Towarzysz Puśpa "Groźny" obala króla Nepalu

Przywódca maoistów grozi kolejną wojną domową, jeśli monarchia nie zostanie obalona. Ale wygląda na to, że i bez gróźb maoistowskich partyzantów Nepalczycy nie chcą już mieć króla
Himalajska monarchia dożywa swych dni. Jej ostatnią godzinę wyznaczono na późną jesień, gdy wybrane zostanie zgromadzenie konstytucyjne, które spisze nową ustawę zasadniczą. Ale już dziś w nepalskiej stolicy panuje niemal powszechna opinia, że aby wybory mogły być uczciwe i wolne, monarchii, a przynajmniej panującego króla Gjanendry, należałoby się pozbyć już teraz.

Zeszłotygodniowy sondaż tygodnika "Nepali Times" wskazuje, że dwie trzecie z 25 milionów Nepalczyków uważa monarchię za niepotrzebną. - Jeszcze kilka lat temu monarchia była postrzegana jako ważny element tożsamości, fundament stabilności kraju - mówi "Gazecie" Kunda Dixit, redaktor naczelny "Nepali Times". - Dziś monarchia uważana jest przyczynę większości kłopotów, za kulę u nogi. Nikt już nie chce królestwa, które po prostu się przeżyło.

Strzelał Dipendra, winny Gjanendra

Kryzys monarchii zaczął się niemal równo sześć lat temu od krwawej rzezi w czerwcową noc w pałacu królewskim Narajanhiti, gdy następca tronu książę Dipendra wymordował niemal całą rodzinę królewską z ojcem monarchą Birendrą na czele i sam strzelił sobie w łeb.

Następny w kolejce do tronu okazał się młodszy brat Birendry Gjanendra, którego w feralny wieczór akurat nie było w pałacu. Podejrzliwi Nepalczycy widzący dotąd w swoim monarsze nie tylko władcę, ale ziemskie wcielenie hinduskiego boga Wisznu podejrzewają Gjanendrę o makabryczny spisek.

W dodatku, w przeciwieństwie do starego króla, nowy okazał się żądny władzy i w 2002 r. rozpędził demokratyczny parlament. Trzy lata później przegonił rząd i objął władzę absolutną, twierdząc, że tylko tak upora się z bałaganem, korupcją i biedą, a przede wszystkim z powstaniem wywołanym w dżungli u podnóży Annapurny przez maoistowskich partyzantów.

Przeciwko królewskiej despotii wystąpili maoiści wraz z demokratami, pogodzeni za sprawą Indii - regionalnego mocarstwa. Wiosną ub.r. w Katmandu doszło do ulicznej rewolucji, w wyniku której Gjanendra został zmuszony do przywrócenia demokracji i zrzeczenia się niemal całej władzy.

O ile jednak demokraci przestraszeni bezwzględnością i radykalizmem maoistów próbowali, i wciąż próbują, ratować resztki monarchii, o tyle komuniści domagają się natychmiastowego wprowadzenia republiki. W ostatni wtorek na zatłoczone ulice Katmandu wyszły młodzieżowe pochody z czerwonymi sztandarami z sierpem i młotem. Wśród przekleństw kierowców demonstranci maszerowali, skandując: "Chcemy republiki! Precz z królem!".

Członkowie komunistycznych młodzieżówek wyszli na demonstracje, by zaprotestować przeciwko poniedziałkowemu nieoczekiwanemu wystąpieniu sędziwego premiera Giridży Prasada Koirali, przywódcy rządzącej i najstarszej w kraju Partii Kongresowej. Oznajmił on, że jedynym sposobem zachowania monarchii jest natychmiastowa abdykacja Gjanendry, a także zrzeczenie się przez jego syna prawa do tronu na rzecz królewskiego wnuka, sześcioletniego Hridajendry.

- Jeśli już, to na tron należałoby wynieść 11-letnią wnuczkę starego króla Birendry. Poprawiona niedawno konstytucja zezwala, by Nepal miał królową - mówi "Gazecie" Kunda Dixit. - Ale z tego, co słyszę, księżniczka jest przerażona, płacze i ani myśli zasiadać na tronie. Wygląda więc na to, że czas monarchii minął. Nepalczycy już nie wierzą królom. Gjanendra dowiódł, że nawet monarcha konstytucyjny może dokonać zamachu stanu i stać się tyranem.

Maoiści są nieugięci

O losach monarchii miały zadecydować zapowiedziane początkowo na czerwiec wybory do konstytuanty. Nie udało się ich jednak przygotować na czas i zostały przeniesione na jesień.

