Barroso chce zostać na czele Komisji Europejskiej

Dominika Pszczółkowska, Bruksela
10.06.2009 , aktualizacja: 09.06.2009 19:17
A A A Drukuj
José Manuel Barroso potwierdził wczoraj, że chcestać na czele Komisji Europejskiej przez kolejne pięć lat. Ma na to spore szanse. Decyzja zapadnie w najbliższych tygodniach.
Jose Manuel Barroso ogłasza,że dalej chciałby być szefem Komisji Europejskiej
Fot. FRANCOIS LENOIR REUTERS
Jose Manuel Barroso ogłasza,że dalej chciałby być szefem Komisji Europejskiej
Od dawna nikt nie wątpił, że 53-letni Portugalczyk ma ochotę na reelekcję. Już kilka miesięcy temu wskazali go jako swojego kandydata europejscy chadecy, w tym Donald Tusk.

Sam Barroso czekał na wyniki eurowyborów. Dopiero gdy się okazało, że jego polityczna rodzina zwyciężyła, potwierdził, że jest zainteresowany stanowiskiem.

- Przewodniczący Rady Europejskiej zapytał mnie dziś, czy może zaproponować moje nazwisko na drugą kadencję. Jestem zaszczycony, zgodziłem się - powiedział wczoraj Barroso po spotkaniu w Brukseli z Janem Fischerem, premierem Czech, które przewodniczą w tym półroczu Unii.

Wszystko wskazuje na to, że zarówno przywódcy państw UE, jak i eurodeputowani poprą Portugalczyka. Ci pierwsi mogą to zrobić już na najbliższym szczycie UE 18 czerwca. Posłowie zajmą się nowym szefem Komisji podczas zaczynającego się 14 lipca inauguracyjnego posiedzenia nowego Parlamentu.

Czeski premier już rozpoczął konsultacje w sprawie kandydatury Barrosa. Jeszcze wczoraj poleciał do Berlina, w planie są rozmowy w innych stolicach. Bo choć Portugalczyk nie ma kontrkandydata, to jego osoba wzbudza kontrowersje nie tylko w obozie socjalistów.

Kilka tygodni temu komentator "Financial Times" Wolfgang Münchau napisał bez ogródek to, o czym w brukselskich kuluarach szeptano od dawna: "Mówi się, że ryba psuje się od głowy, i to właśnie się dzieje. Nie ma w europejskiej polityce nic bardziej śmierdzącego jak nieunikniona kolejna kadencja Barrosa. Ostatnie lata spędził na zabiegach o reelekcję, a nie na wykonywaniu swojej pracy".

Przeciwnicy Barrosa zarzucają mu, że był zbyt bierny na początku kryzysu gospodarczego. Najbardziej cięci na Portugalczyka są Francuzi. - Barroso mógł zrobić o wiele więcej, by wspierać europejski przemysł. Wyborcy uznają, że Europa zrobiła za dużo dla banków, a za mało dla zwykłych ludzi - tłumaczył niedawno w Paryżu grupie dziennikarzy, w tym korespondentce "Gazety", doradca francuskiego rządu.

Ale Paryż, który po cichu podkopuje Barroso, ostatecznie nie przeciwstawi się jednak jego kandydaturze. Jak mówią unijni dyplomaci, zarówno dla Paryża, jak i Berlina słaby szef Komisji Europejskiej jest wygodny. Dzięki temu łatwiej im prowadzić własną politykę walki z kryzysem bez zbytniego oglądania się na mniejsze państwa.

Poza tym Barroso nie ma konkurenta. Socjaliści nie zdołali wystawić kontrkandydata. Dwaj najważniejsi lewicowi premierzy w Europie - Brytyjczyk Gordon Brown i Hiszpan José Luis Rodriguez Zapatero - poparli już Barrosa.

W Paryżu czy Brukseli słychać wprawdzie o Włochu Mariu Montim, który kiedyś był wpływowym komisarzem ds. konkurencji, i byłym belgijskim premierze Guy Verhofstadcie, ale żaden z nich nie mógłby liczyć na poparcie Londynu.

Monti ostatnio udzielił wywiadu "Le Monde" i postulował tam ożywienie Europy poprzez z jednej strony wspólny rynek i wzmocnienie swobód np. świadczenia usług w innych krajach, ale z drugiej strony przez harmonizację podatków. Dla Brytyjczyków, Irlandczyków i części krajów Europy Środkowej jest to absolutnie nie do przyjęcia.

Choć Barroso atakowany jest za to, że nie był zbyt ambitny, na swym koncie ma jednak także sukcesy. Największy z nich to pakiet przepisów klimatycznych, które sprawią, że UE do 2020 r. zmniejszy o 20 proc. emisję dwutlenku węgla.

Kontrowersje wokół oceny pierwszej kadencji Portugalczyka sprawiają, że nim zostanie nominowany, czeka go zapewne ostra debata w Parlamencie, który musi zatwierdzić jego kandydaturę. W sprawie przyszłości Barrosa podzieleni są nie tylko socjaliści, lecz także liberałowie. - Będzie musiał nas przekonać, że ma dobre pomysły - mówi przywódca liberałów Graham Watson. Zdecydowanie przeciwni Barrosowi są Zieloni. - On nie jest zdolny wytrwać przy jakimkolwiek poglądzie - krytykował Portugalczyka lider Zielonych Daniel Cohn-Bendit.

Już sam termin wyboru nowego-starego szefa Komisji wzbudza emocje. Barroso i wiele stolic UE prą, by stało się to już na czerwcowym szczycie. Paryż chce jednak poczekać do jesieni, gdy będzie wiadomo, czy traktat lizboński wchodzi w życie. W przeciwnym razie może się okazać, że Parlament będzie musiał głosować nad Barrosem aż trzy razy: w zgodzie z traktatem nicejskim, lizbońskim, a potem jeszcze raz z całym składem Komisji.

To zapewne nie poprawi wizerunku UE w oczach obywateli. - Barroso nie ma się dziś czego obawiać, więc przynajmniej zróbmy to, jak należy - przekonuje Graham Watson, przywódca liberałów w PE.

Zgodnie z przepisami traktatu lizbońskiego zatwierdzenie Barrosa będzie nieco trudniejsze dla niego samego, bo wymaga poparcia ponad połowy wszystkich posłów PE, a nie tylko obecnych przy głosowaniu.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów