Dlaczego Austria lubi skrajną prawicę?

Rozmawiała Marta Kazimierczyk
30.09.2008 , aktualizacja: 29.09.2008 17:59
A A A Drukuj
- W Austriakach drzemie wielki prawicowy potencjał. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że w tej chwili problemem Austrii nie jest system polityczny, ale społeczeństwo - mówi polski ekspert od polityki Austrii i Niemiec.
Przywódcy skrajnie prawicowego Bloku dla Przyszłości Austrii: od lewej Jörg Haider,
Stefan Petzner i Peter Westenthaler
Fot. Lilli Strauss AP
Przywódcy skrajnie prawicowego Bloku dla Przyszłości Austrii: od lewej Jörg Haider, Stefan Petzner i Peter Westenthaler
W niedzielę w przedterminowych wyborach parlamentarnych dwie partie skrajnej prawicy zdobyły prawie 30 proc. głosów i największą w powojennej historii reprezentację w parlamencie. Socjaldemokraci dostali 29,2 proc., a 24,9 proc. głosów otrzymali chadecy, główny rywal socjaldemokratów, a zarazem ich partner z rozwiązanej niedawno wielkiej koalicji.

Marta Kazimierczyk: Dlaczego co trzeci wyborca zagłosował na prawicowych populistów?

Piotr Buras: Te wyniki są dosyć zatrważające, ale i bardzo ciekawe. Kilka lat temu wydawało się, że skrajnie prawicowy populizm, którego uosobieniem był Jörg Haider i na którym opierają się Partia Wolnościowa (FPO) i Blok dla Przyszłości Austrii (BZO), to przeszłość. Okazało się, że tak nie jest i że taki populizm ma wielkie poparcie Austriaków.

Czyli na skrajną prawicę nie głosowali ludzie zniechęceni wielką koalicji chcący ukarać chadeków i socjaldemokratów?

- Jasne, że kryzys koalicji przysłużył się popularności populistów, ale nie można tylko tym tłumaczyć ich sukcesu. Po prostu w Austriakach drzemie wielki prawicowy potencjał.

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że w tej chwili problemem Austrii nie jest system polityczny, ale społeczeństwo, które szczerze nienawidzi politycznego establishmentu uosabianego przez wielką koalicję chadeków i socjaldemokratów. I to ono jest podatne na antyeuropejską czy antyimigrancką retorykę.

Dlaczego?

- Austriacy nigdy nie lubili Unii Europejskiej, to jeden z najbardziej eurosceptycznych krajów Europy. Wynika to z historycznie zakorzenionego nacjonalizmu. Pamiętajmy, że Austriacy to bardzo młody naród mający ciągłe poczucie osaczenia, a jednocześnie wykazujący wielką dumę narodową.

Inny powód to specyficzny status, jaki miała Austria - jej neutralność i trzymanie się z daleka od konfliktów. Dla Austriaków właśnie w tym tkwi tajemnica ich dobrobytu. I to stąd bierze się podejście: zostawcie nas wszyscy w spokoju. Właśnie dlatego Austriakowi łatwo pokazać Unię jako wroga, którego można obwinić o wszelkie zło.

Imigrantów też?

- Austriacy bardzo przyzwoicie traktują imigrantów, dobrze sobie radzą z polityką integracyjną czy azylową. Ale można zrozumieć, że 9 mln Austriaków boi się zalewu imigrantów. Tam nie ma wielkich metropolii jak Berlin czy Hamburg, które spokojnie mogą pomieścić ludzi o różnym pochodzeniu.

Jaki będzie nowy rząd?

- Może znowu powstać wielka koalicja, ale to po pierwsze zirytuje Austriaków, a po drugie będzie dalej wzmacniać popularność skrajnej prawicy.

Realną alternatywą jest rząd mniejszościowy. Socjaldemokraci Wernera Faymanna mogą spróbować porządzić przy cichym poparciu heiderowców. Tyle że pewnie nie trwałoby to długo i pozwoliłoby populistom współdecydować bez brania na siebie odpowiedzialności. I dalej zbijać kapitał polityczny.

Myślę, że bardziej prawdopodobne jest powstanie wielkiej koalicji.

Ale przecież Austriacy pokazali, że mają jej dosyć!

- Tak, ale pokazują to od wielu lat, a dotąd przeszkadzało to koalicji rządzić. Austria to nie jest kraj rewolucyjnych zmian. Ludzie narzekają na rząd, ale są do niego przyzwyczajeni. Wystarczy, że Faymann obieca, że teraz na czele chadeków stanie ktoś, z kim będzie się lepiej dogadywał, i pewnie ich przekona. Tyle że nie na długo. Znowu zacznie się narzekanie, a populiści będą na tym wygrywać i w następnych wyborach dostaną jeszcze więcej głosów.

Czarno widzi pan przyszłość austriackiej polityki.

- Raczej tak. Można powiedzieć, że ostatnie wybory to cezura w historii austriackiej demokracji. Zaczynają się czasy wielkiej niestabilności politycznej. Rację mogą mieć ci austriaccy politolodzy, którzy wróżą Austrii italianizację - kolejne upadające rządy, wcześniejsze wybory, rosnącą popularność skrajnych ugrupowań.

Jak ma reagować Bruksela? Gdy w 2000 r. heiderowcy weszli do rządu, Austrię przez rok bojkotowano na europejskich salonach...

- Niewiele to dało. Ale powiedzmy szczerze: Europa może sobie tę sprawę odpuścić, bo Austria nie jest kluczowym członkiem UE. Jest skupiona na sobie i nie ma powodu, by tak nie zostało.

Piotr Buras jest politologiem, publicystą i stypendystą Fundacji Volkswagena w Stiftung Wissenschaft und Politik w Berlinie

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos