Sprawa Fritzla zatacza coraz szersze kręgi

Nowe wątki pojawiły się w sprawie Josefa Fritzla, ujawniają austriackie media: śledczy badają, czy ma on związek z zabójstwem 17-latki Martiny Posch, której ciało znaleziono nad jeziorem Mondsee. Do prowadzących sprawę zgłosiła się też kobieta, która zeznała, że "jest pewna" iż Fritzl zgwałcił ją w jej własnym domu w 1967 roku.
Występująca anonimowo mieszkanka Linzu oskarżyła, na łamach "Oberoesterreichische Nachrichten", Fritzla o to, że zgwałcił ją w 1967 roku.

- Kiedy zobaczyłam w telewizji jego zdjęcie, wiedziałam: "Tak, to on. Te oczy. Po nich go poznałam" - mówiła.

- Owinął ścierkę do naczyń wokół rączki kuchennego noża. Jedno i drugie wziął z mojej kuchni. Przyłożył mi nóż do gardła i powiedział: "Jeśli będziesz krzyczeć, to cię zabiję. Potem mnie zgwałcił. Zanim sobie poszedł, zagroził jeszcze, że mnie zabije, jeśli cokolwiek powiem.

Kobieta wniosła jednak skargę i odbył się proces - informuje agencja APA. Brak jednak informacji o wyroku, szczegółach rozprawy itp. Brak też oficjalnego potwierdzenia słów kobiety. Już wcześniej prokurator prowincji Poelten ujawnił, że akta tej sprawy zostały zniszczone i, że jest to rutynowa procedura po tylu latach. Dodał jednak, że śledczy poszukują zapisów tego procesu w innych dokumentach: sądowych i prokuratorskich.

Fritzl mordercą?

Z kolei agencja Associated Press dowiedziała się w komendzie głównej policji w Górnej Austrii, że ta sprawdza, czy Fritzl mógł mieć coś wspólnego z zabójstwem 17-letniej Martiny Posch, której zwłoki znaleziono nad jeziorem Mondsee. Jedna z gazet austriackich ustaliła, że żona Fritzla miała wtedy gospodę na przeciwległym brzegu jeziora.

Pierwsze spotkanie rodziny

- Rodzina Fritzlów spotkała się razem w naszym szpitalu, gdzie odwiedzili Elisabeth - poinformowała we wtorek wieczorem klinika, w której przebywa córka Josefa Fritzla. Tego samego wieczoru setki mieszkańców małego Amstetten zebrało się na miejskim placu, aby za pomocą świec, wspólnej modlitwy czy po prostu obecności wyrazić solidarność z rodziną, której ojciec przez 24 lata ukrywał, że w piwnicy domu więził własną córkę. Przez cały czas gwałcił ją, urodziła mu siedmioro dzieci.

Członkowie rodziny terroryzowanej przez dekady spotkali się po raz pierwszy w życiu w klinice, gdzie psychiatrzy próbują pomóc im dojść do zdrowia - podają lokalne władze.

Szczegóły tego spotkania pojawiły się w nocy z wtorku na środę podczas konferencji prasowej. Policja oinformowała na niej, że na podstawie testów DNA potwierdzono, że Josef Fritzl jest ojcem swoich wnuków. Emerytowany elektryk przyznał się zresztą do tych zarzutów i współpracuje z policją, gdyż - jak informowała w relacji z sali sądowej austriacka telewizja ORF - "chce dokonać odkupienia grzechów".

- Zadziwiające, jak łatwo udało się dzieciom spotkać i równie zadziwiające, że matka i babcia także mogły ze sobą rozmawiać - powiedział agencji Associated Press dyrektor kliniki Berthold Kepplinger.

Troje dzieci przez lata było więzionych wraz ze swoją matką (a zarazem siostrą) w podziemnym labiryncie i aż do wczoraj nigdy nie spotkało ani trójki swego rodzeństwa, ani babci, którzy mieszkali piętro wyżej. Psychiatrzy z kliniki poinformowali, że piątka dzieci oraz Rosemarie (żona Fritzla) spotkali się po raz pierwszy w niedzielę, gdzie odwiedzili w szpitalu Elisabeth - córkę Josefa Fritzla i matkę jego dzieci.

42-letnia dziś Elisabeth została uwięziona w podziemnym aneksie, który jej ojciec zbudował w rodzinnym domu w Amstetten (małym robotniczym mieście położonym 115 kilometrów na zachód od Wiednia), gdy miała 18 lat.

Testy DNA potwierdziły ponad wszelką wątpliwość, że Fritzl jest ojcem siódemki dzieci, które urodziła w piwnicy Elisabeth. Jedno z nich nie przeżyło porodu - Josef spalił zwłoki w piecu do utylizacji śmieci.

Żona nie była zamieszana

Śledczy poinformowali, że "wstępnie wykluczają" popularną wśród austriackich mediów wersję, zgodnie z którą Rosemarie wiedziała o wszystkim, co działo się w podziemnym labiryncie. Według policji, Rosemarie nie była w żaden sposób zamieszana w koszmarną historię i nie wiedziała o tym, co jej mąż robi każdej w nocy, schodząc do piwnicy.

Rosemarie rozmawiała przed laty ze swoją przyjaciółką Gertudą Baumgarten o dziecku porzuconym w progu jej drzwi. - Powiedziała, że myślała że dziecko jest owocem związku jej córki Elisabeth z kimś z sekty i ona sama nie może się nim zająć, więc Rosemarie zrobiła to za nią. - relacjonowała wcześniejszą rozmowę Baumgarten. Dodała, że pamięta słowa Rosemarie, która miała powiedzieć: "Co możemy zrobić? Musimy przyjąć to dziecko".

- Nigdy nie wiedziała o koszmarze, który rozgrywał się w tym czasie- powiedziała, dodając, że "wierzy, że najwłaściwiej byłoby wziąć linę i powiesić go". - Co za świnia! - powiedziała.

Empatia Amstetten

Poruszona historią z Austrii jest opinia publiczna na całym świecie, ale najbardziej oczywiście samo Amstetten - małe miasto, którego mieszkańcy żyli w przekonaniu, że Fritzlowie to zwykła, dobra rodzina dotknięta tragiczną historią porwanej przez sektę córki. Taką bowiem wersję przez 24 lata przedstawiał ojciec rodziny, który zmusił Elisabeth do napisania kilku listów (jakie następnie przedstawiał mediom), w których ona sama mówi o swoim pobycie wśród sekty.

Mieszkańcy miasta, często znajomi i sąsiedzi Fritzlów, zebrali się w geście solidarności z rodziną na placu w miasteczku, gdzie zapalili setki zniczów i świec.