Nowo mianowany minister środowiska Carlos Minc przyznał nieoczekiwanie, że dziki wyrąb amazońskiej dżungli po kilku latach spowolnienia znowu przyspiesza - według danych rządowych nawet o 60 proc. Tylko przez ostatnie cztery miesiące 2007 r. nielegalnie wyciętych zostało 7 tys. km kw. lasu tropikalnego. Zaalarmowany rząd wysłał na początku roku do puszczy policję, która zajęła dziesiątki nielegalnych tartaków i skonfiskowała 16 tys. ton drewna.
Reakcja była jednak spóźniona. Zagrożenie dla Amazonii rosło bowiem w ostatnich latach proporcjonalnie do wzrostu samozadowolenia prezydenta Inacio Luli da Silvy, pod którego rządami Brazylia utrzymuje wysokie tempo wzrostu gospodarczego w granicach 3-4 proc.
Prezydent coraz chętniej przychylał się do opinii, że
ochrona środowiska musi ustąpić przed wymogami rozwoju najbiedniejszych regionów, modernizacji i wzrostu zatrudnienia. Tego zwrotu nie wytrzymała poprzedniczka ministra Minca, niezwykle popularna ekolog Marina Silva, która po pięciu latach odeszła z trzaskiem, wywołując przy tym wielkie poruszenie.
W liście do prezydenta Silva napisała, że odchodzi, bo "od pewnego czasu napotyka w rządzie na opór w realizacji programu ochrony środowiska". Czarę goryczy przelała decyzja Luli, który szefem wielkiego programu rozwoju Amazonii uczynił nie Silvę, lecz jednego z ministrów.
Silva przegrała też walkę o wpływy z potężną szefową kancelarii prezydenta Dilmą Rousseff, którą prezydent postawił na czele szerszego "planu przyspieszonego rozwoju gospodarczego kraju". Plan koliduje z programem ochrony Amazonii przygotowanym przez Silvę.
Głośno żałowali jej odejścia i ministrowie, i ludzie z otoczenia prezydenta. - Odcisnęła piętno swoich przekonań na rządzie. Jestem jak najlepszego zdania o jej pracy - mówił przewodniczący parlamentu Arlindo Chinaglia.
- Była punktem odniesienia w sprawach ekologii dla Brazylii i świata - przyznał minister sportu. - Jej odejście to ostateczny dowód, że ta sprawa straciła dla rządu znaczenie - oburzał się szef brazylijskiego Greenpeace'u.
Prezydent Lula był jednak nieugięty. - Nie możemy myśleć o Amazonii jak o jakiejś świątyni - oświadczył.
Przez pięć lat minister Silva twardo sprzeciwiała się nie tylko dzikiemu wyrębowi dżungli amazońskiej, lecz przede wszystkim wielkim inwestycjom, jak budowa elektrowni i dróg przecinających Amazonię. Wszelkim projektom przemysłowym i rolnym, np. poszerzeniu plantacji soi, Silva stawiała ostre wymagania ekologiczne i pod naciskami nie ustępowała ani o krok.
Największe nowe projekty to wielkie zapory i elektrownie wodne na wielkich dopływach Amazonki - Santo Antonio i Jirau na rzece Madeira oraz Belo Monte na rzece Xingu, która ma być trzecią największą elektrownią na świecie. Te trzy inwestycje, w których chcą wziąć udział zagraniczne koncerny energetyczne, mają kosztować w sumie prawie 18 mld dol., ale do 2013 r. mają zaspokoić 15 proc. zapotrzebowania Brazylii na energię elektryczną.
Brazylijski rząd myśli też o zmianie koryta czwartej co do wielkości rzeki kraju Sao Francisco w celu nawodnienia suchych obszarów rolnych oraz o budowie pierwszej wielkiej drogi bitej z Amazonii przez Andy do peruwiańskich wybrzeży Oceanu Spokojnego.
Niektóre z tych projektów już wywołują gwałtowne protesty. Kilka dni temu Indianie znad Xingu demonstrowali przeciw budowie elektrowni Belo Monte, która grozi zniszczeniem 150 km biegu rzeki i zalaniem 450 km kw. lasu. 10 lat temu podobny protest Indian przeciw budowie elektrowni zakończył się sukcesem, gdy do protestujących dołączyli zagraniczni ekolodzy oraz m.in. muzyk
Sting.
Dymisja Silvy oraz plany ekspansji przemysłu w głąb amazońskiego interioru oznaczają, że rząd, który dotąd godził troskę o Amazonię z potrzebami gospodarki, ugina się pod naciskiem plantatorów, hodowców i inwestorów. Tym bardziej że Silva była ekologiczną wizytówką rządu i uosabiała dojście do władzy ludzi z nizin społecznych, przez lata wyzyskiwanych, wykluczonych i poniżonych.
W dodatku Marina Silva była od lat jednym na najbliższych współpracowników prezydenta Luli jeszcze z czasów, gdy ten był związkowcem i przywódcą Partii Pracujących. Silva do 16. roku życia pracowała przy zbiorze kauczuku, a czytać i pisać nauczyły ją dopiero w tym samym wieku zakonnice.
Mimo to Marina skończyła
studia historyczne, a w latach 80. przyłączyła się o sławnego obrońcy Amazonii Chico Mendesa, zamordowanego w 1988 r. na zlecenie właścicieli ziemskich i przedsiębiorców leśnych. W 1994 Silva została najmłodszym w Brazylii senatorem, a w 2002 r. ministrem środowiska.
Amazonia zajmuje prawie 60 proc. terytorium Brazylii. Na obszarze 4,21 mln km kw. gromadzi jedną piątą globalnych zasobów wody słodkiej oraz 15 proc. wszystkich gatunków światowej fauny i flory. Amazonia do tej pory skurczyła się już o jedną piątą.