Mugabe zniszczył Zimbabwe

Dekadę temu Zimbabwe było zaliczane do najlepiej prosperujących krajów Afryki. W sobotę prezydent Robert Mugabe wbił ostatni gwóźdź w trumnę kompletnie już zniszczonej gospodarki kraju
Mugabe, grożąc więzieniem, kazał właścicielom sklepów obniżyć ceny towarów o połowę. Obniżka miała uratować go przed głodowymi zamieszkami i zapewnić reelekcję na kolejną kadencję wiosną 2008 r. W rezultacie wywołał zamieszki przed pustoszejącymi w oka mgnieniu sklepami, z których zniknęły ostatnie towary.

Utrzymać władzę

W sobotę na polecenie prezydenta minister handlu Obert Mpofu rozkazał właścicielom sklepów, bazarowych kramów, a także fabryk, by obniżyli ceny towarów o połowę. Miało to zaradzić szalejącej inflacji, najwyższej na świecie, sięgającej już prawie 5 tys. proc., a według niezależnych ekonomistów - nawet 20 tys. proc. Pod koniec roku inflacja może sięgnąć nawet 1,5 mln proc.

Tym sprzedawcom, którzy do wczoraj nie wywiesili nowych cen, grozi nawet pięć lat więzienia za "sabotaż i dywersję". Policja aresztowała już prawie 1,5 tys. przedsiębiorców i kupców, a Mugabe wzywa dawnych towarzyszy broni z niepodległościowej wojny partyzanckiej oraz bojówkarzy z młodzieżowej organizacji Zieloni Bombardierzy, by "mieli oczy i uszy szeroko otwarte" i donosili władzom o kolejnych "aktach buntu". Władze otworzyły w tym celu specjalne darmowe linie telefoniczne.

83-letni Mugabe, jedyny przywódca Zimbabwe od 1980 r., twierdzi, że gospodarcza zapaść kraju jest wynikiem spisku "brytyjskich imperialistów", którzy chcą odebrać mu władzę i ponownie uczynić z Zimbabwe zamorską kolonię Londynu. - Fabryki mają produkować! - wołał w sobotę Mugabe na wiecu zwolenników rządzącej partii ZANU-PF. - A jeśli nie, każemy je znacjonalizować!

Gospodarczy upadek Zimbabwe zaczął się pod koniec lat 90. w wyniku prowadzonego przez Mugabego socjalistycznego eksperymentu, bałaganu i korupcji. Nie wytrzymała tego kwitnąca dotąd gospodarka kraju odziedziczona po Rodezji rządzonej do 1980 r. przez rasistowskie białe władze.

Kiedy w 1999 r. biali farmerzy, którzy w zamian za gospodarcze przywileje tolerowali dotąd panowanie Mugabego, zaczęli się przeciwko niemu buntować i wspierać opozycję, prezydent kazał weteranom partyzanckiej wojny najeżdżać na ich posiadłości, a ministrom - wywłaszczać białe farmy. W rezultacie Mugabe odparł atak opozycji, ale zrujnował doszczętnie gospodarkę.

XXX

Na wieść o możliwości kupowania towarów za półdarmo przed sklepami w Harare i Bulawayo zebrały się wielotysięczne tłumy szturmujące sklepowe półki i lady. Błyskawicznie wykupione zostały całe zapasy podstawowych artykułów spożywczych, których ceny zostały obniżone jako pierwsze. Zniknęły cukier, sól, mąka, chleb, wołowina.

Wiedząc, że towarów za półdarmo nie starczy dla wszystkich i nie wierząc, że obniżka cen nie zostanie za chwilę odwołana, mieszkańcy Zimbabwe toczyli przed sklepami prawdziwe wojny. W wielu sklepach ludzie, nie mogąc doczekać się na swoją kolejkę przy kasie, zabierali towary i uciekali bez płacenia. Właściciele kompletnie oczyszczonych z towarów sklepów zamykają je na głucho.

Gigantyczne kolejki ustawiły się przed stacjami benzynowymi, którym rząd kazał sprzedawać paliwo po nowej cenie równej według czarnorynkowego kursu ledwie 35 amerykańskim centom. W ten sposób benzyna, której w Zimbabwe od lat brakuje i na której import rządowi brakuje dewiz, stała się najtańsza na całym południu Afryki.

