Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że groźba odcięcia rosyjskiego gazu przynajmniej na jakiś czas uciszy wewnętrzne spory w Kijowie. Dwoje głównych rywali - prozachodni prezydent Wiktor Juszczenko i prozachodnia premier Julia Tymoszenko - zaprzestało na pewien czas wrogich wystąpień.
Ale teraz znów wszyscy kłócą się ze wszystkimi. Na pierwszej w tym roku sesji parlamentu w Kijowie przywódca prorosyjskiej Partii Regionów Wiktor Janukowycz zażądał wczoraj powołania specjalnej komisji, która zbada nadużycia władz w sprawie gazu. Jego zdaniem rząd powinien natychmiast podać się do dymisji, zaś parlament powinien rozpocząć procedurę odwoływania prezydenta.
- Pomarańczowe władze [Juszczenko i Tymoszenko byli przywódcami pomarańczowej rewolucji w 2004 r., która odebrała prezydenturę Janukowyczowi po sfałszowanych przez jego ludzi wyborach] przekształciły stosunki ukraińsko-rosyjskie w źródło skrajnego napięcia - mówił Janukowycz. - W szkołach, szpitalach i mieszkaniach jest zimno, stają przedsiębiorstwa, miliony bezrobotnych ogarnia rozpacz!
Tymczasem pomarańczowi atakowani przez Janukowycza sami wymierzają sobie ciężkie ciosy. Tymoszenko oskarżyła w sobotę prezydenta, że zarabia na kryzysie. "Może on być wywołany przez próby wymuszenia powrotu do
gry ukraińskich pośredników w handlu gazem - firm RosUkrEnergo i UkrGasEnergo" - głosi oświadczenie rządu. Wcześniej pani premier oskarżała Juszczenkę, że te firmy finansują jego kampanie wyborcze.
Zarzuty Tymoszenko podchwycili Rosjanie, którzy szczególnie nie lubią Juszczenki. Premier Władimir Putin na konferencji prasowej w Moskwie obarczył winą za kryzys "korupcję w najwyższych władzach w Kijowie". Szef Gazpromu Aleksiej Miller dodał, że to na polecenie Juszczenki zerwano negocjacje rosyjsko-ukraińskie.
Ukraiński prezydent zaprzecza: - Ani ja, ani moja rodzina nie mamy nic wspólnego z gazowymi machinacjami.