Wiadomości >  Świat - Informacje

Katastrofa samolotu linii Air France nad Atlantykiem

Tomasz Bielecki, dp. mich
01.06.2009 13:25
A A A Drukuj
Francuski samolot z 228 osobami na pokładzie, który leciał wczoraj z Rio de Janeiro do Paryża, przepadł w poniedziałek nad Atlantykiem. - Czarna skrzynka najpewniej leży na dnie oceanu. Poszukiwanie szczątków może zamienić się w długą i ponurą historię - ostrzegają znawcy lotnictwa.
Szanse na przeżycie kogokolwiek z 216 pasażerów i 12 członków załogi samolotu Air France lecącego z Rio de Janeiro do Paryża są bliskie zera. Samolot uległ katastrofie najprawdopodobniej tuż po przejściu przez strefę gwałtownych burz i turbulencji nad oceanem, ok. 300 km na północny wschód od brazylijskiego miasta Natal.

- Ludzie na ziemi kojarzą burzę z deszczem i piorunami. Czasem trudno wyobrazić nam sobie, co dzieje się wtedy w powietrzu - mówi jeden z pilotów LOT-u. - A tam oprócz deszczu, gradu, piorunów zagrożeniem są bardzo dynamiczne prądy powietrzne. Były przypadki, że burzowa turbulencja zamieniała wózek z napojami pchany przez stewardesę w latający po kabinie pocisk łamiący ludziom kości. W wyjątkowych wypadkach dochodziło do uszkodzeń struktury kadłuba.

Niewykluczone, że samolot został trafiony przez piorun, który wywołał awarię instalacji elektrycznych. Kwadrans po wyjściu z obszaru burzowego maszyna nadała automatyczny komunikat o zwarciu elektrycznym.



Piorun to podwójne zagrożenie dla samolotu - bezpośrednio wyładowanie elektryczne może spowodować uszkodzenie konstrukcji samolotu, pośrednio piorun może doprowadzić do uszkodzenia elektrycznych i elektronicznych układów w samolocie. Dla nowoczesnych maszyn, gdzie sterowanie oparte jest w głównej mierze na układach elektronicznych, istotne jest szczególnie to drugie zagrożenie.

Jednak uderzenia gromów, które samolotom transkontynentalnym zdarzają się średnio raz na trzy lata, zwykle nie wywołują większych szkód. Ostatni raz piorun spowodował katastrofę samolotu cywilnego w 1967 r. w Stanach Zjednoczonych, gdy po jego uderzeniu zapaliły się opary paliwa.

- Wygląda na to, że samolot spadał tak szybko, że piloci nie mieli nawet szans na nadanie sygnału SOS. Na pokładzie musiał wydarzyć się jakiś dramat - od fatalnej awarii mechaniki po zamach terrorystyczny - mówi ekspert lotniczy Chris Yates z ośrodka analitycznego Jane's.

Francuskie władze wykluczają jednak próbę uprowadzenia maszyny i - jak się wydaje - podążają tropem wyłącznie technicznych przyczyn katastrofy.

Gdy airbus zniknął z ekranów radarów, leciał na normalnej wysokości ok. 10,5 km przy prędkości 453 km na godzinę. Duża część nadatlantyckiej trasy z Ameryki Południowej do Europy leży poza zasięgiem radarów, a obsługa naziemna ustala położenie samolotu głównie na podstawie rozmów z załogą na falach krótkich. Ta łączność bywa zawodna zwłaszcza w czasie burz i niekorzystnych zjawisk w jonosferze, od której zależy rozchodzenie się fal krótkich.

Piloci nie odpowiedzieli na próbę nawiązania kontaktu krótkofalowego o godz. 4.40 czasu polskiego, a później o ustalonej porze samolotu nie zobaczyły radary po drugiej stronie Atlantyku - na Wyspach Zielonego Przylądka położonych 620 km na zachód od wybrzeża Afryki. Wtedy wszczęto alarm. Choć brazylijskie i francuskie lotnictwo patrolowało wczoraj wody po obu stronach Atlantyku, to samolot najprawdopodobniej spadł do wody w okolicy brazylijskich wysp Fernando de Noronha.

Samolotem z Brazylii do Francji lecieli przede wszystkim Francuzi i Brazylijczycy - w sumie ok. 160 osób. Na pokładzie zaginionego samolotu było dwóch obywateli polskich. Konsul RP w Paryżu Jarosław Horak wieczorem wykluczył wcześniejsze obawy, że ich liczba może być większa. Jak wyjaśnił, dane te pochodzą z kompletnej listy pasażerów lotu Air France, określającej narodowość wszystkich osób na pokładzie tego samolotu. Dwaj Polacy wykupili w poznańskim biurze turystycznym wycieczkę do Brazylii i mieli wracać przez Paryż do Polski. Oprócz Polaków na pokładzie było też jeszcze ok. 20 Niemców, Włosi oraz Marokańczycy. Jeśli z Atlantyku nie zostaną wyłowieni żadni żywi ludzie, wczorajsza katastrofa lotnicza będzie największą tragedią w cywilnym lotnictwie od 2001 r., kiedy samolot American Airlines roztrzaskał się w USA, zabijając 265 ludzi.

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX