My tu, w Wasilli, martwimy się o Sarah Palin

16.10.2008 02:00
Sarah Palin podczas poniedziałkowego wiecu wyborczego w Scranton w kluczowym dla tegorocznych wyborów stanie Pensylwania

Sarah Palin podczas poniedziałkowego wiecu wyborczego w Scranton w kluczowym dla tegorocznych wyborów stanie Pensylwania (Fot. Rich Schultz AP)

- Palin jest dla nas bohaterką. Pokazuje, jak wysoko może dojść człowiek dzięki ciężkiej pracy. Nawet z końca świata - mówi mi 22-letnia Victoria ze sklepu w centrum Wasilli. Miasteczka, w którym kandydatka Republikanów na wiceprezydenta stawiała pierwsze kroki w polityce
- Przyjechałem z Teksasu w czerwcu, pochłonęła mnie robota, nie wiedziałem, ani kto to Sarah Palin, ani tego, że mieszka trzy domy dalej - Ross Bell, ogorzały 50-latek, jest zarządcą hotelu Lake Lucille Inn na przepięknym brzegu jeziora Lucille. - Szybko się dowiedziałem. W tamten piątek w sierpniu już przy śniadaniu zaczęło mnie wypytywać pierwszych trzech reporterów z Anchorage. Wieczorem było ich już u nas kilkudziesięciu: z CNN, NBC, "New York Timesa", "Wall Street Journal". Panie, po 29 sierpnia to miasteczko już nigdy nie będzie takie samo!

Tego dnia kandydat Republikanów na prezydenta John McCain zaskoczył całą Amerykę i wybrał na swą zastępczynię Sarah Palin - gubernator Alaski, córkę miasteczka Wasilla i właścicielkę drewnianego domu nad jeziorem Lucille.

Sarah podnosi raban

Do Wasilli z centrum ćwierćmilionowego Anchorage, największego miasta stanu, jest 70 km. Przy autostradzie kilka znaków "Uwaga, łosie" i duża tablica: "Zwolnij, od 1 lipca na tej drodze zginęło 39 łosi" (liczba aktualna na koniec września).

Tuż przed Wasillą wielki salon motocykli Harley Davidson wabi neonem: "Wstąp i odbierz darmową koszulkę z Sarah!". Wstępuję. Okazuje się, że koszulki są darmowe, gdy się coś kupi - motocykl albo pompkę. Zresztą już ich nie ma, w trzy dni poszło sto.

Bill wygląda tak, jak sprzedawca harleyów wyglądać powinien - zwalisty, szpakowaty, z wąsami i bokobrodami. Tłumaczy mi: - To nie chodzi tylko o to, że całe miasto dostało hopla, bo ma szansę mieć wiceprezydenta. My Palin naprawdę lubimy. To konkretna babka. Jak ona pogoniła tych złodziei z Anchorage!

- Walczyć z układami to ona nauczyła się u nas, w Wasilli - mówi mi dwie godziny później Debbie Frost, emerytka. Debbie rozmawiała z Palin tylko dwa razy w życiu, gdy ta jako burmistrz przyszła do jej kościoła na któreś ze świąt. Ale Debbie uważa, że Sarah Palin to największe szczęście, jakie spotkało Wasillę w jej historii.

28-letnia Palin wystartowała do rady miejskiej w 1992 r. za namową Nicka Carneya, wieloletniego radnego, prawej ręki ówczesnego burmistrza Johna Steina. Palin miała być ich pupilką. Ale dość szybko zobaczyła, że ich klika szkodzi miastu.

Carney był właścicielem jedynej w okolicy firmy śmieciarskiej. W radzie próbował przepchnąć obowiązek odbierania śmieci z posesji przez specjalistyczną (czyli swoją) firmę zamiast - jak to robiło wielu właścicieli domów - samodzielnego wywożenia na wysypisko.

Sarah podniosła raban. Stała się popularna. Po czterech latach w radzie wystartowała na burmistrza. Wygrała ze Steinem wyraźnie.