Maoiści, którzy w styczniu weszli do tymczasowego rządu (mają pięciu ministrów) i parlamentu (83 posłów w 329-osobowej izbie), nie zgadzają się na żaden kompromis w sprawie monarchii. Nawet w odroczeniu wyborów do zgromadzenia konstytucyjnego podejrzewali dywersję rojalistów.

- Niczego nie da się zmienić w Nepalu, dopóki w Katmandu będzie panował król. Jakikolwiek król - tłumaczy "Gazecie" towarzysz Saczit Prasanta z kierownictwa partii maoistowskiej. - Nie zgodzimy się na to za żadną cenę.

- A jeśli jednak jesienią Nepalczycy opowiedzą się w wyborach za zachowaniem ceremonialnej monarchii? - pytam.

- To tylko akademickie dywagacje - odpowiada tow. Prasanta w swoim biurze obwieszonym czerwonymi sztandarami z sierpem i młotem oraz portretami Engelsa, Marksa, Lenina, Stalina i Mao Zedonga.

Przywódca maoistów, 53-letni dawny nauczyciel Puśpa Kamal Dahal, który w dżungli przybrał przydomek "Praczanda" ("Groźny") grozi, że jeśli w wyniku wyborów do konstytuanty monarchia nie zostanie obalona, a Nepal ogłoszony republiką, to jego partyzanci nie wrócą do dżungli, ale staną na czele "trzeciego powstania".

"Pierwszym powstaniem" nazywają maoiści wojnę domową, jaką wywołali w połowie lat 90. W jej wyniku zginęło prawie 15 tys. ludzi. "Drugie powstanie" to zeszłoroczna uliczna rewolucja w Katmandu.

"Trzecie powstanie" może się okazać zupełnie zbędne do obalenia 240-letniej monarchii. W zeszłym tygodniu tymczasowy parlament jeszcze raz poprawił konstytucję i przyznał sobie prawo do zdetronizowania króla, gdyby ten próbował wtrącać się do polityki i przeszkadzać w przygotowaniach do wyborów do konstytuanty, która ma mu odebrać koronę.

Co może być powodem detronizacji króla? - Cokolwiek - twierdzi Kunda Dixit z "Nepali Times". Wiceprzewodniczący maoistów i ich główny ideolog tow. Baburam Bhattarai twierdzi wręcz, że tymczasowy parlament może nie tylko obalić króla, ale nawet ogłosić mężczyznę kobietą.

Armia monarchii nie pomoże

Prof. Lok Radż Barlal, wykładowca nauk politycznych ze stołecznego uniwersytetu Tribhuvan, uważa, że tak naprawdę jesiennych wyborów nikt w Nepalu specjalnie nie chce. Rządząca Partia Kongresowa premiera Koirali i tak sprawuje władzę, a w dodatku ma w maoistach koalicjanta, a nie wroga. Maoiści, na których według sondaży głosować zamierza najwyżej piąta część Nepalczyków, boją się wyborczej porażki. Wykluczeni z rządu i parlamentu, zastraszeni przez maoistów rojaliści próbują przeczekać burzę.

W wyborach chcą się sprawdzić tylko komuniści marksiści, druga największa partia kraju, która liczy, że jako trzecia siła, nieskompromitowana wojną domową ani kolaboracją z królewską despotią może przejąć stery rządów. Rywalizując z maoistami o głosy komunistycznych wyborców, marksiści domagają się obalenia monarchii równie zażarcie jak towarzysze przewodniczącego "Praczandy".

Według profesora w obronie króla nie wystąpi też wierne mu do niedawna wojsko. Jego zdaniem na zbrojny zamach stanu i wtrącanie się armii do polityki nie pozwolą Indie. Chiny, traktujące wraz z Indiami Nepal jako strefę buforową między nimi, też nie chcą niepokojów tuż za miedzą Tybetu.

W ten sposób ostatnimi i jedynymi rzeczywistymi obrońcami himalajskiej monarchii z Katmandu okazują się największa demokracja świata i ostatnie komunistyczne imperium.

- Oto z jakimi wrogami przychodzi nam się mierzyć - tłumaczył mi tow. Rasun z maoistowskiej młodzieżówki, który na placu przed biurem w stołecznej dzielnicy Buddanagar wraz z innymi bojowcami w czerwonych chustach i czapkach z czerwonymi gwiazdami ściągał z ciężarówek chorągwie i transparenty zwiezione z miasta po demonstracjach. - Feudalny reżim sprzymierzony z amerykańskim imperializmem, indyjskim ekspansjonizmem i chińskim rewizjonizmem.