W takim projekcie mogłyby uczestniczyć wszystkie zainteresowane państwa (w tym
Izrael i
Rosja), zaś losy wypędzonych można by przedstawić w szerszym kontekście historycznym - wyjaśnia Tusk.
Zdaniem premiera, placówka mogłaby powstać w Gdańsku, gdzie od ataku pancernika Schleswig-Holstein na Westerplatte rozpoczęła się II wojna światowa.
- To świetny pomysł - tak propozycję Donalda Tuska skomentował w
radiu ZET szef dyplomacji
Radosław Sikorski. - Uważam, że powinniśmy przedstawiać reszcie Europy naszą historię. Problem ze zjednoczeniem Europy polega na tym, że Europa Zachodnia wykonała zbyt mały wysiłek intelektualny, aby zrozumieć co się działo w naszej części Europy przez drugą połowę XX wieku - uważa szef MSZ.
Sikorski o pomyśle upamiętnienia wypędzonych czytaj Choć w Polsce nastąpiła zmiana rządu, między Berlinem a Warszawą pozostały nierozwiązane kwestie sporne. Jednak liczy się również ton, w jakim problemy te będą omawiane - oznajmił Tusk deklarując jednocześnie, że nie chce tych różnic postrzegać z "okopów historii".
Propozycja Tuska ma stanowić alternatywę wobec planów Eriki Steinbach, szefowej Związku Wypędzonych (BdV), aby utworzyć w Berlinie Centrum Przeciwko Wypędzeniom, a także wobec koncepcji niemieckiego rządu, który chce upamiętnić wysiedlenia za pomocą tzw. "widocznego znaku".
"Stanowisko Steinbach nie do zaakceptowania" Plany Steinbach skrytykowała również w poniedziałek pełnomocniczka niemieckiego rządu ds. współpracy z Polską Gesine Schwan. Jej zdaniem, szefowa BdV ustawicznie zapomina, że jedną z przyczyn wypędzeń był narodowy socjalizm. - Według niej, narodowy socjalizm dał jedynie okazję do wypędzeń, zaś zamiar ich przeprowadzenia narodził się z innych powodów. To stanowisko jest dla Polski oraz dla mnie całkowicie nie do zaakceptowania - oceniła Schwan. We wtorek premier Tusk uda się z wizytą do Berlina.