Polityczna wojna w Pakistanie

Wojciech Jagielski
26.02.2009 , aktualizacja: 25.02.2009 16:58
A A A Drukuj
Sąd Najwyższy, powolny proamerykańskiemu prezydentowi Asifowi Alemu Zardariemu, wykluczył wczoraj z polityki jego głównych rywali do władzy
Wczoraj w Lahore. Zwolennicy Szarifa niszczą plakaty prezydenta Zardariego
Fot. K.M. Chaudary AP
Wczoraj w Lahore. Zwolennicy Szarifa niszczą plakaty prezydenta Zardariego
Wyrok sądu skazuje na polityczną banicję Nawaza Szarifa, byłego premiera i najpopularniejszego polityka kraju, odkąd w grudniu 2007 r. w zamachu zginęła Benazir Bhutto, żona Zardariego.

Sędziowie uznali, że jako były więzień skazany za zdradę państwa Nawaz Szarif nie może więcej ubiegać się o żadne stanowisko pochodzące z wyborów: posła, senatora czy premiera. Podobny zakaz objął także jego brata Szahbaza, premiera najbogatszej prowincji Pendżab. Szahbaz będzie musiał złożyć urząd. - To nie wyrok sądowy, lecz polityczny i wywoła w kraju głęboki kryzys - uważa pakistański politolog Rasul Bachsz Rais.

Jeszcze rok temu, po dekadzie wojskowej dyktatury, Zardari i Nawaz Szarif zgodnie zapowiadali, że wspólnie zaprowadzą w kraju demokratyczne porządki i zakopią topór wojenny. Szarif, przywódca Ligi Muzułmańskiej, był zaprzysięgłym wrogiem Benazir Bhutto, szefowej drugiej najważniejszej w kraju Partii Ludowej. Po rządach wojskowego tyrana Zia ul-Haqa w latach 80. Nawaz i Benazir rządzili na zmianę, intrygując przeciwko sobie i oskarżając o najgorsze zbrodnie. Kiedy rządziła Benazir, sądowe wyroki ścigały Nawaza i jego rodzinę. Gdy władza przechodziła w ręce Szarifa, więzienie groziło Benazir.

To właśnie Nawaz Szarif podczas ostatniego premierostwa wtrącił do więzienia Zardariego. Samej Benazir posłać za kratki już nie zdążył, bo w 1999 r. został obalony przez gen. Perweza Muszarrafa i sam powędrował do więzienia. Wojskowy dyktator pozwolił, by Bhutto i Szarif wyjechali na emigrację. Zardari odsiedział w więzieniu sześć lat za korupcję i dopiero wtedy dołączył do żony.

Wrócili do kraju jesienią 2007 r., gdy naciskany przez USA Muszarraf zgodził się na wolne wybory. Amerykanie uznali, że na niespokojne czasy najlepszym dla Pakistanu rządem będzie tandem mającego poparcie wojska Muszarrafa z panią Bhutto, ulubienicą ulicy.

Muszarraf, który jesienią 2007 r. wprowadził w kraju stan wyjątkowy, unieważnił dawne wyroki na Bhutto i Zardariego, co pozwoliło im nie tylko na powrót do kraju, ale też udział w wyborach. Nawaz Szarif, wykluczony z rozgrywki przez Amerykanów, nie dostąpił tej łaski.

W lutym zeszłego roku nie mógł więc wystartować w wyborach, które zakończyły się wygraną Partii Ludowej, kierowanej już przez Zardariego. W imię pojednania, a także dla świętego spokoju, Zardari wziął jednak do rządu Nawaza Szarifa.

Zgoda trwała krótko. Szarif coraz bardziej zdecydowanie przesuwał się do opozycji, by nie brać odpowiedzialności za kraj pogrążający się w kryzysie. Łatwo przyszło mu atakowanie Zardariego za złamane przedwyborcze obietnice. Prezydent nie podzielił się absolutną władzą odziedziczoną po wojskowym dyktatorze ani z parlamentem, ani nawet z własnym premierem. Zanim we wrześniu zastąpił wreszcie Muszarrafa, zdawał się nawet bronić dyktatora przed atakami parlamentu. Nie przywrócił też na posady sędziów zwolnionych przez Muszarrafa podczas stanu wyjątkowego za sprzeciwianie się decyzjom dyktatora.

Właśnie niechęć Zardariego do rehabilitacji sędziego sądu najwyższego Iftichara Muhammada Czoudhriego, sztandaru ruchu oporu przeciwko stanowi wyjątkowemu, sprawiła, że Nawaz Szarif przeszedł oficjalnie do opozycji.

Zardari obawia się, przywróceni do pracy sędziowie, unieważniając postanowienia stanu wyjątkowego, unieważniliby także ogłoszoną dla niego amnestię. Właśnie na to, a także na odwołanie wyroków wykluczających go z polityki, liczy przebiegły Nawaz, walcząc o rehabilitację sędziów. W marcu zamierza przyłączyć się do wielkiego marszu prawników, którzy chcą w Islamabadzie przypomnieć Zardariemu o niespełnionej obietnicy przywrócenia do pracy sędziów.

Nawaz Szarif próbuje też pogodzić się z przywódcami drugiej z frakcji Ligi Muzułmańskiej, którą kierują bracia Perwez Ilahi i Szudżaat Husajn Czoudhri, podobnie jak Szarifowie pendżabscy bogacze. - Gdybyśmy w lutym poszli razem do wyborów, już dziś rządzilibyśmy w Islamabadzie - kusi rywali Nawaz Szarif, przypominając, że w 60-letniej historii Pakistanu tylko jeden parlament dotrwał do końca kadencji.

Bracia Czoudhri od lat rywalizują jednak z Szarifami o panowanie nad Pendżabem i mogą uznać, że teraz lepiej żyć dobrze z Zardarim, by w podzięce za wsparcie właśnie im oddał rządy w Lahore.

Polityczny kryzys, nakładający się na gospodarczy oraz na wojnę domową na afgańskim pograniczu, tylko pogorszy sytuację w Pakistanie - najważniejszym sojuszniku USA w tej części świata. Tym bardziej że ich faworyt Zardari kłóci się coraz bardziej także z towarzyszami partyjnymi nazywającymi go uzurpatorem i przybłędą, który przywłaszczył sobie dzieło politycznej dynastii Bhuttów.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów