Hugo Chavez jedzie po broń do Rosji i na Białoruś

Wenezuelski prezydent Hugo Chavez jedzie po broń do Rosji, na Białoruś i do Iranu. To dalszy ciąg budowy ?osi dobra", którą chce przeciwstawić amerykańskiemu imperium zła


Wczoraj, tuż przed wylotem do Rosji Chavez powtórzył swoje antyimperialistyczne wyznanie wiary na wielkiej paradzie wojskowej w Caracas. Słowo "wojna" odmieniał w każdym zdaniu przez wszystkie przypadki. - Musimy rozwijać wojnę oporu, to jest nasza broń antyimperialistyczna. Musimy się przygotowywać do tej wojny codziennie - ostrzegał, jak to ma w zwyczaju, przed natychmiastową inwazją amerykańską, której celem miałoby być zabicie jego samego oraz zawładnięcie wenezuelskimi złożami ropy naftowej. - To nie jest tylko wojna zbrojna, to także wojna psychologiczna, wojna medialna, wojna polityczna, wojna gospodarcza. To jest wojna całego narodu. Mężczyźni i kobiety, wszyscy muszą być uzbrojeni - mówił Chavez.

Powodem wszystkich wojen wypowiadanych rzekomo Wenezueli przez imperializm amerykański jest to, że od pół roku pod przywództwem Hugo Chaveza buduje drugi po kubańskim na zachodniej półkuli ustrój socjalistyczny. Chavez przypomniał w niedzielę żołnierzom na paradzie, że jest to obowiązek całej armii, intonując pozdrowienie, które oficjalnie zadekretował w siłach zbrojnych : - Ojczyzna, socjalizm albo śmierć! Zwyciężymy!

I do tych licznych wojen z imperium Wenezuela przygotowuje się, zbrojąc się na potęgę. Już w zeszłym roku Chavez kupił w Rosji za ponad 3 mld dol. 100 tysięcy kałasznikowów, 53 śmigłowce bojowe Mi-24 oraz 24 nowoczesne myśliwce SU-30. Teraz zapowiada kupno w Rosji dziewięciu nowoczesnych okrętów podwodnych, a na Białorusi kilku systemów obrony przeciwrakietowej o zasięgu 300 kilometrów.

Od kilku lat Hugo Chavez co kilka dni demaskuje i piętnuje amerykańskie spiski na swoje życie oraz plany zbrojnej inwazji na Wenezuelę, a USA nieustannie zaprzeczają tym oskarżeniom. Jednocześnie jednak ostrzegają przed zbrojącym się gdzie popadnie reżimem Hugo Chaveza, który nie przepuszcza okazji, by prowokować Amerykę oraz budować koalicję antyamerykańską.

Jego ulubionymi partnerami są reżimy autorytarne oraz wrogie Ameryce, jak Białoruś i Iran, a ostatnio także Rosja prezydenta Putina, którą określa jako partnera strategicznego. W Ameryce Łacińskiej Chavez ma już sojuszników w Boliwii rządzonej przez populistę Evo Moralesa oraz Ekwadorze Rafaela Correi. Dzięki masowym zakupom broni Wenezuela wyrasta na pierwszą potęgę wojskową Ameryki Łacińskiej, mimo że jest krajem mniejszym i biedniejszym od Brazylii, Meksyku czy Argentyny.

Zaniepokojeni wojowniczą retoryką i zbrojeniami Chaveza Amerykanie udaremnili w ubiegłym roku sprzedaż Wenezueli wojskowych kutrów przez swego sojusznika z NATO - Hiszpanię, ale sprzedaży broni rosyjskiej zapobiec nie mogą, chociaż głośno wyrażają niezadowolenie. Wizyta i zakupy Chaveza w Moskwie z pewnością popsują atmosferę wizyty w USA prezydenta Wladimira Putina, który będzie gościem George'a Busha w jego rodzinnej rezydencji w Kennebunkport 1 i 2 lipca. Straszak amerykańskiego spisku jest też Chavezowi potrzebny w tworzeniu poczucia zagrożenia oraz w celu mobilizacji zwolenników w kraju. Ostatnim wehikułem jego socjalistycznej rewolucji ma się stać nowa masowa Zjednoczona Socjalistyczna Partia Wenezueli, która zastąpi liczne dotąd i rozproszone popierające go ruchy polityczne. O potrzebie stworzenia "rewolucyjnej, zjednoczonej zdyscyplinowanej i skutecznej" monopartii przekonał Chaveza jego nauczyciel Fidel Castro. - Fidel mówił mi kilka razy, że on może sobie umrzeć, a rewolucja i tak podąży swoim kursem, bo oni mają partię, która udaremniła przejęcie procesu rewolucyjnego przez tendencje drobnoburżuazyjne. A jak ja umrę, to nasza rewolucja boliwariańska uleci z wiatrem. Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć, ale jak tak się zastanawiam i patrzę na świat wokół, to widzę, że Fidel, niestety, znowu ma rację, bo nie mamy partii, wielkiej maszyny politycznej, kierownictwa politycznego - mówił w ubiegłym tygodniu na spotkaniu młodych kandydatów, których jest już ponoć ponad 5 milionów w 23-milionowej Wenezueli. Do wrześniowego zjazdu założycielskiego w całym kraju ma powstać 20 tysięcy liczących sobie po 300 kandydatów "batalionów" założycielskich nowej partii.