Ukraińskie Zakarpacie chce niepodległości

Wspierani przez Rosję Rusini z Zakarpacia zapowiedzieli na 1 grudnia ogłoszenie niepodległości. Ich przywódca porównuje swą sytuację do Osetii Płd. i Abchazji.
Ukraina ma problem nie tylko z Krymem i wschodnią częścią kraju zamieszkaną przez 10 mln etnicznych Rosjan, ale także z zachodem. Zakarpacie to 20 tys. km kw. górzystych terenów, w których mieszka 1,4 mln ludzi. Przez wieki należało do Austro-Węgier, w 20-leciu międzywojennym do Czechosłowacji, po 1945 r. do ZSRR.

Pod koniec października II Europejski Kongres Rusinów Zakarpackich postawił ultimatum Kijowowi: jeśli Ukraina chce zachować integralność, musi przyznać tej części kraju status republiki autonomicznej - taki sam, jaki posiada Krym przyłączony do Ukrainy 11 lat po Zakarpaciu.

- Nie chcemy niepodległości, chcemy federacji - twierdzi przywódca rusińskich separatystów ksiądz Dimitrij Sidor z promoskiewskiego Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego. - Ale gdy Kijów nie spełni naszych warunków do 1 grudnia, ogłosimy niepodległość - zagroził niedawno w obecności dziennikarzy.

Rusińscy działacze nie zaprzeczają, że ich starania wspiera Moskwa. Obecną autonomię chcą oprzeć na statusie autonomicznej republiki, jaki Zakarpacie otrzymało od czechosłowackiego rządu po traktacie monachijskim jesienią 1938 r. Po wkroczeniu nazistów do Pragi 15 marca 1939 r. zakarpacka autonomia pod przywództwem księdza Augustyna Wołoszyna ogłosiła powstanie niepodległej Ukrainy Zakarpackiej. Ówczesne kierownictwo było zdecydowanie proukraińskie, a w swym państwie widziało zarodek przyszłej niezależnej, zjednoczonej i demokratycznej Ukrainy.

Zaraz po ogłoszeniu niepodległości kraj został zaatakowany przez Węgrów. Po kilkudniowych walkach z czeskim wojskiem i zakarpackimi jednostkami ochotniczymi Zakarpacie za zgodą Berlina znalazło się w rękach Budapesztu. W 1945 r. stało się częścią ZSRR.

Zdaniem specjalistów sporne jest istnienie samej narodowości rusińskiej. - Naród rusiński to sztucznie stworzony twór - twierdzi uznany słowacki etnolog Mikola Musinka, profesor Uniwersytetu Preszowskiego. Redaktor naczelna wychodzącego w Pradze "Ukraińskiego Żurnalu" Lenka Vichova przypomina z kolei, że spory o to, czy Rusini są odrębnym narodem i czy są bliżsi Rosjanom, czy Ukraińcom, cofają dyskusję o 100 lat. - To wówczas pojawiła się opinia, według której Rusini mieliby być jakimś zagubionym rosyjskim plemieniem. Teraz wraca się do tego, bo jest to na rękę Moskwie - mówi Vichova. - Potem, za panowania czeskiego - tłumaczy - na Zakarpaciu zdecydowanie zwyciężył kierunek ukraiński.

Spis z 2001 r. pokazał, że do narodowości rusińskiej przyznaje się zaledwie 10 tys. osób. Ale separatyści twierdzą, że wyniki zostały sfałszowane, a Rusinów jest na Zakarpaciu aż 800 tys.

Zapowiedź ogłoszenia niepodległości przez Zakarpacie wywołała niepokój w Kijowie. Kierownictwo Bloku Julii Tymoszenko, partii pani premier, zwróciło się do prokuratury, by zajęła się sprawą. Dimitrij Sidor był już przesłuchiwany za "spisek przeciwko terytorialnej integralności Ukrainy". Kilka dni temu ukraińskie służby przeszukały cerkiew Chrystusa Zbawiciela w Użgorodzie, gdzie Sidor jest proboszczem.

Tymoszenko wykorzystała żądania separatystów w walce z Wiktorem Balogą, szefem kancelarii znienawidzonego przez nią prezydenta Wiktora Juszczenki. "Szanowani dziennikarze mówią o tym, że politycy i partnerzy biznesowi Balogi udzielali pomocy Rusinom zakarpackim" - czytamy w oświadczeniu Bloku Tymoszenko. Baloga pochodzi z zakarpackiego Mukaczewa, ale według większości ukraińskich obserwatorów nigdy nie wspierał ruchu.

Antykijowskie nastroje na Zakarpaciu pogłębia kiepska sytuacja gospodarcza. - Kto może, ucieka za granicę do Czech, na Węgry, Słowację - mówi Musinka. Jego zdaniem jest możliwe, że w wypadku referendum za autonomią dla Zakarpacia głosowałaby większość mieszkańców. Podobnie jak w grudniu 1991 r., kiedy za stworzeniem "samorządnego terytorium administracyjnego" opowiedziało się 78 proc. ludności. Tamto referendum nie zostało uznane przez władze.

Dlatego trudno lekceważyć słowa Sidora, który ostrzega Kijów: - Radziłbym urzędom ukraińskim, aby dokładnie przyjrzały się temu, co stało się w Gruzji z Osetią Południową i Abchazją. Tam też nie chciano uznać praw narodów i te autonomiczne regiony zostały utracone na zawsze - mówi.