Rosyjska Cerkiew prawosławna z emigracji jednoczy się z Moskiewską

Emigracyjna Cerkiew prawosławna, która od rewolucji październikowej skupiała rosyjskich uchodźców, podporządkowała się Patriarchatowi Moskwy i Wszechrusi. - Leczymy ostatnie rany po wojnie domowej - mówił moskiewski patriarcha Aleksij II
Zjednoczenie Cerkwi ma charakter religijny i polityczny. Pokazuje Rosjanom, że istnieje jedna Rosja, a jej centrum jest w Moskwie. - To na pewno kolejny znak odrodzenia naszego kraju. Kreml może być dumny - mówi publicysta religijny Aleksander Szczipkow.

Choć tylko kilka procent Rosjan chodzi co tydzień do Cerkwi, to poradzieckie władze w poszukiwaniu nowej ideologii państwowej już w latach 90. postawiły na prawosławie jako zwornik nowej. Na najważniejszych uroczystościach religijnych stawiał się zawsze Borys Jelcyn, a Putin jeszcze gorliwiej wypełnia obowiązki prezydenta prawosławnej Rosji. Moskiewski patriarchat ochoczo godzi się na ten nowy sojusz ołtarza z tronem, licząc, że po dekadach radzieckiej ateizacji wsparcie państwa (w tym finansowe) znów zapełni rosyjskie cerkwie. Rosyjscy biskupi wychwalają Putina i wespół z władzą nauczają, że Rosja nie powinna bezerefleksyjnie importować wartości z Zachodu.

Akt zjednoczenia obu Cerkwi, który patriarcha Aleksij II oraz metropolita nowojorski Ławr podpisali wczoraj w moskiewskiej świątyni Chrystusa Zbawiciela, grozi kolejną schizmą. Ponad 20 proc. rosyjskich duchownych na emigracji nie godzi się bowiem na zjednoczenie i żąda od moskiewskiego patriarchatu m.in. pokajania się za współpracę z komunistami.

To właśnie różnice w ocenie historii między białą, emigracyjną Cerkwią, która w krajach Zachodu bez kłopotów chroniła czystość doktryny, oraz czerwoną, moskiewską Cerkwią, która - jak tłumaczy - próbowała służyć Rosjanom pod bolszewickim jarzmem, sprawiły, że prawosławni po upadku Związku Radzieckiego czekali ze zjednoczeniem aż 15 lat.

Podział rosyjskiego prawosławia zaczął się w latach 20., kiedy komunistyczne władze ZSRR zatwierdziły nominację nowego patriarchy Moskwy i Wszechrusi - Siergija, który wcześniej przystał na podpisanie deklaracji lojalności wobec rządzących komunistów. Emigracyjni hierarchowie, którzy wraz z wieloma uchodźcami żyli wtedy nadzieją na odnowienie caratu, potępili lojalkę patriarchy, nazywając ją "herezją siergianizmu".

Uznawszy kapłanów, którzy usiłowali przeżyć i układać się z komunistycznymi władzami w kraju, za zdrajców bądź heretyków, emigracja zza granicy kibicowała tzw. Cerkwi katakumbowej. Ta pod rządami Stalina potępiała współpracę czerwonej Cerkwi z ateistycznymi władzami i w ukryciu chrzciła, odprawiała msze i udzielała ślubów. Niezależnie od różnic w taktyce przetrwania katakumbowcy często wraz z "czerwonymi" prawosławnymi kończyli w tych samych łagrach i byli skazywani z tych samych artykułów o walce z wrogami ludu.

Po 2000 r. moskiewska Cerkiew uznała za swych świętych tzw. nowomęczenników, czyli prawosławnych zamordowanych przez komunistów. Kanonizacje nowomęczenników i rozstrzelanego na rozkaz Lenina ostatniego cara Mikołaja II były dla białej Cerkwi podstawowym warunkiem rozmów o zjednoczeniu.

Z Hitlerem przeciw komunistom

Podpisaniu aktu zjednoczeniowego nie towarzyszyły historyczne rozliczenia. Spadkobiercy czerwonych nie tłumaczyli się z oskarżeń o kolaborację z radziecką bezpieką, a białym nie wypominano kontrowersyjnego zachowania ich poprzedników podczas II wojny światowej, choć dla niektórych z nich niemieckie wojska były wtedy "wyzwolicielami".

Przemilczano więc m.in. emigracyjnego metropolitę Anastasija, który w 1942 r. mówił o "niemieckim mieczu rozcinającym bolszewickie okowy". Część katakumbowców służyła wtedy w dywizjach SS "Brandenburg" i "Rutenia" oraz w walczących po stronie niemieckiej oddziałach kozackich. Berliński biały metropolita Serafim rozmawiał z Hitlerem o projektach odbudowy prawosławia w Rosji.

Choć na emigracji (m.in. w Paryżu) powstało kilka otwartych, a nawet liberalnych ośrodków prawosławnych, to emigracyjni radykałowie do zarzutów współpracy czerwonej Cerkwi z komunistami dołączyli w latach 60. oskarżenia o grzech ekumenizmu. Uznali, że moskiewski Patriarchat angażuje się w dialog międzywyznaniowy "pod naciskiem partii i wbrew świętej ruskiej wierze". Także dziś część emigracyjnych przeciwników zjednoczenia wymienia spotkania patriarchy Aleksija II z katolickimi kardynałami jako jeden z głównych powodów dla kontynuowania rozłamu.

Putin Odnowiciel

Po rozpadzie Związku Radzieckiego emigracyjni hierarchowie wahali się między zjednoczeniem a próbą odbudowy w Rosji "czystej Cerkwi" od zera. W Rosji powstało nawet kilkadziesiąt parafii odrzucających zwierzchność moskiewskich hierarchów "skażonych" współpracą z komunistami.

Jednak na zjednoczenie silnie naciskał Kreml, który za prezydentury Władimira Putina usiłuje zszywać białe i czerwone tradycje - opłakuje rozpad ZSRR, ale też z pompą sprowadza do Rosji prochy białych generałów walczących z bolszewikami.

Prezydent Putin w 2002 r. osobiście zaprosił do Rosji nowojorskiego metropolitę Ławra i podczas podróży zagranicznych konsekwentnie rezerwował czas na spotkania z emigracyjnymi biskupami. Putin, który naciskał też na Patriarchat Moskwy, aby w rozmowach zjednoczeniowych wyrzekł się roszczeń do emigracyjnego majątku, patronował wczorajszej ceremonii w świątyni Chrystusa Zbawiciela.

Ostatecznie emigracyjnym biskupom zapewniono ogromną autonomię wobec Moskwy oraz zachowanie rozdziału białych i czerwonych nieruchomości. Ich skomplikowana mozaika zachowała się m.in. w Ziemi Świętej, gdzie władze Izraela, krajów arabskich i Autonomii Palestyńskiej w zależności od koniunktury politycznej oddawały cerkwie moskiewskim bądź emigracyjnym biskupom.