Ten sam model powtórzył się później we władzach stanowych w Anchorage. - Alaska to taka większa Wasilla. Stan wielki jak dwa razy Teksas, ale ludzi 700 tys., my się tu naprawdę wszyscy znamy - podkreśla Debbie Frost.

W 2003 r. gubernator, a wcześniej senator USA Frank Murkowski mianował Palin, która właśnie skończyła drugą kadencję burmistrza, na szefową stanowej komisji ds. ropy i gazu. Miała tam być jego człowiekiem.

Innym członkiem komisji był Randy Ruedrich, szef Partii Republikańskiej na Alasce. Palin wkrótce odkryła, że Ruedrich za pieniądze komisji stanowej załatwia sprawy partii. Co gorsza - doradza firmom naftowym, które ma nadzorować.

Palin zażądała od gubernatora Murkowskiego odwołania Ruedricha. Gdy odmówił, sama zrezygnowała i poszła do prasy. Zyskała sławę już na całej Alasce.

Po dwóch latach pobiła Murkowskiego w republikańskich prawyborach, innego weterana polityki stanowej, demokratę, w wyborach i została pierwszą w historii Alaski kobietą gubernatorem.

- To jest kobieta zasad. Jak coś obieca, dotrzymuje słowa - zapewnia Debbie Frost. - Ja znam ją słabo, ale mój mąż Jerry dużo lepiej. Jerry był drogowcem, przed pracą zawsze koło szóstej rano spotykał się z kolegami w kawiarni U Toma. Gadali o robocie, o sporcie, o polityce. Gdy Sarah została burmistrzem, zaczęła się na tej ich kawie pojawiać - albo zaglądała w czasie joggingu, albo po prostu przyjeżdżała przed pracą autem. Pytała, jak oceniają zmiany w podatkach, plany budowy centrów handlowych, nowe drogi. I reagowała na to, co jej mówili! To kobieta, która zbudowała to miasto.

Ona tworzy historię

Wzdłuż Parks Highway, głównej ulicy Wasilli, przez trzy kilometry po obu stronach ciągną się sklepy, restauracje, centra handlowe, stacje benzynowe. To dlatego, że Wasilla jest mózgiem gospodarczym obszernego, liczącego ponad 80 tys. ludzi regionu Mat-Su, czyli doliny rzek Matanuska i Susitna. Oczywiście, jak mówi Debbie, dzięki Sarah.

Gdy Palin została burmistrzem, Wasilla miała 4 tys. ludzi, gdy odchodziła sześć lat później - już 7 tys. Palin rozbudowywała drogi, sprowadziła Wall-Marta, kilka banków. Centrum Wasilli nie jest piękne, zwłaszcza w deszczowy dzień, gdy widać, że jeszcze nie wszędzie wylano asfalt i pobudowano chodniki. Ale jest chyba najbardziej tętniącym życiem centrum niewielkiego miasteczka, jakie widziałem w Ameryce.

Paradoksalnie, rozwój miasta pożarł miejsce dla Palin w Wasilli najważniejsze - popielaty dom na rogu ulic Swanson i Lucille. To tu państwo Heathowie sprowadzili się, gdy Sarah miała osiem lat. Z dwoma siostrami spała na poddaszu. Stąd wyruszała na turnieje, gdy zdobywała tytuł koszykarskiej mistrzyni Alaski, tu przygotowywała się do konkursów miss Wasilli (wygrana) i miss Alaski (trzecie miejsce).

30 lat temu ten dom był na skraju lasu. Dziś las jest o kilometr stąd, a dom w środku dzielnicy handlowej. W latach 90. ojciec Sarah go sprzedał. Jest tu sklep z rupieciami wspierający protestancką fundację pomocy ubogim. Szefowej nie ma - wyjechała na miesiąc na misję do Indonezji. Po sklepie oprowadza mnie Victoria, 22-letnia przemiła Eskimoska: - Palin jest dla nas bohaterką. Pokazuje, jak wysoko może dojść człowiek dzięki ciężkiej pracy. Nawet z końca świata.

