Pomimo masowych demonstracji opozycyjnych w Tbilisi Saakaszwili nie odwołał podróży do Włoch, gdzie dziś zamierza promować swą książkę "Opowiem wam o wolności". - Jestem demokratą, a opozycja posługuje się fałszywymi sloganami - przekonuje Saakaszwili w wywiadzie dla włoskiego dziennika "La Repubblica".
Choć jedną z przywódczyń protestów jest dawna najbliższa sojuszniczka Saakaszwilego Nino Burdżanadze (z czasów rewolucji róż z 2003 r., która utorowała mu drogę do władzy), prezydent opowiada w wywiadzie o oderwanych od społeczeństwa opozycjonistach, którzy marzą o jego odsunięciu już od momentu objęcia przez niego władzy w 2004 r. - Traktujemy ich ze znacznie większą uprzejmością niż na przykład włoska
policja potraktowała studentów podczas protestów w Neapolu w 2006 r. - mówi Saakaszwili.
Po rewolucji róż, która zmusiła do odejścia Eduarda Szewardnadzego, zwolennicy Saakaszwilego zaczęli przedstawiać go jako drugiego króla Dawida Budowniczego (zbudował potęgę średniowiecznej Gruzji). Zdaniem opozycjonistów Saakaszwili z czasem uwierzył w swą wyjątkowość i królewską misję oraz zaczął dyskryminować krytyków. Wrogie stosunki z Moskwą, którą drażni prozachodni kurs Tbilisi, pozwalały Saakaszwilemu konsolidować wielu zwykłych Gruzinów wokół swej prezydentury. Podobnie zadziałała gruzińsko-rosyjska wojna o Osetię Południową z sierpnia ub.r.
Opozycja organizuje antyprezydenckie demonstracje już od dwóch miesięcy, a przedwczoraj zdołała zebrać na stadionie w Tbilisi blisko 60 tys. zwolenników. Jednak niewykluczone, że antyprezydencki sojusz - na co liczy Saakaszwili - wkrótce pogrąży się w konfliktach i rozpadanie. Wczoraj jego przywódcy spierali się o taktykę dalszych demonstracji - radykałowie chcą blokować lotnisko, koleje i główne drogi wiodące do stolicy, a umiarkowani opowiadają się za pokojowymi marszami ulicznymi.