Polska chce do G20

Brytyjczycy nie chcą nas zaprosić na najbliższy szczyt spotkanie grupy G20, który ma zaradzić kryzysowi. Lista nie zaproszonych niezadowolonych robi się coraz dłuższa
Grupa G20 to największe potęgi gospodarcze i największe kraje rozwijające się. Z Europy są Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Włochy i Unia Europejska jako całość. Spoza Europy - m.in. USA, Rosja, Japonia, Turcja, Brazylia, Indie.

Do niedawna znajdowanie się w prestiżowym gronie w G20 mało kogo martwiło, bo grupa nie odgrywała większej roli. Teraz na forum G20 mają być wypracowane nowe światowe regulacje finansowe, by nie powtórzył się kryzys taki jak obecny. Pierwsze spotkanie odbyło się w listopadzie w Waszyngtonie, kolejne będzie 2 kwietnia w Londynie.

Już przed spotkaniem waszyngtońskim miała miejsce dyskusja, kto ma jechać. Hiszpanie, piąta gospodarka Unii, koniecznie chcieli i wreszcie Francuzi, którzy mieli dwa miejsca jako Francja i jako kraj przewodniczący wtedy UE, odstąpili im jedno krzesło. Drugie dali Holandii, która według większości statystyk jest szóstą największą gospodarką Europy, tuż przed Polską.

Warszawa nie zabiegała o uczestnictwo, ale później uznała, że w Londynie powinna być. Bo chodzi nie tyle o regulacje finansów, ile o to, że G20 może stać się ważnym forum. Już toczą się tam konsultacje w sprawach klimatu, a ostatnio w Berlinie europejscy uczestnicy G20 mówili m.in. o tym, jak pomagać w kryzysie Europie Środkowej. - A w G20 nie ma żadnej gospodarki naszego regionu - mówi polski dyplomata. Tymczasowo są tam Czesi jako przewodniczący UE.

Ale Londyn mówi "nie" i powtarza, że będą uczestniczyć tylko ci, którzy byli w Waszyngtonie, oraz że zdaniem reszty świata Europejczyków jest za dużo. No i stosunki Warszawy z Londynem ochłodły.

Polska jest tym bardziej zirytowana, że grupa G20 zdaje się rozrastać. Pod naciskiem krajów pozaeuropejskich i wbrew zasadzie, że przyjeżdżają tylko uczestnicy poprzedniego szczytu, Londyn doprosił Tajlandię i Etiopię.

Zdaniem polskiego rządu tworzy się bałagan organizacyjny. - W sprawach, które należą do kompetencji UE, całą Unię powinna reprezentować Komisja. W obecnej sytuacji wygląda na to, że kilku europejskich przywódców mówi w imieniu wszystkich. Nie mają do tego upoważnienia - mówi polski dyplomata.

Podczas ostatniego spotkania unijnych szefów MSZ w Brukseli krytyczni byli nie tylko Polacy, ale także Belgowie, Portugalczycy, Szwedzi, Finowie. Przed szczytem 2 kwietnia w Londynie zapewne nie uda się zmienić listy uczestników, ale Warszawa liczy na to, że w przyszłości dołączymy do grupy.

Skomentuj:
Polska chce do G20
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX