Panama boi się powrotu Manuela Noriegi

Były dyktator ma szansę wrócić do ojczyzny. Będzie mógł cieszyć się ogromnym, nigdy nieujawnionym majątkiem oraz szantażować wielu biznesmenów i polityków swoją wiedzą o ich przeszłości
Manuel Noriega wyjdzie z amerykańskiego więzienia 9 września, odsiedziawszy większą część 40-letniego wyroku, skróconego potem za dobre sprawowanie. Skazano go w 1990 r., rok po jego obaleniu i uprowadzeniu z Panamy przez interweniujące wojska USA.

W piątek amerykański sąd w Miami ma zdecydować o jego dalszym losie. Ma do wyboru: albo wyda Noriegę Francji, gdzie czeka go zaocznie wydany dziesięcioletni wyrok za pranie brudnych pieniędzy oraz kolejny proces za szmugiel narkotyków, albo zwróci go Panamie. Za trzy różne zbrodnie, w tym morderstwa, czekają go tam wyroki łącznie sięgające 60 lat więzienia.

Generał ma już 73 lata, ale wcale nie jest mu wszystko jedno, dokąd odleci z USA. Woli wrócić do ojczyzny, bo we Francji pójdzie siedzieć na pewno, a w Panamie wcale nie.

Wyroki w prawie panamskim się nie sumują, więc pozostanie mu do odsiadki tylko najwyższy 20-letni za zabójstwo, ale już za rok, po ukończeniu 74 lat, Noriega będzie mógł go odsiadywać w areszcie domowym.

Puczysta i szpieg

Manuel Antonio Noriega to jedna z najbardziej złowieszczych postaci swojego kraju w XX w. Jego adwokaci opowiadają, jak to nawróciwszy się w amerykańskim więzieniu, wertuje dzisiaj Biblię, chrupie czekoladowe herbatniki i marzy o powrocie na łono rodziny i niańczeniu wnuków. Ale starsi wiekiem Panamczycy pamiętają, że trudno o ciężką zbrodnię, której by nie popełnił, i tajną operację doby zimnej wojny, w której by nie wziął udziału.

Agentem CIA został podczas studiów w peruwiańskiej akademii wojskowej na przełomie lat 50. i 60., kiedy donosił na swoich lewicowych kolegów kadetów. Potem był prymusem wydziałów wywiadu i kontrwywiadu wojskowego sławnej amerykańskiej Szkoły Ameryk (akademii wojskowej) w Panamie szkolącej armie latynoskie do walki z lewicowymi partyzantami i "wywrotowcami".

Oszałamiający lot ku władzy rozpoczął w 1968 r. Wówczas jako zaufany porucznik pomógł pułkownikowi Omarowi Torrijosowi obalić legalnego cywilnego prezydenta. Rok później ocalił jego władzę przez kolejnym puczem kolegów oficerów, kiedy oświetliwszy nocą pas lotniska kawalkadą wojskowych aut, umożliwił pilotowi samolotu Torrijosa lądowanie, a dyktatorowi powrót do kraju i odbicie stolicy z rąk zamachowców.

Odtąd Noriega został szefem kontrwywiadu wojskowego Panamy, czyli zbirem od najbrudniejszej roboty dyktatora. Przeciwników dyktatury prześladował, wypędzał za granicę lub mordował, a ich majątki konfiskował. Był drugim najpotężniejszym człowiekiem w Panamie, Torrijos mówił o nim "mój gangster".

Lubił też politykę zagraniczną. Amerykanom pomógł w uwolnieniu więzionych na Kubie przez Fidela Castro załóg przechwyconych okrętów, a także w innych tajnych operacjach CIA w Ameryce Łacińskiej. W latach 1971-1976 brał za to od Amerykanów ok. 100 tys. dol. rocznie.

Jako zachłanne dziecko zimnej wojny brał garściami także od drugiej strony. Jak dziesięć lat później ujawnił sławny amerykański reporter Seymour Hersh, już w połowie lat 70. Noriega sprzedał komunistycznej Kubie tajne dokumenty amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, a Układowi Warszawskiemu amerykańskie technologie wojskowe, na czym zarobił blisko 3 mln dol.

Amerykanie mieli też doniesienia o jego udziale w szmuglu narkotyków do USA i Europy już w 1971 r., ale przed karą obronił go prezydent Richard Nixon w uznaniu dla jego roli politycznego antylewicowego konfidenta CIA w Ameryce Łacińskiej. W 1976 r. ówczesny szef CIA George Bush (ojciec) zorganizował mu VIP-owskie przyjęcie w kwaterze Agencji w Waszyngtonie.

Pieniądze nie śmierdzą

Rok później dowody na jego zaangażowanie w narkobiznes oraz służbę wrogom USA skłoniły prezydenta Jimmy'ego Cartera do cofnięcia mu wywiadowczej pensji. Noriega wrócił jednak do łask Amerykanów, gdy w 1979 r. udzielił schronienia obalonemu szachowi Iranu, a zwłaszcza gdy już za czasów Ronald Reagana pośredniczył w dostarczaniu amerykańskiej broni nikaraguańskim oddziałom contras zwalczającym lewicowy reżim sandinistów w Nikaragui. Reagan przywrócił Noriegę na listę płac CIA.

Amerykanie przeprosili się z użytecznym szpiegiem tym chętniej, że w 1981 r. po śmierci Torrijosa w wypadku samolotowym, w którym najpewniej sam maczał palce, Noriega wszedł w skład kolejnej junty. W krótkim czasie w 1983 r. stał się już jako generał i formalny przywódca armii faktycznym wielkorządcą kraju.

Noriega szpiegował dla Amerykanów reżimy Fidela Castro i Nikaraguańczyka Daniela Ortegi, wpuścił do Panamy amerykańskie stacje nasłuchowe, pozwalał szkolić na swoim terytorium contras. Ale jednocześnie przerzucał do USA wielkie ilości narkotyków od kolumbijskiego kartelu z Medellin.

Pieniądz mu nie śmierdział, bo sprzedawał swoje usługi także Fidelowi Castro, pomagał zdobywać broń zwalczanym przez USA nikaraguańskim sandinistom, a także salwadorskim i kolumbijskim lewicowym partyzantom.

Ale zbrodnie i zdrady iście obrotowego superszpiega Noriegi ujawniane kolejno przez rodzimą opozycję i amerykańskich dziennikarzy spowodowały, że Amerykanie w końcu stracili cierpliwość. Od kiedy jego kolega z junty zaczął go oskarżać o zaaranżowanie śmierci Torrijosa, o fałszerstwa wyborcze, a także o skrytobójczy mord na człowieku, który ujawnił jego narkotykowe interesy, masowy sprzeciw wobec rządów Noriegi wybuchł w samej Panamie. W 1986 r. na ulicę ruszyła przeciw niemu Narodowa Krucjata Obywatelska.

Noriega wysłał policję, ogłosił stan wyjątkowy, zawiesił konstytucję, pozamykał nieposłuszne media, a najważniejszych przeciwników wygnał z kraju.

Amerykanie mówią "dość"

Amerykańska pomoc gospodarcza i wojskowa ustała, grunt zaczął się usuwać spod nóg generała. W 1987 r. Senat USA zażądał jego ustąpienia.

Noriega wycofał spod amerykańskiej ambasady ochronę i wysłał na nią tłum wzburzonych patriotów, który zniszczył wszystko, co znalazł na swej drodze. W 1988 r. Departament Sprawiedliwości oskarżył go oficjalnie o szmugiel narkotyków.

Poufnie Amerykanie podburzali przeciw niemu innych wojskowych, a jego samego namawiali do dobrowolnego ustąpienia. Wszystko na nic. Noriega stawiał się do końca, zmieniał prezydentów-marionetki, w 1989 r. sfałszował kolejne wybory oraz przetrwał pucz kolegów oficerów, których wymordował.

20 grudnia 1989 r. 24 tys. amerykańskich komandosów najechało Panamę. Pretekstem było zagrożenie bezpieczeństwa żeglugi przez Kanał Panamski (wówczas jeszcze był pod administracją USA, a Panama miała nad nim przejąć kontrolę w 1999 r.). Po czterech dniach walk, w których zginęło kilka tysięcy osób, junta została obalona.

Sam dyktator ukrywał się przez kilka dni w mieszkaniu swej kochanki, a potem schronił w nuncjaturze apostolskiej. Nuncjusz jednak Hiszpan José Sebastián Laboa wytłumaczył mu, że lepiej się poddać Amerykanom, że jego głowy żąda ulica i lepiej nie skończyć jak Mussolini. Nadto ani Noriega, ani nuncjusz nie mogli już dłużej znieść ogłuszającej hardrockowej muzyki grupy Van Halen nadawanej dzień i noc z głośników ustawionych przez Amerykanów, którzy wiedzieli jak bardzo Noriega nie cierpi rocka.

Wykurzony z nuncjatury generał się poddał, a nowy rząd wkrótce wydał go Amerykanom. Sąd w Miami skazał Noriegę za szmugiel narkotyków na 40 lat więzienia i 44 mln dol. odszkodowania dla Panamy.

Komisja prawdy powołana w Panamie do wyświetlenia zbrodni czasów dyktatury Torrijosa i Noriegi przypisała generałowi 110 skrytobójstw.

Kochanka wskazuje innych

Dzisiaj rządzi w Panamie demokratycznie wybrany w 2004 r. syn Omara Martin Torrijos. Demokrację przywrócono, siły zbrojne rozwiązano, Kanał Panamski wrócił pod władzę kraju i przysparza mu wielkich dochodów, gospodarka rośnie o 9 proc. rocznie. Panama jest międzynarodowym centrum finansowym, ołowiany czas dyktatury odszedł i nikt nie chce o nim pamiętać.

Ale pamięta o nim Manuel Noriega i może chcieć o nim przypomnieć innym. Tym bardziej, że jego dawni poplecznicy także w czasach demokracji mają się świetnie.

Dawny przywódca paramilitarnych siepaczy Noriegi Benjamin Colamarco jest ministrem robót publicznych. Balbina Herrera, kochanka, u której generał ukrywał się w 1989 r., jest ministrem mieszkalnictwa.

- Owszem, nie przeczę, że się u mnie chował - mówi pani Balbina. - Ale ja mu nic nie zawdzięczam. A wielu innych, i owszem. Wielu zostało dzięki niemu milionerami, a ich sumienia odezwały się dopiero po jego ujęciu. Ci ludzie dzisiaj się denerwują.

Adwokat dyktatora Rolando Rodriguez mówi: - Pan Noriega chce wrócić. Siedząc, odnalazł Jezusa Chrystusa i jego serce nie chowa urazów.

Serce może nie chowa, ale widać Chrystus generała ma głowę do biznesu. - Są interesy pana Noriegi, które trafiły w ręce innych. To trzeba będzie zbadać - mówi adwokat.