyniku spisku CIA. Wszyscy trzej pretendenci zarzucają Ahmadineżadowi, że nieudolnie kieruje gospodarką i prowadzi zbyt konfrontacyjną politykę zagraniczną. Ahmadineżad zwraca się tylko do Musawiego, któremu zarzuca korupcję i dbanie o interesy oligarchów, a nie ludu. - Reżim, zmieniając fasadę, pozwoli wygrać Musa wiemu, a nie takiemu chamowi jak Ahmadineżad. To gra w złego i dobrego policjanta - mówi Puja, student Uniwersytetu Azadi.

Najbardziej radykalny Karubi, którego hasło kampanii brzmi: "Zmiana", jako jedyny pozwolił sobie na krytykę przewodniczącego Rady Strażników. Pochodzi z mniejszościowej grupy Lorów i zapowiada sprawiedliwość dla wszystkich mniejszości. Zadeklarował nawet, że homoseksualiści mają prawo do życia. Dziś w Iranie grozi im kara śmierci, czasem wykonywana.

- Hidżab [kobieca chustka zakrywająca włosy] tylko dla chętnych! - skandują od ważnie zwolennicy Karubiego, bo od pierwszych dni rewolucji islamskiej hidżab był filarem systemu. - Tylko my mówimy o sprawach, które do tej pory były tabu! - woła no z trybuny podczas wiecu Karubiego. U jego boku stał Golam Karbaczi, człowiek, który w1997 r. pomógł wygrać prezydenturę uważanemu za reformatora Mohammadowi Chatamiemu. Potem, za rządów Chatamiego, Karbacziemu zamknięto gazetę i wsadzono go do aresztu. - Karbaczi to świetny fachowiec, technokrata. Jeśli on popiera Karubiego, znaczy, że warto - podkreśla Bita, dziennikarka. Dla niej najważniejsze jest, że Karubi jako jedyny upomina się o prawa kobiet. - Mnie do Karubiego przekonało to, że popierają go intelektualiści - mówi mi Mazjor, jeden z uczestników wiecu. Przyznaje, że Karubi ma nikłe szanse na zwycięstwo. - Ale my pracujemy na przyszłość - zapewnia mnie z optymizmem.

Irańczycy, którzy będą dziś głosować, nie są przy pisani do konkretnego lokalu wyborczego. Wystarczy przyjść z dokumentem tożsamości i odnaleźć się na liście w komputerze. - Tak łatwiej oszukiwać - uważa Fariborz.

Nowością jest to, że kandydaci w każdej komisji mogą mieć męża zaufania. Komisja wyborcza obiecała, że 24 godziny po zamknięciu lokali wyborczych wiadomo będzie, czy potrzeba drugiej tury za tydzień i kto do niej wszedł. Największe szanse na drugą turę mają Ahmadineżad i Musawi. Ten ostatni może wtedy pokonać obecnego prezydenta, bo dostanie zapewne głosy zwolenników Karubiego i większości swoich rodaków Azerów.

- Musawi jest kandydatem środka i dlatego poparł go Chatami - tłumaczy mi Hamidreza, socjolog. - Paradoksalnie może zagłosować na nie go wielu wyborców, którzy cztery lata te mu poparli Ahmadineżada: drobnych przedsiębiorców, kupców, studentów. Zawiedzeni pustymi obietnicami obecnego prezydenta znów czekają na swojego człowieka we władzach.

- Na Musawiego głosują ludzie, którzy chcą mieć pełne brzuchy i święty spokój, a takich jest najwięcej - uważa Bita. - Szkoda, że kandydat, który ma szansę pokonać Ahmadineżada, jest do niego bardzo podobny. To populista.

Czyżby Bita zapomniała, że jej faworyt Karubi obiecuje każdemu Irańczykowi miesięczną dywidendę 70 dol. od dochodów ze sprzedaży ropy?