Dziś do Gruzji leci wiceszef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki. Wiezie
siedmiopunktowy plan przygotowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego w porozumieniu z prezydentami Litwy, Łotwy i Estonii.
- Jadę z posłaniem poparcia. Nie godzimy się z agresją na niepodległe i suwerenne państwo - mówi "Gazecie" Kownacki. Wczoraj po południu Kaczyński rozmawiał przez telefon z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym przewodzącym UE w tym półroczu. - Musimy przekonać UE i inne państwa, żeby jak najszybciej włączyły się w rozwiązanie konfliktu w Gruzji - mówi Kownacki.
Prezydent miał też po raz kolejny rozmawiać z prezydentami Litwy i Ukrainy. - Ukraińcy są skrajnie zaniepokojeni - podkreśla Kownacki. - Jeśli świat odpuści Gruzję, to
Ukraina będzie następna.
Prezydent i premier uzgodnili plan działania podczas kilkugodzinnej rozmowy w sobotę na gdańskim lotnisku Rębiechowo.
Lech Kaczyński podkreślił, że w sprawie Gruzji chce "wspólnego działania prezydenta, premiera, ministra spraw zagranicznych, całego rządu": - To jest jedna z kilku spraw, które są ponad obozami i podziałami politycznymi. Nie chcę w tej chwili żadnych napięć.
Tusk mu wtórował: - Obaj oceniamy realistycznie sytuację w Gruzji, nie ma mowy o tym, żeby jakikolwiek polski polityk wykazał się tutaj niepotrzebną nadgorliwością, ale potrzebna jest stanowczość. Świat się znalazł w kłopotliwej sytuacji - dodał.
Wyjaśnił, że podzielił się z prezydentem obowiązkami: Lech Kaczyński bierze na siebie współpracę z prezydentami państw europejskich. A premier - współpracę ze strukturami Unii.
Na żądanie Polski najprawdopodobniej pojutrze zbiorą się ministrowie spraw zagranicznych UE. - Unia powinna podjąć się misji stabilizacyjnej. Jest wiarygodna wobec obu stron. Byłaby mniej drażliwym partnerem niż na przykład NATO, a bardziej efektywnym niż ONZ - wyjaśniał minister Radek Sikorski, który też spotkał się z prezydentem Kaczyńskim.
Ujawnił, że i z Francji, i z Niemiec otrzymał sygnały, że Unia gotowa byłaby odegrać rolę stabilizacyjną. Zapowiedział, że polski rząd "poważnie rozważy" aktywny udział w takiej misji.
Prezydenci Polski, Litwy, Łotwy i Estonii wydali w sobotę wspólną deklarację potępiającą działania rosyjskich sił zbrojnych. "UE i NATO muszą sprzeciwić się szerzeniu imperialistycznej i rewizjonistycznej polityki na wschodzie Europy. Nowe międzynarodowe siły pokojowe powinny być utworzone, gdyż te, które powołano dotychczas, dowiodły swej nieskuteczności" - napisali.
- Jest to oświadczenie ostre, ale sytuacja tego wymaga - mówił Lech Kaczyński i podkreślił, że "po raz pierwszy stawia sprawę jasno". - Do tej pory i w UE, i w NATO istniał specyficzny sposób wypowiadania się o Rosji, który nie tyle odkrywał rzeczywistość, ile ją przykrywał.
Prezydent ocenił, że wydarzenia w Gruzji są "bardzo mocnym argumentem" za usytuowaniem w Polsce elementów tarczy antyrakietowej. - Mam nadzieję, że ta sprawa dobiegnie do szczęśliwego finału - dodał.
Kancelaria Prezydenta udostępniła swoją stronę internetową gruzińskiemu MSZ, którego strona została zablokowana przez Rosjan.
Wczoraj rosyjski MSZ wytknął krajom zachodnim stosowanie podwójnych standardów w ocenie wydarzeń w Płd. Osetii. A Polsce, Litwie, Łotwie i Estonii dodatkowo zarzucił cynizm. - Znaleziono najbardziej cyniczne i niefortunne formy wyrażenia tego niezrozumiałego i nielogicznego stanowiska - stwierdził rosyjski wiceminister MSZ Grigorij Karasin. Dodał, że Zachód tylko przeszkadza Rosji w prowadzeniu "operacji mającej na celu przymuszenie do pokoju".