Magda Nowakowska: Czy możemy mówić o otwartym konflikcie Gruzji z Rosją?
Giorgi Margwelaszwili: Możemy mówić o otwartej obronie Gruzji przed agresją ze strony Rosji. Gruzja nie stara się wejść w konflikt z Rosją. Ani jeden oddział wojsk gruzińskich, ani jeden żołnierz nie wszedł na terytorium Federacji Rosyjskiej. Nasze wojsko otwarcie broni kraju przed rosyjskimi agresorami, np. w postaci samolotów naruszających przestrzeń powietrzną Gruzji.
Dlaczego konflikt rozgorzał właśnie teraz?
- Myślę, że Rosja sprowokowała eskalację konfliktu, korzystając z tego, że uwaga świata skupiła się na igrzyskach olimpijskich. Przecież co chwila dochodziło do potyczek granicznych, a Kreml otwarcie pomagał separatystom. Wydaje choćby swoje paszporty mieszkańcom Południowej Osetii, czyli mieszkańcom innego państwa.
Czy Gruzini mają jakiś plan? I co może zrobić Rosja?
- Trudno mi mówić o konkretnych planach. Myślę jednak, że w gruzińskim sztabie generalnym plan zajęcia Południowej Osetii istniał już od dawna.
Jeśli chodzi zaś o Rosję, to jej wojsko sporadycznie włączało się dotychczas w konflikt. Kremlowi nie zależy bowiem na rozwiązaniu konfliktu, nawet przy użyciu siły, ale na ciągłym utrzymaniu go w aktywnej fazie, na podgrzewaniu atmosfery. Moim zdaniem w interesie Rosji leży przede wszystkim to, by w regionie ciągle miały miejsce starcia.
Czy popierający Gruzję Amerykanie dali "zielone światło" akcji odbicia Cchinwali z rąk separatystów?
- Ale na co mieliby zgodzić się Amerykanie? Terytorium Południowej Osetii jest oficjalnie uznawane przez społeczność międzynarodową, w tym rządy amerykański i rosyjski, za integralną część państwa gruzińskiego. Niestety, sytuacja zaostrzyła się do tego stopnia, że strona gruzińska zmuszona była interweniować militarnie i wszystko wskazuje na to, że nie było innego wyjścia.
* Giorgi Margwelaszwili jest analitykiem Fundacji dla Rozwoju i Demokracji