W Kosowie będą dwie władze

- Serbami i Albańczykami w Kosowie nie mogą rządzić te same instytucje - mówi ?Gazecie? Slobodan Samardżić, serbski minister ds. Kosowa
Agnieszka Skieterska: W niedzielę Kosowo ma ogłosić niepodległość. Jaki plan ma rząd Serbii?

Slobodan Samardżić*: Nie uznamy niepodległości Kosowa i będziemy dążyć do jej anulowania. Taka deklaracja narusza naszą suwerenność i integralność terytorialną. Łamie też prawo międzynarodowe. Ogłoszenie niepodległości przez Kosowo zagraża nie tylko sytuacji w Serbii, ale w ogóle stabilizacji na Bałkanach. Na terenie Kosowa serbski rząd, administracja, sieć instytucji i organizacji będą działały jak dotychczas. Serbia będzie realizowała swoje zadania dotyczące edukacji, opieki medycznej, polityki socjalnej, infrastruktury komunalnej itd. Tamtejsi Serbowie są równorzędnymi obywatelami naszego kraju. Niemożliwe jest, aby Serbami i Albańczykami zarządzały te same instytucje.

Niektórzy przewidują, że po ogłoszeniu niepodległości możliwy jest podział Kosowa na serbską część północną i południową albańską. Czy rząd bierze pod uwagę takie rozwiązanie?

- Podział Kosowa jest niemożliwy prawnie, politycznie i praktycznie. Prawnie, bo to część Serbii. Politycznie, bo byłby to niebezpieczny precedens dla Republiki Serbskiej w Bośni i Hercegowinie, części Macedonii, wschodniej Czarnogóry, Abchazji, Naddniestrza... Praktycznie podział też nie jest możliwy, bo nie wiadomo, gdzie i wedle jakich kryteriów miałby zostać przeprowadzony. Na rzece Ibar [przepływa przez podzielone między Serbów i Albańczyków miasto Mitrovica]? Przecież mimo 200 tys. uchodźców serbskich, którzy opuścili Kosowo, nadal największa część serbskiej populacji mieszka na południe od tej rzeki. Tam też znajduje się najwięcej cennych monastyrów prawosławnych.

Serbowie uciekają z Kosowa. W niektórych miejscowościach 70-80 proc. mieszkańców przeniosło się do Serbii. Czy rząd planuje coś z tym zrobić?

- Inwestujemy, np. tworzymy miejsca pracy w małym i średnim biznesie, poprawiamy drogi i infrastrukturę w gminach, gdzie mieszają Serbowie. Myślimy też o pożyczkach i kredytach dla ludności. Na południe od Ibar niektóre serbskie enklawy przypominają getta. Niedawno byłem w Orahovacu - tam części miasta są oddzielone od siebie drutem kolczastym. Poprawiając warunki życia, chcemy przekonać ludzi do pozostania, a uchodźców do powrotu do Kosowa.

Naprawdę liczy pan, że serbscy uchodźcy wrócą kiedyś do swych domów w Kosowie?

- Coraz mniej osób się na to decyduje. W 2002 roku gotowych na powrót było ok. 67 proc. uchodźców. Aktualnych badań nie mamy. Z drugiej strony wiele z tych osób nadal jest w trudnej sytuacji: bez pracy, często mieszkają w tymczasowych ośrodkach. Ci ludzie są zainteresowani powrotem do Kosowa, w rejony, gdzie Serbowie są większością.

Ale na razie nie wracają.

- To prawda. Serbowie sprzedają swoją ziemię i uciekają. Ale to rezultat administrowania regionem przez ONZ i presji ze strony albańskiej ludności. To też efekt polityki prowadzonej przez instytucje kosowskie ustanowione przez ONZ. Zachowanie Serbów będzie zależało od tego, jak bezpiecznie będzie w Kosowie. A zwłaszcza od działań KFOR [międzynarodowe siły dowodzone przez NATO], bo to jedyna instytucja w Kosowie odpowiedzialna za bezpieczeństwo, której w jakiejś mierze ufamy. Siły KFOR dały nam ustną gwarancję, że będą chronić Serbów, jeśli pojawi się jakieś niebezpieczeństwo.

Dlaczego Serbia protestuje przeciw unijnej misji policyjno-urzędniczej?

- Ta misja ma jeden cel - umożliwić niepodległość Kosowa. To dla nas wystarczający powód, by być przeciwko niej.

Kosowo widujemy tylko w prognozie pogody - powiedzieli mi młodzi Serbowie. Belgrad od prawie dziewięciu lat nie kontroluje sytuacji w regionie. Dlaczego jesteście gotowi zgodzić się na szeroką autonomię Kosowa, ale nie niepodległość?

- Jeśli uznalibyśmy niepodległość Kosowa, musielibyśmy uznać niepodległość Republiki Serbskiej w Bośni, a tego nie chcemy. Zaoferowaliśmy Albańczykom z Kosowa najszerszą z możliwych autonomii. Region ten byłby praktycznie corpus separatum [tego określenia w 1947 roku użyła ONZ w niezrealizowanym planie wobec Palestyny i Jerozolimy]. To realistyczna oferta. My kontrolowalibyśmy tylko granice i politykę zagraniczną.

Nie boi się pan, że po ogłoszeniu niepodległości w Kosowie znów poleje się krew?

- To pytanie należałoby zadać siłom KFOR i władzom w Kosowie. To one wielokrotnie sugerowały, że jeśli ich niepodległość nie zostanie uznana, sięgną po broń.

*Slobodan Samardżić - minister ds. Kosowa i Metochii, dr politologii, wykładowca na uniwersytecie w Belgradzie, wieloletni współpracownik premiera Serbii Vojislava Kosztunicy