Według strony gruzińskiej rosyjskie wojska zajęły miasto Gori - położone 60 kilometrów od Tbilisi. Szef gruzińskiej Narodowej Rady Bezpieczeństwa powiedział, że żołnierze zajmują pozycję wokół Tbilisi, by bronić przed Rosjanami stolicy. Moskwa zapewnia jednak, że jej wojska do Gori nie wkroczyły. Dziennikarz Polskiego Radia Wojciech Cegielski relacjonuje sytuację w mieście.
Fot. SERGEI GRITS AP
Fot. Robert Kowalewski / AG
Gruzińscy żołnierze w Gori. Wieczorem Gruzini wycofali się z miasta
Fot. Robert Kowalewski / AG
Gruzińscy żołnierze w Gori. Wieczorem Gruzini wycofali się z miasta
Fot. Robert Kowalewski / AG
Gruziński czołg w Gori. Wieczorem Gruzini wycofali się z miasta
Już przed 17.00 gruzińskie Gori tuż przy granicy z Osetią coraz bardziej przypominało wymarłe miasto. Nad ranem rosyjskie samoloty kolejny raz zbombardowały tamtejsze magazyny wojskowe.
Ci, którzy dotąd zostali jeszcze w Gori pospiesznie pakowali dobytek do samochodów, a rzeczy, których nie da się wywieźć, ukrywali w kanałach. Chcieli jak najszybciej wyjechać z miasta przynajmniej na kilka dni, do czasu aż sytuacja się uspokoi. Wielu ojców ewakuowało już swoje żony i dzieci, a w mieście zostały nieliczne kobiety.
Co ja mam zrobić? Rozerwać rodzinę, podzielić ją?
Mieszkańcy domów, które zostały zniszczone przez bomby z płaczem wspominali, co działo się tego poranka. Mówili, że bombardowanie zaczęło się o 6.00 rano. Irina, mieszkanka jednego z domów w centrum Gori mówiła wysłannikowi Polskiego Radia, że jej matka była Osetyjką, a ojciec Gruzinem. "Co ja mam zrobić? Rozerwać rodzinę, podzielić ją?" - pytała.
Po kilku bombardowaniach mieszkańcy często panicznie reagowali na każdy świst czy szelest, bojąc się kolejnych nalotów. Po południu, kiedy w mieście byli szef francuskiej dyplomacji i gruziński prezydent ktoś zauważył w oddali rosyjski samolot. Ludzie zaczęli w popłochu uciekać do piwnic, krzycząc i tratując się nawzajem. W obawie o życie gruzińskiego prezydenta Micheila Saakaszwili, ochroniarze powalili go na ziemię i przykryli kamizelkami kuloodpornymi.