Bułgarskie dziecko tanio sprzedam

Największy szpital położniczy w Sofii zarabiał na handlu niechcianymi noworodkami. O podobny proceder podejrzane są także inne bułgarskie szpitale
Sprawa po raz pierwszy zaistniała w bułgarskich mediach w czwartek. Wtedy pojawiły się informacje, że zaginęła cała dokumentacja z lat 2003-08 na temat dzieci porzuconych w sofijskim szpitalu Szejnowo.

O tym, że dokumentów nie ma, poinformował w lutym radę miejską Sofii nowy dyrektor szpitala Iwan Kostow. Od jesieni 2008 roku, gdy odszedł poprzedni dyrektor Dimitar Dragiew, Kostow prowadził w szpitalu przegląd dokumentacji.

Radni od razu zauważyli, że od stycznia 2003 r. do sierpnia 2008 r. w szpitalnej dokumentacji nie pojawia się ani jedno porzucone przez matkę dziecko. Tymczasem zatrudnieni w szpitalu lekarze pediatrzy przyznali podczas przesłuchań w radzie, że przypadki porzucenia nowo narodzonego dziecka zdarzają się tam przynajmniej raz na dwa-trzy tygodnie.

Reprezentująca szpital prawnik Jowa Pietrowa najpierw obiecywała radnym dostarczenie raportu na temat porzuconych dzieci w ciągu dwóch dni, potem w ciągu miesiąca, wreszcie przyznała, że dokumentów po prostu nie ma. Według bułgarskich gazet prawniczka sama adoptowała dziecko urodzone w Szejnowie. Nie wiadomo, czy ta adopcja była legalna.

Dragiew nabrał wody w usta i twardo odmówił wszelkich komentarzy. Dzień po pechowym dla niego posiedzeniu miejskiej rady sofijska agencja pomocy społecznej wydała oświadczenie, że "wiele wskazuje na to, iż w szpitalu Szejnowo próbowano zatrzeć ślady handlu noworodkami".

Dziennikarze bułgarskiej gazety "Standart" rozmawiali z kobietami, które opowiedziały o szczegółach procederu.

Procedura adopcyjna trwa w Bułgarii niezwykle długo. Ktoś znalazł więc sposób na obejście prawa, a cały system zaczął szybko żyć własnym życiem.

Para, która chce adoptować dziecko, ale nie zamierza walczyć z biurokracją, może mieć dziecko od ręki - jeśli tylko jest gotowa dobrze zapłacić. Najdroższe są zdrowe, białe noworodki. Po wpłaceniu zaliczki wprowadzony w proceder prawnik zabiera przyszłych rodziców na oddział położniczy, gdzie czeka już matka biologiczna gotowa oddać dziecko. Strony podpisują dokumenty przygotowane wcześniej przez prawnika. Mężczyzna tuż po porodzie uznaje dziecko za swoje, jego żona zwykle adoptuje je lata później.

Koszt dziecka to zwykle 5 tys. euro. 2 tys. euro z tej sumy bierze prawnik, 1,5 tys. lekarze, reszta trafia do biologicznej matki, najczęściej małoletniej lub bardzo młodej, często bezrobotnej i porzuconej przez ojca dziecka. Według "Standartu" sami lekarze wskazują matki potencjalnie łatwe do przekonania, by oddały dziecko w zamian za niewielki zarobek.

Sprawa handlu dziećmi od kilku dni zdominowała bułgarskie media, spychając nawet doniesienia o kryzysie. Według wielu dziennikarzy Szejnowo to żaden wyjątek, a dziećmi w ten sam sposób handluje się w wielu - niektórzy twierdzą, że w większości - bułgarskich szpitali.

- Za 5 tys. euro jestem szczęśliwą matką zdrowej dziewczynki i nie widzę w tym nic złego - opowiada dziennikarzom kobieta, która kupiła dziecko. - Nie mam wyrzutów sumienia, bo wiem, że gdybym chciała przechodzić procedurę adopcyjną, czekałabym na decyzję całymi latami.

Wyznaczony przez burmistrza Sofii do zbadania sprawy radny Danail Kiriłow przyznaje, że będzie miał trudne zadanie. - Kiedy ktoś usunie początkowe informacje, ślady stopniowo znikają. Z administracyjnego punktu widzenia te dzieci w ogóle nie istnieją - tłumaczy.

Sprawę bada też państwowa agencja ds. ochrony dzieci. - Badamy te doniesienia, ale wierzymy, że nie chodzi tu o sprawę kryminalną, lecz administracyjną - uważa jej rzecznik Hristo Monow. - Nie może mieć miejsca sytuacja, że dzieci znikają z systemu i nikt nie wie, co się z nimi stało.

Z kolei gazeta "24 Czasa", powołując się na źródła w opiece społecznej, twierdzi, że nawet jeśli sąd zleci wykonanie badań DNA w celu ustalenia rodzicielstwa, to sprawa i tak będzie się ciągnąć co najmniej rok. Przez ten czas dziecko będzie mieszkać z przybranymi rodzicami. W efekcie nawet jeśli DNA wykaże, że opiekunowie dziecka nie są jego biologicznymi rodzicami, sąd i tak dla dobra dziecka pozwoli mu z nimi zostać.

To nie pierwszy bułgarski skandal z handlem dziećmi. Latem 2007 r. dziennikarska prowokacja BBC pozwoliła złapać przemytnika, który za 60 tys. euro sprzedawał bułgarskie dzieci do Niemiec i Norwegii. Rodzice dzieci, które oferował przemytnik, tłumaczyli się brakiem środków na wychowanie dziecka i chęcią zapewnienia mu lepszego życia.