Uchodźcy z Południowej Osetii gotują się już do powrotu

12.08.2008 01:00
Osetyjki i osetyjski chłopiec odczytują listę uchodźców. Zdjęcie z obozu
dla uchodźców w Alagirze w Północnej Osetii

Osetyjki i osetyjski chłopiec odczytują listę uchodźców. Zdjęcie z obozu dla uchodźców w Alagirze w Północnej Osetii (Fot. NATALIA KOLESNIKOVA AFP)

Południowoosetyjscy uchodźcy szykują się, aby już jutro, najdalej pojutrze, wracać z Rosji do swych zniszczonych domów. - Podczas gruzińskich nalotów przez 20 godzin musiałam coraz wyżej podnosić wnuczkę, żeby nie utopił jej gnój wlewający się do piwnicy. Ale i tak tęsknię - mówi Zoja Tiechowa z Cchinwali.
Niemal wszyscy uchodźcy z Cchinwali i sąsiednich wsi, którzy uciekli na rosyjską stronę granicy, opowiadają o wielkim zaskoczeniu, jakim był gruziński atak na miasto w nocy z czwartku na piątek.

Myśleli, że rozejdzie się po kościach

- Strzelali już od 1 sierpnia, ale myślałam, że jak zwykle wszystko rozejdzie się po kościach. Dzieci się bały, ale ja nie chciałam wyjeżdżać - mówi Laura Cchawiebowa.

Mimo huku w czwartek wieczorem położyła się wcześnie spać, ale kiedy o 23.30 zatrzęsło domem, wyskoczyła z łóżka. - Mężczyźni powiedzieli, że uderzył pocisk z haubicy. Pobiegłam do piwnicy naszego jednopiętrowego domu, a kiedy wyszłam z niej w piątek rano, na górze były tylko ruiny - opowiada, płacząc.

Podczas gruzińsko-osetyjskich wojen na początku lat 90. uciekła z Tbilisi, a teraz przegnali ją z domu teściów w Cchinwali. - Wiedziałam, że Tbilisi to ich ziemia, więc nie płakałam nad przeprowadzką. Ale teraz? To gdzie ma być mój dom? - pyta Cchawiebowa.

Większość uchodźców opowiada, że pierwszej nocy - pomimo huku i drżenia fundamentów - liczyli na to, że działania wojenne skończą się wraz ze świtem.

- Rano posłałam teściową po świeżą wodę dla dziecka. Kiedy wyszła na podwórko, zaczęli do niej strzelać, choć widzieli, że to tylko stara kobieta. Nie trafili, ale teściowa widziała wykrwawiającego się na śmierć sąsiada, który wyszedł na podwórze. - Ja drugiego ranka wojny wychyliłam się z piwnicy i zobaczyłam dwóch rannych sąsiadów po drugiej stronie naszej wąskiej ulicy. Krzyczeli: "Marina, Marina. Nie zostawiaj nas!". Mam 7-letniego syna. Musiałam ich zostawić, aby przeżyć dla niego. Nie mam pewności, co się z nimi stało. Ale pewnie musieli się wykrwawić - relacjonuje Marina Gubijewa.

Mieszkańcy Cchinwali mówią, że już po pierwszej nocy w piwnicach przestało być bezpieczne.

- Kiedy pierwszy raz zatrzęsło naszym dwupiętrowym domem, całkowicie się zawalił. Kiedy drugiej nocy znowu zatrzęsło, ruiny zaczęły się palić. Wykurzyli nas - mówi Lamara Iliewa.

Drugiej nocy cywile zaczęli szukać większych piwnic, żeby wspólnie w 40-, 50- osobowych grupach czekać na ocalenie. Opowiadają, że już drugiego i trzeciego dnia znowu musieli pod ostrzałem przebiegać do coraz to nowych piwnicznych schronów, bo atakujący Gruzini sukcesywnie ostrzeliwali wypatrzone kryjówki i poprzez ostrzał artyleryjski podpalali je lub sprawiali, że zawalały się, grzebiąc ludzi.

Wieczność trwała pięć minut

Przez co najmniej trzy pierwsze dni wojny w Cchinwali wciąż działała rosyjska sieć komórkowa, ale z powodu braku prądu oraz rozładowanych telefonów nie dało się z niej korzystać. Dziś ocaleńcy spekulują na temat nowoczesnych urządzeń radiolokacyjnych, za pomocą których Gruzini mieli wykrywać duże skupiska telefonujących ludzi i przypuszczali na nich atak artyleryjski oraz lotniczy. - Chyba dlatego już po kilku godzinach znaleźli kryjówkę w podziemnym magazynie piekarni, gdzie było się ok. stu ludzi. Trzeciej nocy pomimo snajperskiego ognia musieliśmy ostatecznie przebiec z niej do dużego poradzieckiego schronu - opowiada Alana Cchowriedowa.

Do dużych podziemnych kryjówek, w których cywile siedzieli dzień i nocpołudniowoosetyjscy żołnierze ściągali też trupy, których nie można było pochować. - Odór nawet nie był silny albo w zagrożeniu życia nie czuło się go tak mocno. Nie potrafię go do niczego porównać. Cztery zaczynające się rozkładać ciała z jednej strony bunkra, a z drugiej strony odchody blisko setki ludzi, którzy nie mieli odwagi wyjść, żeby załatwić potrzebę na zewnątrz - mówi Swieta, sąsiadka Mariny Gubijewej.