Tak jak Debbie czy Victoria myślą w Wasilli prawie wszyscy. Kira Shetter z lodziarni przy alei Nelson zna Sarah, bo miała córkę w jednej grupie przedszkolnej z Pipper, córką Palin: - Ona jest silna, ale otwarta. Nie wywyższa się. Dlatego ją kochamy.

Monty Hess, właściciel pobliskiej małej drukarni, który tak jak dziesiątki innych małych biznesmenów postawił przed firmą plakat: "Powodzenia, Sarah!": - Ona, kobieta z Alaski, tworzy historię. Pan wie, jak to miasteczko wyglądało przed jej rządami? A teraz ona może mieszkać w Białym Domu!

Gdy pytam, czy Palin jest gotowa rządzić krajem, prawie wszyscy mówią: "tak". Hess jest ostrożniejszy i dodaje: - Przecież będzie tylko wiceprezydentem...

Adele Morgan, dosyć znana piosenkarka z Wasilli, chodziła z Sarah do tej samej szkoły - rok wyżej, więc w klasie miała jej siostrę Heather. Przez dwa lata starszy brat Sarah Chuck był jej chłopakiem. Do dziś są z Sarah koleżankami. Palin często prosi Adele, by śpiewała na jej wiecach politycznych.

- Dlaczego do najwyższych stanowisk nie może dojść młoda kobieta: oczytana, inteligentna, stanowcza? - odpowiada na moje pytanie Adele. - Dlaczego zawsze to muszą być starzy faceci? I dlaczego musi to być ktoś z Harvardu, kto wycierał przez 30 lat kurze w Waszyngtonie? A nie ktoś, kto zna prawdziwą Amerykę małych miast?

Adele oprowadza mnie po Wasilla Bible Church, niezależnym kościele protestanckim, do którego chodzi i ona, i pani gubernator. Kościół wygląda jak sala gimnastyczna z obszernymi podziemiami. Jest ósma wieczór, matki właśnie zabierają dzieci z zajęć zabawowo-modlitewnych. W innej sali w podziemiach grupa nastolatków ogląda jakiś film, chyba komedię, bo co chwila ryczą ze śmiechu. Na ołtarzu ćwiczy grupa muzyki bluegrass - jeden z pięciu zespołów przygrywających do niedzielnych mszy.

W Wasilli, tak jak w całej "prawdziwej Ameryce", kościoły (tu jest ich koło dziesięciu) są centrami kultury i życia towarzyskiego.

Jaki mówi Adele, Sarah zawsze była bardzo ambitna. Tylko ona z rodzeństwa przeciwstawiała się ojcu, tylko ona w zespole koszykówki trenerom.

- Dla mnie było naturalne, że Sarah kandyduje do rady miejskiej, mając 28 lat, i na burmistrza, mając 32 - tłumaczy Adele. - Trochę się zdziwiłam, gdy dowiedziałam się, że startuje na gubernatora. "Nie za wcześnie?" - spytałam ją. - "Pipper ma dopiero cztery latka". Powiedziała, że nie. Że ludzie jej ufają, a ona może rządzić lepiej niż ta stara klika.

- Sarah - ciągnie Adele - ma poczucie misji. Ale takie zwyczajne, streszczające się w słowach: "Mogę to robić lepiej".

Bez kartki same komunały

Budowa dużego centrum sportowego była perłą w koronie programu inwestycji burmistrz Palin. Dziesięć lat temu wywołała spore sprzeciwy, bo pobrała na nią kredyty. Dziś wszyscy przyznają, że lodowisko, pływalnia i sala do koszykówki oraz siatkówki bardzo się miastu przydają.

To tu, w tym pomniku burmistrz Palin, spotkałem jedynych w Wasilli zażartych przeciwników Palin - wiceprezydenta USA.

