Gorące wybory w Irlandii

Choć irlandzka gospodarka kwitnie, a na północy wyspy wreszcie panuje pokój, premier Bertie Ahern nie może być pewien zwycięstwa w czwartkowych wyborach parlamentarnych
Dziennik "Irish Times" nazwał głosowanie "jednym z najgorętszych i najbardziej nieprzewidywalnych" we współczesnej historii kraju. "Irish Independent" uważa, że będzie to katharsis.

Jeszcze kilka dni przed wyborami sondaże wskazywały, że rządząca partia prawicowa premiera Aherna Fianna Fail (irl. Żołnierze Przeznaczenia) nie ma najmniejszych szans. Tuż przed głosowaniem sytuacja się jednak odwróciła. Według ostatniego badania blok premiera może liczyć na 41 proc. głosów, a opozycyjny, bardziej liberalny blok Fine Gael (irl. Rodzina Irlandczyków) - na 37 proc.

Niepewna pozycja Aherna, który stoi na czele irlandzkiego rządu od 1997 r., jest o tyle zaskakująca, że Irlandia w ostatniej dekadzie odniosła prawie same sukcesy. Rozwija się w tempie kilku procent rocznie. Kraj, który jeszcze w latach 80. był najbiedniejszym członkiem UE, dziś jest drugim najbogatszym (po Luksemburgu). Bezrobocia praktycznie nie ma.

Ahern pod wieloma względami przypomina swego brytyjskiego kolegę Tony'ego Blaira. Obaj objęli władzę w tym samym roku. Wspólnie doprowadzili w 1998 r. do podpisania porozumienia wielkopiątkowego, które stało się początkiem końca konfliktu między katolikami a protestantami w Irlandii Północnej. Neutralna Irlandia nie zaangażowała się jednak w wojnę w Iraku, za co dziś płaci polityczną cenę Blair.

Ahern, inaczej niż Blair i wielu jego irlandzkich poprzedników, długie lata miał opinię nieskazitelnie uczciwego. W ostatnim roku na jaw wyszła jednak sprawa niejasnych pożyczek czy wręcz prezentów od przyjaciół, które dostał w latach 90., gdy miał kłopoty finansowe po rozwodzie z żoną.

Opozycja kwestionuje nie tylko uczciwość premiera, lecz także jego politykę społeczną. Główne tematy kampanii to opieka zdrowotna, edukacja i opieka przedszkolna, transport publiczny. Wyborcy i opozycja pytają, dlaczego mimo boomu ekonomicznego nie udało się stworzyć lepszych usług dla obywateli np. tych, którzy z powodu rosnących cen domów muszą mieszkać daleko pod Dublinem i dojeżdżać do pracy do miasta.

"Rosnące raty za kredyty mieszkaniowe, nieadekwatna opieka zdrowotna, brutalna przestępczość, ucieczka miejsc pracy w międzynarodowych korporacjach, które szukają tańszej siły roboczej, niepewność na rynku mieszkaniowym - wszystkie te kwestie bezpośrednio wpływają na życie ludzi" - wymieniał "Irish Independent".

Jeśli Fianna Fail i jej partnerzy Postępowi Demokraci nie zdobędą większości w parlamencie, będą musieli szukać jeszcze jednego partnera koalicyjnego wśród niewielkich partii. Premier zarzeka się, że nie będzie to Sinn Fein, skrajna północnoirlandzka partia katolicka, kiedyś związana z terrorystyczną IRA.

Wyborcy i komentatorzy nie bardzo jednak wierzą tym zapewnieniom. Szczególnie że Sinn Fein, która dotychczas miała pięciu posłów w 166-osobowym parlamencie, może nawet podwoić swój stan posiadania.