Zdaniem uchodźców Gruzini celowo niszczyli rury wodociągowe i kanalizacyjne na zewnątrz budynków, aby zalać kryjących się ludzi.

- Najpierw gnój i ludzkie gówna miałam po kolana, a potem po pas. Cały czas musiałam trzymać na rękach 3-letnią wnuczkę, bo w piwnicy nie było żadnej szafy wystającej ponad nieczystości, żeby ją na niej położyć - opowiada Zoja Tiechowa, która w sobotę uciekła z Cchinwali.

O czym rozmawia się w schronie, kiedy nad głowami słychać rakiety i bomby? - Nie pamiętam. Pamiętam tylko pustkę - odpowiadają uchodźcy. Sędziwy Mark Dżanajew wspomina, jak po zakończeniu nalotu myślał, że minęła wieczność. Gdy spojrzał na zegarek, okazało się, że tylko pięć minut. Część ukrywających się cywilów dostawała od rosyjskich i południowoosetyjskich żołnierzy suchary oraz kiełbasę. Reszta przeżyła w piwnicach trzy-cztery dni bez wody i jedzenia.

Czekać czy uciekać

- Umrzeć w piwnicy albo umrzeć po drodze to nie to samo. Wydawało się, że próba ucieczki z miasta to niemal pewna śmierć, a dalsze siedzenie w schronie to śmierć na 100 proc. Warto było ryzykować - tłumaczy Lamara Ilijewa.

Do niektórych piwnic podjeżdżały kamazy kierowane przez osetyjskich żołnierzy, a inni uchodźcy wsiadali w prywatne samochody. Opowiadają, że Gruzini strzelali do wszystkich, a nawet - jak twierdzi pracowniczka pogotowia Alana Cchowriedowa - do ambulansów oznaczonych czerwonym krzyżem.

Normalnie droga z Cchinwali do w miarę bezpiecznego Dżawi, gdzie na uchodźców czekały rosyjskie autobusy (jadące na bezpieczną, rosyjską stronę kaukaskiej granicy) zajmuje ok. półtorej godziny. Jednak wiele pouszkadzanych gruzińskimi kulami samochodów psuło się już po kilku kilometrach i dalej Osetyjczycy uciekali pieszo, leśnymi obrzeżami drogi ostrzeliwanej przez snajperów.

- To w lesie Gruzini zamordowali mojego bratanka z żoną i córeczką. Podrzynali gardła - mówi Konstantin Juchiew. Jednocześnie przyznaje, że sam nie widział ciał krewnych, a nawet niektórzy uchodźcy mówią, że trzeba strzec się przesadnych plotek.

Nikt z Osetyjczyków z czterech tymczasowych ośrodków dla uchodźców we Władykaukazie i okolicach nie widział poderżniętych gardeł, o których ze stuprocentową pewnością opowiada rosyjska telewizja. Większość z nich nie wie nawet dokładnie, jak wyglądały walki na ulicach w Cchinwali, bo najpierw siedzieli w piwnicach, a potem pędzili samochodami na oślep. Dopiero po rosyjskiej stronie granicy dotarły do nich pogłoski o kilkudziesięciu cywilach ze wsi Mugut, których Gruzini mieli wziąć w niewolę. I o co najmniej siedmiu doszczętnie spalonych osetyjskich wsiach pod Cchinwali, których mieszkańcy mieli przepaść bez wieści.

- Wierzę, że tak było. Ale nie widziałam i nie znam nikogo, kto to widział. Nie mogę się więc pod tym podpisać - tłumaczy Laura Chcawiebowa tuż po zeznaniach u prokuratora we Władykaukazie. Rosjanie zbierają opowieści uchodźców, aby - jak tłumaczy Kreml - przed międzynarodowym trybunałem oskarżyć władze Gruzji o zbrodnie na cywilach.

Uchodźcy ubrani w odzież podarowaną przez mieszkańców Władykaukazu wyglądają trochę jak wczasowicze, kiedy odpoczywają na ławkach przed szkołami i pensjonatami, w których ich zakwaterowano. Nie widać po nich bólu, a o koszmarze w Cchinwali najczęściej opowiadają spokojnym głosem, bez krzyku, z kaukaską godnością. Choć kilka sąsiednich republik (m.in. Karaczejo-Czerkiesia i Dagestan) zaoferowało im już łącznie kilka tysięcy miejsc w domach wypoczynkowych, ale większość Osetyjczyków chce już wracać do domów.

Wczorajsze informacje o spokoju w Cchinwali sprawiły, że część uchodźców zamierzała już nocą wracać do niszczonego miasta, gdzie zginęło ponad 2 tys. ludzi. Tam bowiem zostali ich młodzi mężczyźni - synowie, bracia, mężowie, którzy bronili Cchinwali przed Gruzją. Większość uchodźców nie wie, czy ich bojownicy z ich rodzin żyją. - Ale wiem, że to moja ziemia. Nie wycierpiałam na niej tyle, żeby teraz się poddać - tłumaczy Gula Goduchowa.

Zobacz najnowsze wideo

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najnowsze informacje