Jeremy i Crystal Lutz mają od roku w centrum sportowym kawiarenkę i sklep ze sprzętem hokejowym. Oboje w 2000 r. głosowali na George'a Busha, ale teraz uważają, że "rządy Republikanów to najgorsze, co mogło Amerykę spotkać".

Czy Palin nie jest lepsza? - Może trochę, ale i tak będziemy głosować na Obamę - mówi mi Jeremy. - Przede wszystkim McCain ma 72 lata, a Palin zupełnie nie jest przygotowana do tej roboty. Słyszał pan, co ona mówi bez kartki? Same komunały.

Jeremy i Crystal boją się, że "Palin zatrze granicę, która w USA dzieli Kościoły od państwa". Przywołują historię z biblioteką miejską w Wasilli. Jeszcze jako radna Palin mówiła, że obecność niektórych książek erotycznych jej się nie podoba. Gdy została burmistrzem, pytała bibliotekarkę, czy "z biblioteki można usuwać niektóre książki". Potem chciała ją odwołać.

Zwolennicy Palin twierdzą, że pytanie było ogólne i niewinne, a bibliotekarka nie straciła pracy. - Co z tego? - piekli się Jeremy. - To pokazuje instynkty Palin. Ktoś taki ma zasiąść w Białym Domu?

Emerytka Debbie Frost, najbardziej zażarta zwolenniczka Palin, jaką spotkałem, zupełnie się z Jeremym i Crystal nie zgadza: - Sarah jest zwolenniczką zakazu aborcji, ja jestem za wolnością wyboru. Ale ona nigdy swych konserwatywnych poglądów w służbie publicznej nie forsowała. Nigdy.

Dla Jeremy'ego i Crystal Palin to hipokrytka: - Ona mówiła o odnowie moralnej, a teraz co robi? Próbuje zwolnić dobrego policjanta tylko dlatego, że ten się rozwiódł z jej siostrą?

Sprawa policjanta Marka Wootena, byłego męża młodszej siostry Palin, jest bez wątpienia największym skandalem związanym z gubernator Sarah Palin. Były szef policji stanowej od czasu, gdy Palin go zwolniła, twierdzi, że prawdziwy powód to nie różnice między nimi wokół budżetu policji, ale to, że nie chciał zwolnić Wootena.

Wootena złapano kiedyś na służbie po dwóch piwach. Podczas rozwodu miał grozić śmiercią ojcu Palin i żonie, a także użyć paralizatora wobec pasierba.

Ogłoszony w piątek raport stanu Alaska przyznaje, że Palin miała prawo zwolnić szefa policji, a Wooten nie był aniołkiem. Ale niezależny śledczy stwierdził też, że Palin i jej mąż nadużyli władzy, naciskając na szefa policji, by zwolnił Wootena.

- Może ona chciała walczyć z korupcją i nepotyzmem, ale po dwóch latach na stołku gubernatora zachowuje się tak samo jak Murkowski i jego banda - twierdzi Jeremy.

Jeremy i Crystal mają też Palin za złe sprawę testów gwałtu. Gwałty to na Alasce wielki problem - są trzy razy częstsze niż przeciętnie w USA. W latach 90., póki stan tego nie zakazał, miejscowa policja, także ta w Wasilli, obciążała ubezpieczalnie ofiar kosztami testów DNA po gwałtach. Choć robiło tak (a w niektórych stanach nadal robi) setki miast i hrabstw w USA, a koszty ponoszą firmy ubezpieczeniowe, dla ofiar jest to dodatkowa trauma. W niektórych wypadkach muszą też płacić, choćby niewielki, udział własny.

Kłopot tego ataku na Palin polega na tym, że nie udowodniono, iż sama pani burmistrz wiedziała o tym przepisie egzekwowanym przez szeryfa Wasilli.

- Jest winna, bo albo to tolerowała, albo nie miała pojęcia, co się dzieje w mieście - mówi twardo Jeremy.

