Sponsorzy pomogą wybrać patriarchę rosyjskiej Cerkwi

W zapowiadanych na koniec stycznia wyborach nowego patriarchy weźmie udział wielu sponsorów Cerkwi: biznesmeni, urzędnicy, a nawet żony dygnitarzy. Duchowni się oburzają i twierdzą, że wybory staną się targowiskiem próżności
Następcę zmarłego w grudniu Aleksija II społeczność cerkiewna wybierać ma w dwóch etapach. Najpierw 26 i 27 stycznia około 200 biskupów zbierze się na soborze, by wyłonić trzech kandydatów na stanowisko przełożonego Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Zaraz potem zbierze się tak zwany sobór lokalny, który - głosując - zdecyduje, kto z tej trójki zostanie nowym patriarchą. W tym soborze weźmie udział około 750 delegatów ze wszystkich diecezji: biskupi, przedstawiciele zakonów oraz wskazani przez duchownych świeccy przedstawiciele wiernych.

Udział w soborze lokalnym jest dla prawosławnych Rosjan zaszczytem porównywalnym z przyznaniem wysokiego odznaczenia cerkiewnego. I - jak pisze dziennik "Kommiersant" - wśród świeckich elektorów dobranych przez diecezje przeważają zamożni i wpływowi sponsorzy Cerkwi.

Biskupi z Władywostoku chcą, aby w wyborach patriarchy wzięła udział Łarisa Biełobrowa, aktorka miejscowego teatru, a przy tym żona gubernatora Kraju Nadmorskiego Siergieja Darkina. A z Omska na wybory wybiera się po prostu sam gubernator Leonid Poleżajew.

W Rostowie nad Donem miejscowa diecezja wyróżniła w ten sposób właściciela firmy papierosowej Donskij Tabak i zastępcę szefa komisji podatkowej Dumy Państwowej Iwana Sawwidi. On sam tłumaczy, że należy mu się godność elektora, bo "jeszcze w łonie matki myślał o sprawach cerkiewnych".

Z Barnaułu na wybory przyjedzie do Moskwy jeden z szefów miejscowej firmy farmaceutycznej, z Kurska - urzędnicy administracji gubernialnej. Elektorem z Naddniestrza będzie syn prezydenta tej samozwańczej republiki Oleg Smirnow.

Patriarchat moskiewski jest zaniepokojony wysoką liczbą biurokratów i biznesmenów wśród elektorów wybierających zwierzchnika Cerkwi. - W ten sposób wybory zmieniają się w targowisko próżności i paradę "świeczników" - mówi znany teolog Andriej Kurajew ("świecznikami" w Rosji nazywa się tych, którzy do cerkwi przychodzą nie z potrzeby serca, lecz tylko po to, by pokazać się ze świeczką w dłoni, bo to dziś podoba się władzy).

"Świeczniki" mogą się jednak bardzo przydać faworytowi zmagań o tron patriarszy - metropolicie Smoleńska i Kaliningradu Kiryłłowi. Urzędnicy delegowani na wybory zgodnie z wolą Kremla oddadzą swoje głosy właśnie na niego. W ten sposób zneutralizują przedstawicieli zgromadzeń klasztornych, którzy nie życzą sobie, by to Kiryłł został patriarchą.