Partia Sarkozy'ego wygrała wybory parlamentarne we Francji

Zwycięstwo w niedzielnych wyborach parlamentarnych, choć mniejsze niż prognozowano, daje prezydentowi Nicolasowi Sarkozy'emu niezbędną siłę polityczną, by przeprowadzić program reform
Rozmiar zwycięstwa francuskiej prawicy był jednak o wiele mniejszy, niż prognozowano.

Drugą niedzielę z rzędu Francuzi wybierali wczoraj członków Zgromadzenia Narodowego, czyli niższej izby francuskiego parlamentu. Według sondaży powyborczych prezydencka partia UMP zdobyła 341 do 350 głosów w 577-osobowym parlamencie. To jednoznaczna większość.

Największym zaskoczeniem był jednak o wiele lepszy, niż prognozowano, wynik lewicy - 202 do 210 głosów. Przywódca socjalistów François Hollande z zadowoleniem stwierdził, że "prawicowej fali, którą prognozowano, nie było, w parlamencie będzie różnorodność i pluralizm, a to dobre dla kraju".

Być może wyborcy przestraszyli się, że całą władzę w kraju zmonopolizuje jedna partia. Niepopularna była też podwyżka podatku VAT ogłoszona niedawno przez rząd.

Wybory do Zgromadzenia Narodowego odbywają się w dwóch turach. W pierwszej mandat zdobywają kandydaci, którzy dostaną co najmniej 50 proc. głosów. Do drugiej przechodzą wszyscy ci, którzy zdobyli co najmniej 12,5 proc. głosów.

Tydzień temu miejsce w parlamencie zapewniło sobie aż 110 posłów, w tym 109 z prawicy i tylko jeden z Partii Socjalistycznej. Wśród zwycięzców był nowy premier François Fillon i kilku ministrów. To istotne, bo Fillon zapowiedział, że jeśli któryś z ministrów przegra wybory, będzie musiał odejść z rządu.

Być może taki los spotka Alaina Juppé, ministra środowiska i osobę numer dwa w rządzie, który kandydował z Bordeaux na południu. Według niepełnych danych z wczorajszego wieczoru Juppé przegrał bowiem walkę o mandat.

Zwycięstwo UMP w wyborach umożliwi prezydentowi Nicolasowi Sarkozy'emu realizację programu liberalnych reform gospodarczych, które obiecał w kampanii prezydenckiej. Do dzieła zamierza zabrać się już za kilka dni.

Na sesji parlamentu, która rozpocznie się już 26 czerwca, pod obrady ma trafić projekt ustawy promującej pracę, zatrudnienie i siłę nabywczą. Przewiduje ona m.in. zniesienie podatków od nadgodzin. W gruncie rzeczy jest to obejście przepisów wprowadzonych kilka lat temu przez socjalistów skracających ustawowy tydzień pracy do 35 godzin.

Zdaniem Sarkozy'ego Francuzi, jeśli chcą więcej zarabiać, muszą więcej pracować. Projekt przewiduje też częściowe zwolnienie z podatków studentów i obniżenie maksymalnej wysokości podatków, jakie może płacić osoba fizyczna, do poziomu 50 proc. zamiast obecnych 60 proc.

Sarkozy zabiera się nie tylko do gospodarki. Chce też zmniejszyć przestępczość. W tym celu myśli zaostrzyć kary dla recydywistów i zapisać w ustawie, że w niektórych przypadkach 16- i 17-latkowie będą mogli być sądzeni jak dorośli.

Jeszcze w lecie do parlamentu ma trafić także ustawa wprowadzająca wymóg znajomości francuskiego dla osób spoza UE, które w ramach łączenia rodzin będą chciały dołączyć do współmałżonka mieszkającego we Francji. Zacieśnienie przepisów imigracyjnych było jednym z ważnych elementów programu wyborczego Sarkozy'ego, lecz eksperci zwracają uwagę, że tego typu zapisy mogą okazać się sprzeczne z konstytucyjnym prawem do życia rodzinnego.

Dla socjalistów dobry wynik wyborów (o kilkudziesięciu posłów więcej, niż mieli w ostatnim parlamencie) jest podarunkiem na otarcie łez po majowej przegranej Ségolene Royal w wyborach prezydenckich. W partii trwa batalia między Royal a "starymi słoniami", czyli tradycyjnymi przywódcami partii, których ubiegła ona w walce o nominację partii na prezydenta. Do otwartej wojny nie doszło jeszcze jedynie dlatego, że szefem partii jest François Hollande, "stary słoń", ale jednocześnie życiowy partner pani Royal.

Wybory parlamentarne umocniły dwubiegunowy podział francuskiej sceny politycznej na prawicę i lewicę. Mniejsze partie, które do tej pory odgrywały pewną rolę, bez wyjątku poniosły wyborcze klęski.

Komuniści mogli liczyć na kilkanaście, a Zieloni na najwyżej kilka mandatów. Skrajnie prawicowy Front Narodowy Jean-Marie Le Pena poniósł klęskę już w pierwszej turze. Na placu boju pozostała tylko jedna jego kandydatka, córka lidera Marine Le Pen. Ona także miała jednak niewielkie szanse na zwycięstwo w regionie Pas-de-Calais na północy.

Nawet nowa partia François Bayrou, który w wyborach prezydenckich zdobył ponad 18 proc. głosów, mogła liczyć na najwyżej czterech deputowanych (w tym samego Bayrou). Zarówno elektorat skrajnej prawicy, jak i centrum udało się zagospodarować Sarkozy'emu.