W sąsiednim Mozambiku litr benzyny kosztuje trzy razy drożej. Mieszkańcy graniczących z Zimbabwe krajów zjechali więc w weekend do Zimbabwe, by tanio kupić benzynę, która skończyła się w większości stacji już po paru godzinach po przymusowej obniżce.

Obniżka cen wcale nie ułatwi życia biedocie, która od dawna nie ma pieniędzy i nie stać jej nawet na tańsze towary. Za pół ceny wykupują je ci, którzy jeszcze pieniądze mają - głównie bazarowi kupcy. Ratując się przed bankructwem - zarobek ze sprzedaży po obniżonych cenach nie wystarczy na kupno nowych towarów - właściciele sklepów masowo wyjeżdżają z Zimbabwe na wakacje. Tylko tak mogą usprawiedliwić zamknięcie sklepów i nie narazić się na oskarżenia o dywersję.

Rząd zapowiada, że w ramach operacji obniżania cen w najbliższych dniach policjanci i bojówkarze z ZANU-PF zaczną sprawdzać, czy taniej sprzedaje się też w sklepach z odzieżą, butami, sprzętem elektronicznym, częściami samochodowymi i w aptekach.

Poza decyzjami Mugabego Zimbabwe cierpi od trzech lat na suszę. Jedna trzecia mieszkańców tego kraju będącego do niedawna rolniczym zagłębiem i eksporterem żywności potrzebuje pomocy humanitarnej ONZ. Galopująca inflacja uczyniła walutę kompletnie bezwartościową i ci z Zimbabweńczyków, którzy w ogóle mają jakąś pracę, proszą, by płacić im w naturze. 3 mln ludzi, jedna czwarta całej ludności, wyjechało za chlebem do USA, Wlk. Brytanii, RPA, Botswany i Namibii.

Obawiając się, że Zimbabwe wkrótce zbankrutuje i stanie się państwem upadłym, a miliony emigrantów zaleją sąsiednie kraje, regionalna Południowoafrykańska Wspólnota Rozwoju (SADC) pracuje nad planem ratunku.

Sekretarz generalny SADC Tomaz Salamao proponuje, by na początek walutą obowiązującą w Zimbabwe stał się południowoafrykański rand, tak jak w krajach południowoafrykańskiej unii monetarnej - RPA, Namibii, Lesotho i Suazi. Siłą rzeczy rząd RPA przejąłby na siebie politykę finansową Zimbabwe i zlikwidował choćby problem niekontrolowanego drukowania zimbabweńskich dolarów, główną przyczynę hiperinflacji.

Najbogatsze kraje regionu, RPA i Botswana, udzieliłyby także Zimbabwe finansowej pomocy. Domagają się tego od władz RPA południowoafrykańskie firmy z Zimbabwe zagrożone polityką Mugabego.

Ale ratunek nie przyszedłby za darmo. W zamian za gospodarczy ratunek Zimbabwe musi najpierw pójść na polityczne ustępstwa wobec opozycji - zgodzić się na gruntowną reformę ordynacji wyborczej przed marcową elekcją, powołać niezależną komisję wyborczą, wpuścić międzynarodowych obserwatorów, rozpędzić partyjne bojówki i wreszcie zacząć rozmowy z opozycją. Takie sondażowe rozmowy mają się odbyć już we wtorek w RPA.

Mugabe, dla którego uczciwe wybory oznaczać mogą tylko koniec kariery, nie chce żadnych ustępstw. W sobotę oznajmił, że obecna konstytucja znakomicie służy krajowi i nie ma potrzeby jej zmieniać. Ale Mugabe ma przeciwko sobie nie tylko słabą i skłóconą opozycję, ale coraz więcej partyjnych towarzyszy zaniepokojonych, że doprowadzając kraj do bankructwa, prezydent pogrzebie także ich polityczne kariery.

Rządząca partia ZANU-PF od co najmniej dwóch lat wstrząsana jest frakcyjnymi wojnami o sukcesję po starym władcy, a przeciwko operacji "Obniżamy ceny" gwałtownie, a co ważniejsze otwarcie zaprotestował prezes Banku Centralnego Gideon Gono uważany dotąd za najwierniejszego z dworzan Mugabego.

Współpraca: Alexio Rashirai, Harare