Czy Kościół też odpowiada za rasizm w czasach Benita Mussoliniego

- Dlaczego ustawy antyżydowskie prawie wcale nie wywołały sprzeciwu? Nawet ze strony Kościoła katolickiego - to zdanie szefa parlamentu Gianfranca Finiego wywołało burzę w Watykanie
Gianfranco Fini złamał tabu podczas wtorkowych obchodów 70. rocznicy uchwalenia ustaw rasistowskich, które rozpoczęły we Włoszech segregację rasową i dyskryminację Żydów. "To żałosny polityczny oportunizm. Cóż za historyczna niedokładność" - oskarżył go dzień później watykański dziennik "L'Osservatore Romano", który rzadko ucieka się do takiego języka.

Oburzenie Kościoła jest tym większe, że Gianfranco Fini wywodzi się z ruchu postfaszystowskiego i dopiero w 2003 r. jako wicepremier i szef partii Sojusz Narodowy ostatecznie odciął się od dziedzictwa Benita Mussoliniego. - Faszyzm był złem absolutnym. A ustawy rasowe niezatartą hańbą - mówił podczas wizyty w jerozolimskim Yad Vashem, czyli najważniejszym ośrodku upamiętniania ofiar Holocaustu.

Choć autor wstępniaka w "L'Osservatore Romano" wypomina Finiemu, że jest spadkobiercą faszyzmu, to koledzy szefa parlamentu nie tracą rezonu. - My się rozliczyliśmy. A w Kościele odzywają się teraz środowiska, które chcą za wszelką cenę chcą uniknąć rachunku sumienia - mówił wczoraj inny były postfaszysta Enzo Raisi.

Bitwa o historię błyskawicznie przeniosła się w świat polityki, bo o ile szef opozycji Walter Veltroni z Partii Demokratycznej uznał deklarację Finiego za "oczywistą prawdę historyczną", to prominentni współpracownicy premiera Silvia Berlusconiego z jego partii PDL otwarcie bronią "dobrego imienia Kościoła". - Jak można? Kościół był ofiarą Mussoliniego, a nie jego współpracownikiem - krzyczeli wczoraj w parlamencie.

Obrońcy Kościoła przypominają o postawie papieża Piusa XI (umarł w lutym 1939 r.), który oskarżył niemiecki nazizm o pogaństwo w encyklice "Mit brennender Sorge" ("Z głęboką troską") z 1937 r. i kilkakrotnie protestował przeciw polityce Mussoliniego w wysyłanych do niego lisach. Domagał się zmiany przepisów zakazujących małżeństw mieszanych między Włochami i ochrzczonymi Żydami.

Natomiast krytycy Kościoła przypominają zachowanie wielu włoskich biskupów, którzy woleli układać się z Mussolinim, zamiast ryzykować otwartą konfrontację. Zasadniczo podporządkowywali się też nakazom cenzury, która zakazywała krytyki ustaw rasowych w prasie katolickiej.

Znów wraca też spór wokół Piusa XII, który wybrał publiczne milczenie wobec faszyzmu i Holocaustu. - Gianfranco Fini powiedział prawdę. Przecież nie było wtedy słychać głośnych sprzeciwów - mówił wczoraj Renzo Gattegna, przewodniczący Związku Gmin Żydowskich we Włoszech.

Włoski faszyzm długo opierał się ideologii rasistowskiej. Sam Benito Mussolini mówił o nazistowskim ustawodawstwie rasowym jako o "niemieckim barbarzyństwie". Włoskim rozważaniom o czystości rady dała początek nie tyle "kwestia żydowska", ile podboje kolonialne w Afryce i troska o niemieszanie się włoskich kolonizatorów z autochtonami. Jednak w 1938 r. Mussolini uległ Niemcom i oddolnemu naciskowi w partii faszystowskiej, która chciała wzmocnić swe poparcie społeczne dzięki tropieniu obcych.

Przed dekadą włoscy biskupi sami przepraszali za brak dostatecznie mocnej reakcji na antysemityzm



Wielka Rada Faszystowska w 1938 r. zakazała małżeństw mieszanych, wykluczyła Żydów z uniwersytetów, wprowadziła segregację w szkolnictwie, zakazała Żydom posiadania firm zatrudniających ponad stu pracowników i kierowania nimi. Potem usuwano ich z państwowych urzędów, a tych bez obywatelstwa włoskiego skazano na deportację.

Głosy sprzeciwu były bardzo nieliczne. Kiedy latem 1938 r. powstał "Manifest naukowców rasistowskich", to do protestu filozofa Benedetta Croce przyłączyło się zaledwie kilku innych profesorów. Choć włoski antysemityzm początkowo był zasadniczo bezkrwawy, to potem pod niemiecką okupacją ustaw rasowych używano przy wywózkach Żydów do obozów koncentracyjnych.

Zdaniem części włoskich publicystów niechęć Kościoła do rozmowy o przeszłości to wynik nadwrażliwości wywołanej coraz częstszą krytyką ze strony mediów. "Ja zgadzam się z Finim. W tej awanturze zapomniano, że przed dekadą włoscy biskupi sami przepraszali za brak dostatecznie mocnej reakcji na antysemityzm" - napisał watykanista Luigi Accattoli.