Dziś rano rosyjski Gazprom odciął Ukrainie dostawy gazu. - Czeskie przewodnictwo w UE i
Komisja Europejska wzywają obie strony i ich rządy do kontynuowania negocjacji i szybkiego osiągnięcia pomyślnych wyników, by nie ucierpiały na tym dostawy gazu do Europy - napisali we wspólnym oświadczeniu przewodnicząca UE Republika Czeska oraz Komisja Europejska. We komunikacie wyrażono żal z powodu braku rozwiązania "handlowego sporu między Gazpromem a Naftohazem" wokół dostaw gazu z Rosji na Ukrainę. - Wszystkie istniejące zobowiązania dotyczące dostaw i tranzytu muszą być dotrzymane - oświadczył czeski wicepremier ds. europejskich Alexandr Vondra.
Ukraina bez gazu, ale Europie podbierać nie będzie Zapewnienie, że mimo sporu z Rosją zakłóceń w dostawach rosyjskiego gazu dla UE nie będzie, złożyła w środę w telefonicznej rozmowie z szefem KE Jose Barroso premier Ukrainy Julia Tymoszenko.
Wcześniej do szefa KE zadzwonił także premier Rosji Władimir
Putin, by "wyjaśnić problemy w dostawach gazu między Rosją a Ukrainą oraz możliwe konsekwencje dla Europy".
Gazprom: "Kontrakt wygasł" Ukraińcy mają u nich kolosalny dług, a kontrakt na dostawy dziś o godz. 10 (czasu rosyjskiego) wygasł i nie mają oni obowiązku dostarczać surowca. Gazprom upiera się, że nie spłacono zadłużenia. I pieniądze nie pojawiły się na koncie firmy.
Ukraina chce się targować Prezydent Juszczenko i premier Tymoszenko podkreślili, że już przedwczoraj Ukraina w pełni rozliczyła się za gaz dostarczony w 2008 r. Wymienili też cenę, którą Kijów jest gotów zapłacić za gaz: 201 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. Cenę o 49 dolarów wyższą, którą proponuje Moskwa, Ukraina uważa za zawyżoną.
- Negocjacje w sprawie dostaw gazu dla Ukrainy zostały zerwane z winy Rosjan - oświadczył Bohdan Sokołowski, pełnomocnik prezydenta Wiktora Juszczenki ds. bezpieczeństwa energetycznego.