Wyrok został wykonany, mimo iż kilkanaście dni temu irańskie władze poleciły wstrzymać egzekucję na dwa miesiące. O tym, że Darabi ma zostać stracona, nie wiedział nawet jej adwokat, choć irańskie prawo nakazuje przekazać mu taką wiadomość 48 godzin wcześniej.
- To cyniczne posunięcie władz. Chcieli w ten sposób zapobiec lokalnym i międzynarodowym protestom, które mogłyby ocalić Delarze życie. Jesteśmy po prostu wściekli - oświadczyła Hassiba Hadż Sahraoui, wiceszef Amnesty International na Środkowy Wschód i Afrykę Północną.
Amnesty International w obronie Delary uruchomiła wielką kampanię protestacyjną. Zbierała podpisy, także w Polsce, organizowała pikiety przed irańskimi ambasadami. Media na całym świecie informowały o tragicznym losie dziewczyny. "Gazeta" pisała o tym 20 i 21 kwietnia.
Darabi powieszono za przestępstwo, którego miała się dopuścić jako 17-latka. Zakochana w swoim 19-letnim wówczas chłopaku Amirze zgodziła się wspólnie obrabować dom ciotki. Prawdopodobnie podczas szamotaniny Amir śmiertelnie dźgnął kobietę nożem.
Delara, namówiona przez chłopaka, wzięła winę na siebie, by w ten sposób uchronić ukochanego przed szubienicą. Była przekonana, że jako nieletnia uniknie stryczka.
Dalarę skazano jednak na śmierć, choć szybko odwołała zeznania, a biegli wykluczali, że to ona mogła zabić, bo "cios został zadany z dużą siłą przez praworęczną osobę". Delara była leworęczna. Wyrok śmierci w 2007 r. podtrzymał irański sąd najwyższy. Amir za współudział dostał 10 lat więzienia.
Na kilka miesięcy przed egzekucją adwokat Dalary alarmował, że dziewczyna więziona jest w fatalnych warunkach i cierpi na depresję. Dwa lata temu podcięła sobie żyły, ledwo ją odratowano.
Historia Delary poruszyła samych Irańczyków, którzy w internecie zaczęli domagać się wstrzymania egzekucji. W 2006 r. w Teheranie irańscy działacze praw człowieka zorganizowali aukcję obrazów, które utalentowana Delara namalowała w celi. Władze więzienia odebrały jej farby, więc rysowała na ścianach celi tym, co wpadło jej w ręce.
Obrońcy Delary do ostatniej chwili liczyli na to, że rodzina ofiary zgodzi się przyjąć tzw. diję, czyli okup krwi. Zgodnie z muzułmańskim prawem w zamian za zapłatę dziewczyna zostałaby ułaskawiona. Krewni zabitej początkowo się wahali. Jednak dwa tygodnie temu kategorycznie odmówili. Wyjaśniali, że to przez nagonkę, jaką zorganizował ojciec Delary i obrońcy praw człowieka.
Od 1990 r. w Iranie za przestępstwa popełnione przez nieletnich powieszono już 43 osoby. Na egzekucje oczekuje 69 kolejnych nieletnich skazańców. To dlatego Amnesty International określa Iran jako "ostatniego kata dzieci".
- Wieszanie dzieci popierają tylko ortodoksyjni duchowni i funkcjonariusze bezpieki. Reszta społeczeństwa jest przeciw - mówi Aaron Rhodes z Międzynarodowej Kampanii na rzecz Praw Człowieka w Iranie. - Trzeba naciskać na zachodnie firmy, które robią w Iranie interesy, by te wywierały presję na irańskich partnerów, a poprzez nich na władze. Niech parlament w Teheranie zabroni skazywania dzieci na śmierć. Niech skończy się to barbarzyństwo - apeluje Rhodes.