Vaclav Havel: My zawsze zapraszamy obserwatorów

- W demokracji nawzajem się kontrolujemy - mówi były prezydent Czech Vaclav Havel
Panie prezydencie, w poniedziałek w Krakowie zaprezentowana została pańska nowa książka "Tylko krótko, proszę". Podczas konferencji prasowej, odpowiadając na pytanie dotyczące oceny aktualnej sytuacji w Polsce, mówił pan o potrzebie przedterminowych wyborów: "To żaden wstyd dla demokracji. I nie jest też hańbą zaproszenie na nie obserwatorów z UE, OBWE czy innych organizacji"...

- Myślę, że do dobrych międzynarodowych zwyczajów należy wzajemne wysyłanie obserwatorów międzynarodowych na wybory. W większości przypadków państwa uważają to nawet za zaszczyt. Na przykład Republika Czeska zawsze zaprasza na swoje wybory obserwatorów. Pamiętam, że kiedy byli u nas na wyborach, bardzo mnie cieszyły ich dobre oceny, informacje i wrażenia, które mi przekazywali. Wydaje mi się, że w demokracji jest czymś zupełnie oczywistym, że nawzajem się kontrolujemy. Gdyby tak nie było, to każdy rząd mógłby się obrazić, że istnieje Najwyższa Izba Kontroli. Wszystkie poważne firmy uznają za zaszczyt i oczywistość zamówienie niezależnego audytu i płacą za to duże pieniądze. Dobre wyniki kontroli leżą w interesie kontrolowanego, a nawet uważam, że w jego interesie leży, żeby warunki były jak najbardziej surowe.

Jednak pańskie słowa oburzyły wielu naszych polityków oraz prorządowych komentatorów.

- Jeśli moją marginesową uwagę ktoś zrozumiał jako atak na polską demokrację czy jako jej kwestionowanie albo wręcz obrazę Polaków, to naturalnie mnie to martwi i bardzo za to przepraszam. Myślę jednak, że naprawdę nie ma dwóch rodzajów demokracji: jedne niedoskonałe, które potrzebują obserwatorów, i drugie doskonałe, które ich nie potrzebują, a wręcz uważają pomysł jakiejś kontroli za obrazę. Tak nie jest. Każda wzajemna kontrola, jeśli tylko jest solidna, pozbawiona złych zamiarów i apriorycznych, z góry założonych wniosków, leży w naszym wspólnym interesie.

Ale pan podobno nie zna sytuacji w naszym kraju i całą wiedzę opiera na podszeptach "Michnika i tym podobnych Geremków". Stworzyliście jakąś sieć?

- Adama Michnika i kilka innych osób, które znam z czasów dysydenckich już od 30 lat, uważam za swoich przyjaciół, ich poglądy rzeczywiście mnie interesują i często są zbliżone do moich. Jest jednak absurdem uważanie nas wzajemnie za podszeptywaczy: że Michnik podpowiada mi, kogo mam popierać w Polsce, albo ja Michnikowi, kogo się wystrzegać w Republice Czeskiej. Jesteśmy dorośli. Oczywiście nie uważam się za eksperta od sytuacji w Polsce, ale przebywam tu od pewnego czasu, śledzę media, czytam prasę i tworzę sobie własny obraz. Zapewniam pana, że wspomniałem o obserwatorach bez konsultacji z żadnym polskim przyjacielem.

W szumie medialnym zagubił się rzeczywisty cel pańskiego pobytu w Polsce.

- Jestem tu z trzech powodów. Pierwszy to prezentacja mojej książki "Tylko krótko, proszę". Przyjemnie mnie zaskakuje jej dobre przyjęcie w Polsce. Właśnie tej książce była poświęcona długa debata w Krakowie. Następny powód to Forum Ekonomiczne w Krynicy, gdzie mam wziąć udział w kilku panelach. Wreszcie trzeci powód mojego dziesięciodniowego pobytu to pomysł, żeby w krynickim uzdrowisku zadbać trochę o moje zdrowie.