Talibowie odzyskują Afganistan

Talibowie mają swoje kryjówki i obozowiska już w prawie trzech czwartych kraju. Coraz bardziej zagrażają Kabulowi - stwierdza wczorajszy raport londyńskiej Międzynarodowej Rady ds. Bezpieczeństwa i Rozwoju (ICOS).
ICOS to jeden z najpoważniejszych ośrodków badawczych zajmujących się Afganistanem. Zdaniem jej analityków jeszcze rok temu wpływy talibów obejmowały połowę kraju, dziś znacznie się rozszerzyły. Rada uznaje dany region za znajdujący się pod "trwałymi wpływami" talibów, jeśli w ciągu roku dokonują oni tam co tydzień jednego-dwóch ataków.

Według ICOS w tym roku regionami, gdzie na stałe zagnieździli się talibowie, stały się nawet podstołeczne prowincje Wardak, Logar i Kapisa. Kontrolując faktycznie trzy z czterech najważniejszych prowadzących do Kabulu dróg (poza szlakiem północnym), talibowie mogą z łatwością przekradać się do stolicy i dokonywać w niej zamachów bombowych.

Dowódcy wojsk zachodniej koalicji w Afganistanie uznali raport ICOS za niewiarygodny i przesadzony. Ale, powołując się na źródła w Pentagonie, gazeta "New York Times" twierdzi, że dodatkowe 4-5 tys. żołnierzy, które USA w styczniu przyślą do Afganistanu, nie trafi do ogarniętych wojną prowincji na wschodzie i południu kraju, lecz właśnie do Logar i Wardak. Ich zadaniem ma być obrona stolicy.

W sumie w ciągu najbliższych miesięcy Amerykanie chcą posłać do Afganistanu ponad 20 tys. dodatkowych wojsk. Niemal wszystkie będą przerzucone z Iraku. Waszyngton domaga się też, by jego sojusznicy z Europy także posłali do Afganistanu więcej żołnierzy. Na razie taką gotowość zgłosiła jedynie Wielka Brytania (2 tys. wojsk). Liczebność sił zachodniej koalicji wzrosłaby wtedy do prawie 100 tys. (połowę stanowić będą Amerykanie). Taką samą armię w latach 80. utrzymywał w Afganistanie Związek Radziecki, ale nie udało mu się pokonać partyzantów.

Przywódca talibów - jednooki mułła Muhammed Omar, za którego głowę USA obiecują 25 mln dol. nagrody - zapowiada, że Amerykanów i ich zachodnich sojuszników spotka identyczny los jak Rosjan. W orędziu wygłoszonym w niedzielę z okazji muzułmańskiego Święta Ofiarowania emir talibów wezwał przywódców Zachodu, by zamiast posyłać do Afganistanu więcej wojsk, co prędzej wycofali żołnierzy.

- Dziś giną oni setkami z naszych rąk. Jeśli poślecie więcej wojsk, będą ginąć tysiącami - ostrzegał mułła Omar. Od 2001 r. siły koalicji straciły w Afganistanie 1022 żołnierzy, w tym roku - 273.

Dobiegający pięćdziesiątki emir talibów wezwał też Afgańczyków, by zbojkotowali zapowiadane na przyszły rok wybory prezydenckie, a dawnych komendantów mudżahedinów, weteranów wojny z Armią Radziecką z lat 80. - by porzucili służbę u prezydenta Hamida Karzaja i przystali do talibów.

Mułła Omar zapowiedział przy okazji, że nie podejmie żadnych rozmów z prezydentem Karzajem, gdyż jest on jedynie marionetką zachodnich najeźdźców. - Nie ma żadnej różnicy między Karzajem, Karmalem czy szachem Szudżą - oświadczył emir talibów.

Szudża Szah Durrani został osadzony na kabulskim tronie przez Brytyjczyków, którzy najechali Afganistan na początku XIX w. Komunista Babrak Karmal został wwieziony do Kabulu na radzieckich czołgach w grudniu 1978 r. Obaj przywódcy uchodzą w Afganistanie za symbol zdrady i uległości wobec obcych najeźdźców.