Pragmatyczna do bólu

Z Billem Wielechowskim, demokratycznym senatorem stanowym Alaski (dziadek przyjechał do Ameryki w 1910 r. z Krakowa), rozmawia się zupełnie inaczej niż z ludźmi w Wasilli. Senator odpowiada po dłuższym namyśle, zastanawia, waży racje.

- Żadna z legend o Palin nie jest prawdziwa: ani ta o nieskazitelnej Sarah, ani ta, że nie różni się ona od poprzedników - opowiada mi w swym biurze w centrali związków zawodowych w Anchorage, gdzie jest radcą prawnym.

Wielechowski jest na Palin rozżalony: - Współpracowała z nami, Demokratami, przez całe dwa lata, a teraz, gdy wybrał ją McCain, wciąż wiesza na nas psy! Co to za cyrk, że ona gra hiperkonserwatystkę, gdy tak naprawdę jest pragmatycznym do bólu politykiem?

Wielechowski prócz tego, że Palin jako polityk nie dba o szczegóły ustaw, umów czy rozporządzeń, ma pani gubernator do zarzucenia jeszcze coś: - Dla niej liczą się wielkie projekty, dzięki którym wyborcy ją kochają. Ale prowadzi politykę opartą na instynktach, a nie chłodnym myśleniu. W codziennej polityce zbyt ufa swemu otoczeniu. Jej mąż i troje najbliższych współpracowników rządzą tym stanem. W tym przypomina mi, przepraszam, Busha...

Jego zdanie potwierdza Larry Persily, który jako szef biura stanu Alaska przy Kongresie USA współpracował z Waszyngtonu z trzema ostatnimi gubernatorami. Odszedł w lipcu. - Palin to zdolny, twardy polityk. Kłopot zaczyna się, gdy coś nie idzie. Wtedy pani gubernator nie szuka winy u siebie czy u najbliższych współpracowników, tylko u urzędników. To było przykre - mówi Persily.

Czyli Palin jest więc słabym gubernatorem? Wielechowski wygląda, jakby pytanie go zaskoczyło: - Muszę przyznać, że główne trzy priorytety udało jej się zrealizować: podwyżkę podatków dla firm naftowych, umowę o budowie gazociągu z Alaski na południe USA i wprowadzenie kodeksu etycznego urzędników stanu. Nieeee, Sarah Palin to nie jest zły gubernator.

Senator Wielechowski na pytanie, czy Palin jest gotowa zostać wiceprezydentem USA, wzdycha i patrzy w sufit: - Proszę napisać tak: kolejnych kilka lat przygotowań tu, na Alasce, na pewno by jej nie zaszkodziło.

Co się Sarah stało?

Wracam nad jezioro Lucille, by pożegnać się z Rossem Bellem, hotelarzem z Teksasu, który osiadł w Wasilli. - Choć nie mieszkam tu nawet trzy miesiące, pokochałem Alaskę - mówi mi na pomoście Ross, spoglądając na jezioro, na zasłonięty nieco drzewami dom Palinów, na zaśnieżone szczyty oświetlone słońcem, bo wreszcie się wypogodziło. - I polubiłem też Palin, choć ostatnio w telewizji, mówiąc delikatnie, dostaje baty...

Poprzedniego dnia Palin miała wywiad z Katie Couric, sławną dziennikarką CBS. Kandydatka na wiceprezydenta dukała, powtarzała zdania, w odpowiedzi o doświadczenie w polityce zagranicznej mówiła coś o tym, że "rosyjskie samoloty w drodze do USA przelatują nad Alaską"...

Kilka dni później w debacie z kandydatem Demokratów na wiceprezydenta Joe Bidenem była dużo lepsza, ale też nie błyszczała. - Ludzie mówią, że zawsze, i jako burmistrz, i jako gubernator, Palin była ostra, zdecydowana - ciągnie Bill. - Coś jej się, kurczę, stało. My tu, w Wasilli, martwimy się o Sarah...

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje