Zwolnienie z pracy, kontrole podatkowe, wyrzucenie ze studiów i aresztowanie za przeklinanie w miejscu publicznym - w taki sposób białoruskie władze chcą zniechęcić opozycjonistów przed kandydowaniem do parlamentu. - Jeżeli represje będą kontynuowane, zbojkotujemy wybory - zapowiadają liderzy opozycji
Fot. SERGEI CHIRIKOV AP
Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka
Wybory na Białorusi mają odbyć się 28 września. Białoruska opozycja, która utworzyła wspólną koalicję, zamierza wystawić kandydatów w każdym okręgu wyborczym. Choć formalnie listy tworzy się dopiero za miesiąc, to 110 nazwisk kandydujących opozycjonistów można już znaleźć w niezależnych portalach internetowych.
Aleksander Łukaszenka zadeklarował, że nie będzie przeszkadzał opozycji w prowadzeniu kompanii wyborczej.
- Pokażemy Rosji i Zachodowi, jak trzeba przeprowadzać wybory - oświadczył kilka dni temu białoruski prezydent, obiecując, że wybory parlamentarne będą "wzorowe" z punktu widzenia zasad demokratycznych.
Jednak początek kampanii nie zapowiada zmiany na lepsze. Przekonał się o tym Aleksander Mech, inżynier kobryńskiej filii państwowego przedsiębiorstwa Biełtransgaz, który będzie kandydował do parlamentu jako kandydat opozycyjnej koalicji.
- Zostałem wezwany do gabinetu kierownika, gdzie był obecny również szef lokalnego KGB. Oznajmili mi, że jeśli się nie wycofam, stracę pracę - opowiada "Gazecie" Aleksander Mech. Kandydat się nie ugiął i faktycznie został zwolniony. W przedsiębiorstwie nikt nie chciał rozmawiać z "Gazetą" o przyczynach zwolnienia.
Opozycyjnymi kandydatami zainteresował się też urząd skarbowy. Już pięciu z nich wraz z krewnymi musi w najbliższych dniach złożyć specjalne deklaracje o dochodach do urzędu skarbowego.
Reżim nie zapomina również o młodzieży. W ostatnim tygodniu dwoje działaczy opozycyjnych Siergej Jenin z Grodna i Kaciaryna Mańczuk z Mozyrza wyleciało ze studiów. Oboje mówią, że to zemsta za działalność opozycyjną.
Dla tych, których już nie da się zastraszyć, pozostają areszty. Michaś Paszkiewicz, przedstawiciel opozycji w centralnej komisji wyborczej, odsiaduje właśnie wyrok 7 dni aresztu za rzekome przeklinanie na ulicy.
- Jeżeli przedstawiciele opozycji nie zostaną włączeni do lokalnych komisji wyborczych i jeżeli represje będą kontynuowane, na dzień przed wyborami wycofamy swych kandydatów - powiedział "Gazecie" Aleksander Milinkiewicz, lider opozycyjnego ruchu O Wolność. Opozycji zależy na tym, by mogła agitować przez całą kampanię i dlatego chce wycofać się tak późno.
Groźba bojkotu może być skuteczna, bo Łukaszenka od dłuższego czasu zabiega o polepszenie stosunków z Zachodem. Unia Europejska i USA jednym głosem mówią, że polepszenie jest możliwe wyłącznie wtedy, gdy białoruski reżim zademonstruje chęć demokratyzacji. A sprawdzianem tego może być właśnie kampania wyborcza.