Porucznik policji z Nowego Jorku targnął się na swoje życie osiem dni po tym jak wydał rozkaz zastosowania paralizatora, który spowodował śmierć zatrzymanego mężczyzny.
Porucznik Michael Pigott odebrał zgłoszenie o dziwnym zachowaniu 35-letniego Imama Moralesa w mieszkaniu na Brooklynie. Policjanci zastali nagiego Moralesa na parapecie, wtedy to Pigott wydał rozkaz użycia paralizatora (tzw. tasera). Morales wypadł przez okno i z wysokości trzech metrów spadł na chodnik. Zmarł w szpitalu w skutek odniesionych ran głowy. Policjant najwyraźniej nie mógł poradzić sobie z presja po zdarzeniu. Kilka dni później odnaleziono go z pistoletem w dłoni i śmiertelną raną w głowie.
Paralizatory używane są przez nowojorskich stróżów prawa od 1984 r. Badania policyjne nakazywały częstsze użycie tego typu broni. Krytycy uważają jednak, że nawet jeśli tasery mogą obniżyć liczbę śmiertelnych ofiar policyjnych akcji, to łatwo też w ich przypadku o nadużycia. W 2006 r. policja strzeliła 50 razy do Seana Bella, a kilka lat wcześniej nieuzbrojony Amadou Diallo z zachodniej Afryki padł martwy po 41 strzałach.
14 października 2007 r. kanadyjska policja śmiertelnie raniła paralizatorem Polaka na lotnisku w Vancouver. Po tym zdarzeniu władze prowincji Kolumbia Brytyjska zapowiedziały przeprowadzenie dochodzenia.