Prezydent Francji mianuje przełomowy rząd z socjalistami i połową kobiet

Tylko piętnaście ministerstw, siedem z nich kierowanych przez kobiety, w tym pierwszą pochodzenia północnoafrykańskiego. A dyplomacja w rękach socjalisty - oto nowy rząd Francji
W dzień po nominacji premiera François Fillona nowy francuski prezydent Nicolas Sarkozy przedstawił resztę rządu. Jednym strzałem trafił trzy, a może nawet cztery zające.

Ustanawiając najskromniejszy rząd w historii V Republiki - tylko 15 ministrów - Sarkozy udowodnił, że serio traktuje obietnice oszczędności w administracji. Pokazał też, że zrywa ze spuścizną Chiraca i zaczyna jednoczyć wszystkie siły polityczne. Mianował na szefów resortów trzech polityków socjalistycznych: Bernarda Kouchnera na szefa dyplomacji, Erica Bessona z doradczym portfolio "polityk ekonomicznych" oraz Jean-Pierre Jouyeta na ministra ds. europejskich. W rządzie znalazł się też minister związany z centrum (Herve Morin - resort obrony) oraz przedstawiciel organizacji pozarządowej - Martin Hirsch z humanitarnej organizacji Emmaus, odpowiedzialny za politykę socjalną.

Nominacja socjalistów spycha Partię Socjalistyczną do defensywy. Oto Sarkozy - na niespełna miesiąc przed wyborami parlamentarnymi - udowadnia Francuzom, że nawet gwiazdy socjalistów, jak Kouchner, wolą iść z nim. Nerwowa reakcja sekretarza generalnego socjalistów François Hollande'a, który ogłosił, że wyrzuca Kouchnera z partii, może tylko pogorszyć pozycję lewicy.

Mianując na kluczowe stanowiska aż siedem kobiet (m.in. Michele Alliot-Marie na szefa MSW i Rachidę Dati do resortu sprawiedliwości), Sarkozy utarł nosa wszystkim przeciwnikom, w tym ekskandydatce na prezydenta Ségolene Royal. To Sarkozy stał się pierwszym prezydentem, który zagwarantował równowagę kobiet i mężczyzn w rządzie.

Gabinet jest pełen polityków najcięższego kalibru. Alain Juppé, były premier i mer Bordeaux, staje na czele wielkiego resortu środowiska, transportu i zrównoważonego rozwoju. Sarkozy nie ukrywa, że w Juppé widzi numer 2 rządu: tylko on dostał nominację na ministra stanu.

Druga gruba ryba prawicy, 56-letni Jean-Louis Borloo, który przyczynił się do zwycięstwa Sarkozy'ego na północy, zostaje szefem resortu finansów, gospodarki i zatrudnienia. I będzie odpowiadał za najważniejsze elementy pakietu reform gospodarczych, w tym redukcję bezrobocia do 5 proc. w ciągu pięciu lat.

Bernard Kouchner to człowiek-instytucja. Lewicowy od zawsze, sławę zdobył jako współtwórca humanitarnej organizacji Lekarze bez Granic (nagrodzonej w 1999 r. pokojową Nagrodą Nobla). Teraz Kouchner, który kiedyś był ONZ-owskim nadzorcą Kosowa, zostaje szefem MSZ. I choć francuska polityka zagraniczna jest kreowana przede wszystkim przez prezydenta, to Kouchner na pewno odciśnie na niej piętno. Obronę praw człowieka traktuje poważnie i jest jeszcze bardziej proamerykański niż sam Sarkozy.

67-letni Kouchner był jedynym czołowym politykiem francuskim, który otwarcie poparł amerykańską politykę wobec Iraku. - Teraz zaostrzy się francuska polityka wobec Rosji i znacznie złagodzi wobec Waszyngtonu - komentuje Dominique Moisi, politolog z instytutu IFRI.

Szczególnym symbolem w nowym rządzie jest minister sprawiedliwości Rachida Dati. Ta 41-letnia była sędzia jest pierwszą w historii Francji kobietą ministrem pochodzenia północnoafrykańskiego. Dati, córka marokańskiego robotnika i Algierki, zaznała w życiu biedy razem z jedenaściorgiem rodzeństwa. Dzięki szaleńczej pracy na studiach (oprócz prawa skończyła też ekonomię) zdołała wyrwać się z podmiejskiego getta.

W czasie kampanii wyborczej była rzeczniczką Sarkozy'ego; teraz ma być żywym dowodem na to, że nowy prezydent jest otwarty na całe społeczeństwo. Zwłaszcza że Dati będzie nadzorować pracę sądów i prokuratur, które młodzież pochodzenia afrykańskiego i arabskiego traktuje z nienawiścią.