Lech Kaczyński krytykuje plan Sarkozy'ego

Wojciech Jagielski, Tbilisi
14.08.2008 , aktualizacja: 13.08.2008 19:04
A A A Drukuj
Wyjeżdżając z Tbilisi, Lech Kaczyński ponownie ostro skrytykował wynegocjowany przez Francję projekt porozumienia o zawieszeniu broni. A prezydent Gruzji oznajmił, że zawieszenie broni Rosja już pogwałciła
Kryzysu dziś w Polsce nie ma - powiedział spotkaniu Rady Gabinetowej Lech Kaczyński
Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
Kryzysu dziś w Polsce nie ma - powiedział spotkaniu Rady Gabinetowej Lech Kaczyński
- Kiedy mówię do państwa, w moim kraju dokonuje się zbrodni najgorszego rodzaju, zbrodni przeciwko ludności cywilnej - tak Micheil Saakaszwili otworzył środową konferencję prasową prezydentów Polski, Ukrainy, Litwy, Estonii oraz premiera Łotwy.

Saakaszwili oświadczył, że rosyjskie czołgi szturmują Gori, a żołnierze burzą miasto. Oskarżył Rosjan, że tworzą obozy, w których oddzielnie osadza się internowanych mężczyzn i kobiety. Mówił o masowych grabieżach i brutalnych czystkach etnicznych, których ofiarą padają Gruzini i które porównał do mordów z wojen bałkańskich i II wojny światowej. Saakaszwili powiedział też o kilkudziesięciu zabitych w środowym rajdzie rosyjskim w Wąwozie Kodori. Tylko w tym ostatnim wypadku dodał, że nie ma na to niezbitych dowodów.

Do II wojny światowej, a raczej układu monachijskiego, symbolu polityki ugodowości wobec łamiącego wszelkie prawa i obyczaje mocarstwa, nawiązał też prezydent Litwy Valdas Adamkus. - Niech świat się obudzi. Wystarczy, że w 1938 i 1939 r. były układy monachijskie, wiemy wszyscy, co później nastąpiło - powiedział Adamkus. W bardzo krytycznym wobec Rosji przemówieniu wspomniał też o Stalinie i Hitlerze.

Litewski prezydent zażądał też wycofania z Gruzji wszystkich rosyjskich "wojsk okupacyjnych". Także tych, które zgodnie z porozumieniami rozejmowymi w połowie lat 90. przerwały wojny secesyjne w Abchazji i Południowej Osetii i pełniły dotąd rolę sił pokojowych i rozjemczych na granicach obu zbuntowanych prowincji z Gruzją. Według Adamkusa powinny je zastąpić "prawdziwe siły międzynarodowe".

Prezydent Kaczyński surowo skrytykował plan pokojowy, do którego podpisania w poniedziałek namówił Gruzinów w Tbilisi szef francuskiej dyplomacji Bernard Kouchner, a we wtorek prezydent Nicolas Sarkozy przekonał w Moskwie Rosjan.

Sześciopunktowy plan wynegocjowany przez Francuzów w imieniu UE nie wspomina o poszanowaniu integralności terytorialnej Gruzji. Sarkozy przyjechał do Gruzji we wtorek tuż przed Kaczyńskim, a gdy w nocy ze wtorku na środę na wiecu przed parlamentem przemawiali przywódcy z Europy Wschodniej, Francuz rozmawiał w parlamencie z Saakaszwilim. Nie pojawił się na wiecu, a z przywódcami z Europy Wschodniej spotkał się tylko przez chwilę.

- Słyszeliśmy wczoraj o warunkach zawieszenia broni czy pokoju, w których nie ma tego nic o integralności terytorialnej Gruzji. To być musi - powiedział polski prezydent. - To jest rejon, gdzie widać, ile są warte wysiłki oparte o papier podyktowany zresztą daleko stąd na północy. Nic nie są warte i dzisiaj rada ministrów Unii Europejskiej powinna zająć stanowisko nieporównanie bardziej zdecydowane.

Dodał, że oburzają go opinie głoszące, że Rosja, spadkobierczyni carskiego imperium i jego komunistycznej mutacji Związku Radzieckiego, "ma jakieś szczególne prawo do godności".

- Ja chciałem zapytać: Skąd ono się bierze? Kto Rosji dał to prawo? - powiedział. - Dlaczego największe państwa europejskie sugerują, jakoby Rosja miała tego rodzaju prawa? Dlaczego Rosja może komuś dawać nauczki? To rzecz, którą trzeba odrzucić, i dzisiaj jest dobra okazja, żeby to powiedzieć.

We wtorek w środku nocy, na wiecu w Tbilisi Kaczyński wygłosił bardzo antyrosyjskie przemówienie. Mówił, że przywódcy pięciu państw z Europy Wschodniej (obok prezydentów Polski, Litwy i Estonii oraz premiera Łotwy był obecny prezydent Ukrainy Władimir Juszczenko) przybyli do Gruzji, by „podjąć walkę”, ponieważ „po raz pierwszy od dłuższego czasu nasi sąsiedzi pokazali twarz, którą znamy od setek lat. Ci sąsiedzi uważają, że narody wokół nich powinny im podlegać. My mówimy »nie! «" - mówił prezydent.

•  Gruzińska interwencja w Południowej Osetii była poważnym błędem i została fatalnie przygotowana - powiedział były prezydent Gruzji Eduard Szewardnadze w wywiadzie dla „Bild Zeitung”. Szewardnadze panował w Gruzji jako komunistyczny sekretarz w latach 70. i 80., a w latach 1992-2003 jako prezydent. Jako prezydentowi Gruzji nie udało mu się stłumić rebelii Południowej Osetii ani Abchazji. Obiecywał to Micheil Saakaszwili, były wychowanek Szewardnadzego, który obalił go w wyniku „rewolucji róż” jesienią 2003 r.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów