Polacy wybierają burmistrza Londynu

W czwartek 1 maja w wyborach burmistrza Londynu weźmie udział 80 tysięcy Polaków. Ponad trzy razy więcej, niż w październikowych wyborach do polskiego Sejmu. Czy los stolicy Wielkiej Brytanii jest ważniejszy dla polskich emigrantów niż ich własna ojczyzna?
Każdy mieszkający w Londynie pełnoletni Europejczyk ma prawo do głosowania w wyborach lokalnych. Wystarczyło się zarejestrować przed 16 kwietnia. Magda (32), programistka z Canary Wharf, zadbała o rejestrację już dwa lata temu. Wcale nie myślała wtedy o wyborach. - Jeśli nie ma cię na liście wyborczej, trudniej dostać kredyt - wyjaśnia - a ja właśnie kupowałam mieszkanie trochę przekraczając mój budżet i każdy punkt się liczył. Teraz rejestracja będzie jak znalazł. Na kogo zagłosuje, Magda nie chce zdradzić. Ale do wyborów pójdzie na pewno. - Żyję tu i teraz - mówi - denerwują mnie wysokie ceny biletów na metro i opłaty za wjazd samochodem do centrum. Chcę decydować o tym, co dzieje się wokół mnie.

Rafał (26), pracownik budowlany, w wyborach do polskiego Sejmu nie głosował. - Pojechałem nawet pod POSK, ale odstraszyła mnie kolejka - mówi - nie mam zamiaru poświęcać niedzieli, mojego jedynego wolnego dnia w tygodniu, na wystawanie w ogonku. Nawet dla najbardziej szczytnej idei. Rafał uważa, że Anglicy potrafią się lepiej zorganizować, dlatego w wyborach na burmistrza Londynu na pewno weźmie udział. Korespondencyjnie. Już dostał pocztą formularz, który w czwartek rano, w drodze do pracy, wrzuci do skrzynki. Wcześniej musiał tylko zaznaczyć na druku przysłanym mu przez lokalne władze, że taka właśnie forma głosowania go interesuje. Rafał jeszcze nie wie, na kogo odda swój głos. - Przy porannej kawie przeczytam ulotkę, która przyszła pocztą i wtedy zdecyduję - mówi.

Na kogo głosować, waha się też Justyna (30), sprzedawczyni z Ealingu - najbardziej polskiej dzielnicy w Londynie. Podoba jej się obietnica Laburzysty - obecnie urzędującego burmistrza Londynu, dotycząca podniesienia minimalnej płacy dla mieszkańców stolicy. W nowe, tanie mieszkania, którymi również mami Ken Livingston Justyna nie wierzy. - Już gdzieś to słyszałam - uśmiecha się - poza tym nie sądzę, żeby szybko było mnie stać na mieszkanie w Londynie, niezależnie od tego, kto wygra wybory - mówi - już raczej przeniosę się na angielską prowincję.

Justyna idzie głosować, bo wiąże swoją przyszłość z tym krajem. Do Polski nie wróci. - Doznałam tam tylu upokorzeń podczas szukania pracy, że nie chcę nawet o tym myśleć - wyjaśnia. Poza tym Justyna ma chłopaka Australijczyka, który nie chce słyszeć o przeprowadzce do "dzikiego" kraju nad Wisłą.

Polskie głosy są ważne

Zarówno kandydat Partii Pracy, ubiegający się o trzecią już elekcję, jak i jego najpoważniejszy przeciwnik, konserwatysta Boris Johnson dostrzegli potencjał drzemiący w imigrantach. Nic dziwnego - o wyniku ostatnich wyborów w 2004 roku przesądziła przewaga zaledwie 171 tysięcy głosów. 180 tysięcy nowo zarejestrowanych wyborców pochodzących z krajów Unii Europejskiej, wśród nich prawie połowa Polaków, stanowi łakomy kąsek wyborczy.

Obaj kandydaci odbyli spotkania z przedstawicielami Polonii. Ken Livingstone poparł Polaków w proteście przeciwko oczerniającemu ich brukowcowi Daily Mail. Boris Johnson zapowiada więcej darmowych kursów angielskiego dla Polonii (ESOL) i poparcie organizacji polskiego festiwalu na Trafalgar Square. Konserwatysta planuje jednak również wprowadzenie zakazu spożywania alkoholu w metrze. - To jakiś żart - komentuje Piotrek (24), kierowca - na pewno na niego nie zagłosuję. Piotrek planuje wrócić do Polski, jak odłoży na mieszkanie. Ale w wyborach weźmie udział. - Na razie mieszkam tu, więc tu będę głosował - mówi.

Kogo porą Polacy?

Na kogo będą głosować Polacy? - To Partia Pracy otworzyła dla nas brytyjski rynek pracy - mówi Marcin (34), bankowiec z City - chyba należy im się jakiś dowód wdzięczności? Z drugiej strony nie podobało mi się, w jaki sposób Ken Livingstone gospodarował pieniędzmi pochodzącymi z naszych podatków, opłacając zastępy nikomu niepotrzebnych doradców i konsultantów - dodaje - mam ciężki orzech do zgryzienia. Problemu z wyborem kandydata nie ma Daniel (27), pracownik budowlany. - Boris Johnson bardzo sympatycznie zaprezentował się w moim ulubionym programie Top Gear - mówi - czemu nie miałbym zagłosować na niego?

Z wypowiedzi na polonijnych forach dyskusyjnych wynika, że sporą popularnością wśród osiadłych w Londynie Polaków cieszy się kandydat partii Liberalno-Demokratycznej Brian Paddock. Jednak z dziesięcioprocentowym poparciem (pozostali dwaj kluczowi kandydaci 42 i 41 procent), Paddock ma małe szanse na zwycięstwo

Wybory lokalne w Wielkiej Brytanii już 1 maja.